SPOTKANIE dnia 7 czerwca 2021 r. Wznawiamy działalność.

Dnia 7 czerwca o godz.17.00 zapraszam na spotkanie do Muzeum Historii Kielc.
.Temat spotkania : Genealogia po pandemii. Dopływy akt metrykalnych w Archiwum Diecezjalnym w Kielcach.

Kornelia Major

To Jurka Użyczaka wiersz sprowokował mnie, aby już się spotkać. Przeczytajcie :

Czekając na koniec pandemii

Jeszcze trochę moi mili
doczekamy się tej chwili
że Kornelia nam obwieści
informację takiej treści :
” Dość kwarantan, dość odludzia
Czas się spotkać, wypić brudzia
porozmawiać o normalce
w muzealnej małej salce”.

jeszcze trochę cierpliwości,
i normalność znów zagości.
Nic nas w domach nie uziemi
odetchniemy od pandemii,
zaprosimy sympatyków
nowicjuszy i praktyków.
Bądżmy cierpliwi Panie i Panowie
aż Prezes te słowa wypowie.

Jerzy Wnukbauma

Wigilia naszego czasu

Wigilia naszego czasu
Inna niż wszystkie bo tamtych nas już nie ma
kalendarze odliczyły dni utopiły w szarej codzienności
nasze zielone emocje i oczekiwania
czas zakpił z jednego sensu myśli
zostawił ślad w zakrętach i pytania o dalszy ciąg
osadzeni bez wyboru na wirującej Orbicie
krążymy w samotnym korowodzie
dzieci jednego księżyca i jednej epoki
świętujemy Boże Narodzenie
bo to tutaj na Ziemi a nie w przestworzach
ta Boska droga do Betlejem
czas zaznaczył to miejsce od ponad dwóch tysięcy
a ta ubogość narodzonego zadziwia i budzi lęk
bo skąd ta jasność na Drodze
ale ciągle w nas mieszka dziecinny nastrój
tamtego magicznego wieczoru
kiedy niebo zapali pierwszą gwiazdkę
pomyślmy o bliskich i niemożliwym
jak poznać smak rodzinnego świętowania
kiedy nie można być razem
w ramie tradycji stroimy zielone drzewko
obdarowane prezentami
może to jego żywiczny zapach przypomina
o więzi z naturą daje poczucie bezpieczeństwa
na stole białym podzielone życzenia
dla nieobecnych kruchym opłatkiem
kapiące łzy świecy sianko rybia łuska
zamyślenie wspomnienia i kolęda
a nasz spłoszony lęk ukrywa się
w wigilijnej ciszy i przywołuje do nas
Aniołów z szopki betlejemskiej
B.Kocela grudzień 2020

Książka o brzezińskich rodach.

Ukazała się książka: HISTORIA życiem pisana brzezińskie rody część I

Autorzy : Marianna Węgrzyn i Damian Zegadło

W sprawie nabycia książki proszę skontaktować się z panem Damianem Zegadło nr telefonu
731 413 326

książka kosztuje 25.00 zł Do książki jest dołączona płyta z odtworzonymi
drzewami genealogicznymi opisanych rodów.

MILCZĄCA CISZA

Dzisiaj cisza
zamieszkała między nami
obsiała pola makiem
obiecuje skrawek nieba
na własność
wzruszone słowa
zamieniła w milczenie
wyludniła ulice
w lasach tylko zawilce
i zdziwione ptaki
podarowała czas
przemyśleniom
co ważne a co ważniejsze
na lotniskach
ustawiła samoloty
w równych szeregach
aby ochronić
milczące błękitom niebo.

Barbara Kocela 13 kwietnia 2020

Wielkanoc nastała, moc radości nam dała!
Życzymy więc wiosny i obfitości.
Niech ten czas Wam upłynie w pokoju i miłości

ODWOŁANIE

WALNE ZGROMADZENIE ODWOŁANE.

O nowym terminie powiadomimy  po wygaszeniu epidemii koronawirusa.

 

W dniu 6 kwietnia 2020 r. w Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4 w I terminie o godz.17.00 w II terminie o godz.17.30 odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawcze członków Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” w Kielcach.

Kornelia Major

Życzenia

Wszystkim genealogom i sympatykom  naszej  działalności  życzę  zdrowia,szczęścia,pełnych  spokoju i radości ŚWIĄT BOŻEGO  NARODZENIA ,wypoczynku w gronie rodziny i przyjaciół  oraz wszelkiej pomyślności w Nowym  Roku.

Kornelia Major

SPOTKANIE WYJAZDOWE 26 pażdziernika 2019 r.

Nasze spotkanie z dnia 4 listopada 2019 r. przekładamy  na  dzień 26 pażdziernika 2019 r. Pojedziemy do pałacu – DZIĘKI- w Wiązownicy. Wycieczka potrwa około 6 godz. Planowany wyjazd z Kielc  o  godz. 9.30-  zbiórka na  dziedzińcu Muzeum Historii  Kielc  o  godz.9.15.

Mamy już komplet  uczestników którzy zgłosili się  i potwierdzili  uczestnictwo w wycieczce.  Dziękuję.

Kornelia Major

Zapraszam na pierwsze powakacyjne spotkanie, które odbędzie się dnia 2.09.2019 roku o godzinie 17:00 w Muzeum Historii Kielc.  Opowiem Państwu o duchu. Duchu, którego każdy nosi w serduchu. A jeśli ktoś nie wierzy w ducha, uwierzy kiedy wykładu wysłucha!

Temat spotkania „Genius loci”.

Spotkanie prowadzi Jerzy Użyczak.

Pogrzeb

Zmarla  nasza  koleżanka  Maria  Brylska.

Msza święta  w intencji Zmarłej odprawiona  zostanie w czwartek 21 marca o godz.14.00 w kościele p.w.św. Prokopa w Krzęcicach, po czym nastąpi  odprowadzenie do  grobu  rodzinnego na  cmentarz  parafialny.

Będzie  nam  Ciebie   brakowało Mario.

Koleżanki i  koledzy „Świętogenu ” w Kielcach

 

Spotkanie 4 lutego 2019

Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świetogen ” w  Kielcach
zaprasza dnia 4 lutego 2019 r.o godz.17.00  do  Muzeum Historii Kielc na
wykład Pana Dariusza Kaliny.
Temat : Dzieje  Czarnowa i zachodniej części Kielc.
Wstęp  wolny.
Kornelia Major

Spotkanie dnia 4 czerwca 2018 r.

Dnia 4 czerwca 2018 r. o godz.17.00 zapraszam  na  kolejne  nasze  spotkanie do  Muzeum  Historii  Kielc  ul.Św. Leonarda 4.

Temat : Konwersje  z  judaizmu  na  katolicyzm  w XIX wieku.

Wykładowca : dr  Lech  Frączek z Uniwersytetu  Jagiellońskiego.

Wiatrak w Suchedniowie

Poszukując w Archiwum w Radomiu Akt Stanu Cywilnego Parafii z Jastrzębia /parafia Jastrząb/ i z Szydłowca /moje drzewo genealogiczne po mieczu/ dość przypadkowo dokopałem się do rewelacyjnego dokumentu dotyczącego mojego rodzinnego Suchedniowa. Jako że wykonuję reprodukcje fotograficzne tych dokumentów – zrobiłem i ten dokument , który teraz jest w moim archiwum dokumentów starych. Całość artykułu Andrzeja Sasala  znajduje się pod tym linkiem Wiatrak-w-Suchedniowie-Andrzej-Sasal lub na https://www.facebook.com/andrzej.sasal

Spotkanie dnia 7 maja 2018 r.

Dnia 7 maja 2018 r. o godz.17.00  zapraszam  sympatyków genealogii do  Muzeum  Historii  Kielc ul.Św. Leonarda 4  na  kolejne  nasze  spotkanie.

Temat:  Warsztaty  genealogiczne- szukamy  przodków poza  aktami  metrykalnymi.

Spotkanie prowadzi : Maciej  Terek

Życzenia świąteczne

Z okazji  Świąt  Bożego  Narodzenia oraz Nowego Roku 2018  życzę wszystkim  naszym członkom , sympatykom oraz  ich  rodzinom , zdrowia , radości , miłości  i  miłych  chwil  przy  wigilijnym stole oraz wszelkiej  pomyślności w  nadchodzącym  roku.

Z Urzecza.

Ciekawość człeka z czasem nachodzi,

kim był jego przodek i skąd pochodzi?

Gdy mnie dopadła chęć poznania

zabrałem się do poszukiwania –

Wygodnie siadłem do komputera

i zabawiłem się w genehuntera.

 

Wpisałem w Google swoją godność,

wygooglowało mi jedną zgodność –

‚Modry urzyczak” -Zwierciadło etnologiczne?

– drobny druk, ryciny, odsyłacze liczne.

Sto siedemdziesiąt cztery strony!

Końca nie widać. ” Byłem przerażony.

 

Czytałem wszystko. Nuda była.

Ciekawość jednak zwyciężyła,

(Nie mogłem czytać na odczepnego

bym nie przegapił tego modrego).

Szukałem ciekaw w elaboracie

czy modry bo – po denaturacie.

 

Wreszcie znalazłem to co szukałem

o denaturat już się nie bałem.

W tekście wyjaśniał dr Stanaszek,

że jest to męski fatałaszek,

innymi słowy – strój wilanowski

nosiły go nad Wisłą wioski.

 

Więc źródłosłowem mego nazwiska,

(jak dajmy na to – bluzka ciału bliska),

był były, męski przyodziewek?

Mam być ofiarą licznych prześmiewek?

Kupiłem książkę. A co mi szkodzi.

Z niej dowiedziałem się o co chodzi.

 

I nawiązałem kontakt z autorem

wkrótce odpisał mi z humorem;

„Ze Skolimowa przodek Twój

Nosił w Falentach z Urzecza strój

Jak go widzieli tak go nazwali

Odtąd Urzyczak w aktach pisali”.

 

Do dziś autora darzę sympatią

trochę za książki dedycatio.

„Temu, który nie mieszka na Urzeczu,

lecz jego korzenie po mieczu

świadczą, że jego dola człowiecza

wzięła początek od przodka z Urzecza.”

 

Jerzy Wnukbauma

Dawne wigilie w dworach,domach mieszczan i chatach chłopskich

Przygotowując ten  temat na  wykład, który miałam  w  dniu 4 grudnia 2017 r. w Muzeum  Historii  Kielc zajrzałam do  opisów  wigilii  Glogiera, Kitowicza i Kolberga. Porównałam  z  opisami dawnych  wigilii  w  mojej  rodzinie korzystając z  listów moich  ciotek, stryjów. Rodzina  zasiadała  do  wigilii  w  licznym  gronie  w  kilku  miejscach  w  Polsce  i  poza  granicami. Stąd  pochodzą opisy  jak  ucztowano  , co  jedzono i  jakie  panowały  zwyczaje. Uczestniczyłam  w  wielu  wigiliach  w  różnych  regionach  w  Polsce i wśród  polonusów w Stanach  Zjednoczonych. Wszędzie  starano  się  zachować  przekazywane  z  pokolenia  na  pokolenie  nasze dawne  zwyczaje. Co  z tych  moich obserwacji  wynika   napiszę  w  podsumowaniu.

„Starodawna wilija” –  to  nie  tylko  uczta  przy  suto  zastawionym  stole często zakrapiana  wspaniałymi nalewkami  w dworach  u  mieszczan  i  chatach  chłopskich . To  był  wieczór pełen  różnych  magicznych  zdarzeń, ceremonii, wróżb w  formie  jakiegoś  widowiska  przenoszony z dworu, chat  chłopskich  do  miast.  Wszystko  zaczynało  się  o  świcie , a  nawet  wcześniej  gdy  zaczynały  piać  koguty. Wierzono,że :

  •  kto  rano zerwie  się  dzielnie z łoża – ten  przez  cały  rok  nie będzie  przeżywał kłopotów  ze  wstawaniem,
  • która panna tarła  w  tym  dniu mak, to w nadchodzącym  roku czeka ją  zamążpójście,
  • który  myśliwy w  tym  dniu  coś  upoluje, ten mógł  liczyć  w  najbliższych   miesiącach na  szczęście  spod  znaku  Huberta ,
  • każdy  chłop wybierał  się  rano przezornie  do karczmy  aby chlapnąć  okowity, bo  to  wróżyło, że  w  nadchodzącym  nowym  roku  nie  grozi  mu  abstynencja,
  • który  spryciarz  podebrał ukradkiem  sąsiadowi siekierę, pług, czy  nawet  wóz ten  cieszył  się odtąd, że  wszelkie  dobro  będzie  mu  lgnęło  do  rąk,
  • mówiono, że  w  wilią  chłopców  biją, a dziewczęta  we  święta
  • przyjmowano, że w  wigilię  los  człowieka może  się odmienić – nawet  Melchior  Wańkowicz  w  to  wierzył i twierdził,   w  jednym  z  felietonów  że” w  dzień  wigilii gdzieś  na  Mlecznej Drodze  Szafarz Niebieski odwraca klepsydry naszych żywotów „.

Wróżby  jak  to  wróżby istniały  od  dawna , ale  w  tym  dniu  prym  wiodła  kuchnia w  których  królowały przeważnie  kobiety.

Mężczyżni   wszystkich  grup  społecznych  nie  cierpieli tego  dnia  gdyż aż  do  kolacji wigilijnej  obowiązywał  post, a  w  domu  panował niesamowity  rwetes   więc  nie  mogli  doczekać  się  pierwszej  gwiazdki. Wreszcie , kiedy  stół  był  nakryty  białym  obrusem  pod którym ułożono  siano, a  na  talerzyku   ułożono  opłatek czas  było  zasiadać  do  kolacji  jak  tylko  ukazała  się  na  niebie  pierwsza gwiazda. Należy dodać , że  zwyczaj  kładzenia  siana  pod  obrus   nie  dotyczył  tylko  chat  chłopskich, ale zwyczaj  ten  obowiązywał   w  dworach   i    domach  mieszczańskich.

Wieczerzę  rozpoczynano okolicznościową modlitwą  na  głos, zwykle  czynił  to  gospodarz  lub leciwa  osoba, albo  zaproszony ksiądz  dobrodziej.  Łamano  się  opłatkiem i składano  sobie  życzenia . Przypominano  tych  co  odeszli  na  zawsze „bywało  też ( zwłaszcza  w  legendach ), że  skądś  nadchodził w  ostatniej chwili  strudzony  wędrowiec,  że zjawił  się  nieśmiało  syn  marnotrawny, że przykuśtykał o  kuli  wiarus z dawno skończonej  wojny. Była  radość, łzy”

Wigilią rządziła pewna magia liczb. Tak więc :

  •   ilość ucztujących musiała  być  zawsze  parzysta jako , że przypadek  odmienny groził komuś z nich  rychłą  śmiercią. Znany  jest  przypadek, że  dwa  razy  odstąpiono od  przesądu , pisała babce Maria Estreicherówna „raz  siedziało już dwanaścioro osób, gdy przy  stole dowiedziano się , że sąsiad Leon Mikuszewski spędza samotnie  wieczór. Sprowadzono  go –  mimo, że  musiał  być  trzynastym i rzeczywiście  umarł w ciągu  roku. Drugi  raz  do  stołu  zasiadło dziewięć  osób, a w kilka miesięcy póżniej  umarł mój  dziadek. ” Te dwa przypadki utrwaliły w  jej  rodzinie wiarę  w  feralność  nieparzystych  liczb  i  odtąd  aby  uniknąć podobnych  sytuacji do  stołu  zapraszano  kogoś  ze  służby.
  • bardzo  ważne  było i  jest  nadal pozostawianie wolnego  jednego  nakrycia przy  wigilinym stole Ciekawe jest , że w przypadku  potraw kierowano  się  liczbą nieparzystą  i tak :
  •   –   magnaci  musieli  mieć  11 potraw
  • –     szlachta   9
  • –     na wsi  7 a nieraz sadziła  się  na  więcej.

Na  dworskim  stole i  stole  mieszczańskim  w  wigilię  podawano do  wyboru : barszcz czerwony z kiszonych  buraków  z  fasolą  (  potem i  obecnie   uszka  z  farszem  grzybowym ) zupę  grzybową  z  łazankami  lub  zupę  rybną  z  migdałami , pierogi  z  kapustą  i  grzybami, karp  smażony, karp w galarecie , karp w szarym  sosie, szczupak  faszerowany, łazanki  zapiekane  z kapustą  i  grzybami , kluski  z  makiem i  miodem, kulebiak lub  cebulaki , kapelusze  borowików nadziewane  farszem  grzybowym  zapiekane  na  maśle, kompot  wigilijny  ugotowany  z  suszonych  owoców .

Na  deser  podawano różne  ciasta : strucla  z  makiem , zawijaniec  z  masą  śliwkową, kakową ,  makowce  na kruchym  spodzie  mocno  lukrowane, chały słodkie  z kruszonką , baby drożdżowe  gotowane , pierniki  przekładane  różnymi  masami i  mnóstwo różnych  ciasteczek . Podawano  również  owoce  cytrusowe , suszone  bakalie  , orzechy  włoskie, laskowe  i tp. Kutia była  też  obowiązkowo  podawana  na  deser.

W chatach  chłopski na  wieczerzę  wigilijną  podawano :

żur z grzybami, zupę  z  konopi  zwaną siemieńcem lub  siemieniatką

kapustę  z  grochem  lub  fasolą,

polewkę  z  suszonych śliwek , gruszek, jabłek,

grycok,

rzepę  suszoną lub  smażoną  na  oleju ,

karp  smażony,

kompot  wigilijny  z  suszonych  owoców.

Po  głównych  jadłach  podawano  ciasta : drożdżowe  z  kruszonką, struclę  makową i  z masą  śliwkową  a  dla  dzieci  słodkie makiełki .

Ze  zwyczajów  wigilijnych należy  jeszcze  wymienić :

  •  nie  odkładać  łyżki dla odpocznienia, gdyż ten  co  to  uczyni może  nie  doczekać następnej wigilii,
  • póżnym  wieczorem raczej  bliżej  pasterki do  drzwi  dobijały  się ” gwiazdory” lub „Józefy”-brodaci przebierańcy z laskami, dzwonkami, torbami  a  przede wszystkim rózgami . Dziwni przebierańcy przepytywali z pacierza,  nieraz  nagradzali jabłkiem albo cukierkiem ale też czasami przycięli  po  siedzeniu rózgą nie  bardzo  uwzględniając , że  to  wigilia.

Dopiero  po  wieczerzy  dzieci  mogły  podejść pod podłaziczkę obecnie choinkę i odszukać  swoje  prezenty. Choinka  zagościła  u  nas  jakieś  150  lat  temu i  wymyślona  jest  przez Niemców. Naszą podłaziczkę w  niektórych  regionach Polski jeszcze spotykamy . W Polsce  istniał  zwyczaj  obdarowywania  dzieci  prezentami  dopiero  po  Nowym Roku –  teraz  w  wigilię. W tym czasie  gdy  dzieci  zajmowały  się  prezentami  młodzież  zajmowała  się  wróżbami :

  • kto wyciągnął  spod  obrusa zielone  siano – to oznaczało  ożenek  w  karnawale,
  • żółte  siano – trzeba  na  ożenek  poczekać,
  • wyschłe  i  poczerniałe – będzie  się  kiepściło w samotności  do  końca życia,
  • rzucano  kłosami  o belkę w powale  bo  chciano  się  dowiedzieć jaki będzie urodzaj,
  • dziewczęta z krzykiem wybiegały z domu, żeby z psiej szczekaniny dowiedzieć się z której strony nadjedzie kawaler  chętny  do  ożenku,
  • gospodarze udawali  się  do  sadu,  pukali  w  ule aby   obwieści ” Chrystus  Pan  się  narodziŁ ” albo przymierzali  się  siekierami do  drzewa ,  najczęściej  jabłonki  i  pytali ” będziesz  rodziła czy  nie  będziesz ? „.  Gdy   milczała  obchodzili  wokoło  i  powtarzali  pytanie, dopiero  uzyskawszy  odpowiedż ” tak ” ( głos  dawał  ktoś  z  domowników ) gospodarz  obłapywał drzewo  i  nie  przymierzał  się  z  siekierą.                                                                                            Od  zwierząt  nie  żądano  żadnych obietnic. Wilki przywoływano ” do  grochu ” co  było  zaklinaniem, aby  tu się  nie  pojawiały. Bydło  raczono resztkami  opłatka i  resztkami  ze  stołu  wigiliinego. Przed północą szybko  opuszczano  oborę aby o 12.00 w  nocy  nie  słyszeć o  czym  rozmawiają  zwierzęta  bo  mowa krasul  może  być  słuchana  tylko  przez  tych  co nie  popełnili  żadnego  grzechu.                                                                                                                      We  wszystkich  domach słychać  było śpiew  kolęd : w  dworach, domach miejskich, chłopskich  chatach. W dworach  i  miejskich  domach śpiewano  przy akompaniamencie fortepianu, pianina, klawikordu itp.W  chatach  chłopskich najczęściej  skrzypce, basetle , fujarki  itp.             Wszędzie  śpiewano: ”  Bóg  się  rodzi „,”Wsród  nocnej ciszy”,” Lulajże  Jezuniu” ,
  • , pastorałki i  najpiękniejsza  z  nich”: Oj  maluśki , maluśki”
  • Po  wieczerzy  udawano  się  na   Pasterkę : państwo z  dworów ubrane  w  futra saniami  wyśćiołanymi też  futrami, z chałup  chłopskich  ludzie  w  kożuchach – saniami  wyśćiołanymi  słomą  i  zarzuconymi  derkami .
  • Pastorałki  miały różną  oprawę muzyczną i  przyozdabiane  były  ćwierkaniem  wróbli, świergotem skowronków , gwizdami  kosów  lub  krakaniem  wron a czasami  zawył  wilk.  To zmyślna  kawaleria wojskowa  popisywała  się umiejętnościami   wychodząc  ze  swą  produkcją  na  chór. W kieleckiej  katedrze  takimi  umiejętnościami popisywał  się  będąc  na urlopie kawalerzysta Jerzy ” Świerszcz ” Pytlewski .
  • Czy  to   nie  o  takich  występach, świergotach myślał Liebert  pisząc  swoją Pasterkę ?  Śpiewu ptaków i  odgłosów  różnych  zwierząt  tam  nie  brakuje .
  • Podczas  Pasterki  robiono  sobie  różne  figle : zszywano  nicią  sukmany albo  długie  kiecki żeby  było  się  z  czego  pośmiać. Zdarzało  się , że  uczniaki  do  kropielnicy  nalali  inkaustu.  Śmiano  się  ze  wszystkiego  gdyż  uważano, że  ta  noc  powinna  być  radosna.                            Po  Pasterce   mieszkańcy  dworów  udawali  się w  odwiedziny  do  następnych  dworów i  wędrówka  trwała  aż  do  białego  dnia. Chłopi  udawali  się  do  swoich  chałup ale  też  biesiadowali  aż  do  pierwszej  mszy świętej.
  • Wiele tradycji  wigilijnych  przetrwało  do  naszych  czasów, różny  jednak  jest  zestaw  potraw  wigilijnych  na  naszych  stołach. Zawdzięczamy  to masowej  wędrówce  naszych  rodaków,zawieranym  związkom  małżeńskim w  różnych  rejonach  naszego  kraju .
  • Wspomnę  jeszcze  o jednym  zwyczaju  do  tej  pory  w  niektórych  rodzinach  trwającym i  spotykanym tylko  na Kielecczyźnie : w latach  gdy 24 grudnia  wypada  w  niedzielę,  dzień wigilii Bożego Narodzenia jest przesuwany  na sobotę ponieważ :  niedziela  nie  przyjmuje postu . W takim przypadku wigilia  jest  w  sobotę a Boże  Narodzenie  jest  obchodzone  przez  trzy  dni.

Gdyby do wywodu przodków…

Ciepło, gorąco, spiekota. Te dokuczliwe upały pomagają mi tylko w jednym. Są zbawienne na bóle stawów i kręgosłupa. Gdy żar leje się z nieba, czuję się lepiej. Kolana i kręgosłup przestają boleć. Jak ręką odjął. Po za tym, nie robię nic. Przez większość dnia okupowałem kanapę. Piszę w czasie przeszłym, bo moja żona po obejrzeniu w internecie zachowania byłej Pierwszej Damy, zareagowała w podobny sposób. Jak Danuta wpadła do pokoju i przerwała mi moje dolce vita słowami „Weź się do roboty”. Poczułem się jak Lech. Z tą tylko różnicą, że on posłuchał żony i wyłączył komputer, a ja odpaliłem laptopa. Wziąłem się do roboty, bo długo nie pisałem nic i na stronie Świetogenu zapanowała zbyt długa bezczynność. Na żądanie mojej Danuty wreszcie coś napiszę. Może jakiś konspekt. Marzy mi się, by tak jak Lech zacząć podróżować ze swoimi wykładami po całym świecie. Chociaż nie. Ostatnio on nie jeździ, nic nie zarabia i ogłosił (lub ma ogłosić) upadłość konsumencką. Bieda u niego do tego stopnia, że telewizja rządowa podejrzewa go o podbieranie sikorkom słoniny. U mnie dzięki Bogu nie jest źle. Dostałem trzynastą emeryturę. Czekam na czternastą i obiecaną przez prezydenta „piętnastą a może nawet i szesnastą”. W kwestii sikorek u mnie też jest zdecydowanie lepiej. Dzielę się okruszkami z ptaszkami. Jest już nawet tego efekt. Na osiedlu przybywa gołębi.

Wracając do wymarzonego podróżowania po świecie z wykładami. To jest oczywiście żart. Trzeba mieć o czym mówić i umieć to przekazać. Chyba, że ma się pod ręką swojego rzecznika, który w razie czego wyjaśni, że pan prelegent nie miał tego na myśli. Po drugie – Gdzie bym się ruszył z domu? Na potrzeby tego felietonu napisałem konspekt domniemanej konferencji, studiów lub krótkiego wykładu na temat „Genealogia pisana inaczej”. Inaczej bo… Gdyby do wywodu przodków użyć literackich środków, w treść wzbogacić, dodać rym, wiódłby jakiś genealog prym, a jego drzewo byłoby pierwsze, zrobione inaczej, bo pisane wierszem. Czy to taka wielka sztuka, opisać wierszem przodków wnuka? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że tak można.

Do wnuka.

Gdy swoich przodków będziesz ciekawski,
Dziadek pomoże ich powyliczać;
Twym ojcem jest Jacek Popławski
Matką Agata z domu Muzyczak.

Nadeszła pora dalszych zagadek.
O Twoich dziadków wiedzę poszerzyć.
Ojczysty dziadek – Popławski Radek
Mateczny dziadek – Muzyczak Jerzy.

Co się zaś tyczy dziadków połowic
Tj. ich żon, a Twoich babek
Jerzy poślubił Jadzię z Bronowic,
Z Migalską Marią pobrał się Radek.

Dość rozbijania głową murów
Na tym skończymy dalszą naukę
A resztą moich licznych praszczurów
Później podzielę się z moim wnukiem.

Można? Można! Dla potrzeb ćwiczeń, uświadamianie wnuka skończyłem na jego dziadkach. Dalej to już tylko z górki; łun z łuną, łuna z łunym, łun łunego, łuni łunych. W przypadku singli – łun lub łuna łunej. Bliźniaków – łuni łunej. Gdy matka jest nieznana –  łun lub łuna łunego. Gdy oboje są NN pozostaje tylko łun. I tak do Adama i Ewy. Ale genealogia to nie tylko relacja dziadek – wnuk. Moim zdaniem początki jej zaczynają się na ślubnym kobiercu i później od prokreacji. I w tym temacie miałbym o czym mówić. Rozpływając się nad cnotami niewieścimi, być może byłbym zauważony przez samego ministra edukacji – Czarnka. Słowo się rzekło! Napiszę pieśń weselną. Koniecznie wierszem, bo… kiedy stanie na ślubnym kobiercu, osoba bliska waszemu sercu, to staropolskim pięknym zwyczajem, za zaproszenie na ślub się odwzajem. Złóż Młodej Parze życzenia najszczersze – Pisz pieśń weselną. Koniecznie wierszem. Czy to taka wielka sztuka, kilka zdań Młodym wydukać? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że jednak można.

Epitalamium.

Precz frasunki, precz mozoły,
dzisiaj zajaśniał nam dzień wesoły.
Dziś cnoty rodzin chwalą swatki,
Młodych żegnają ojcowie i matki
Serca gorące złączył kanonik
Marsz Mendelssona grał filharmonik
epitalamia spisali rodzinni poeci
starosta z flaszką stoły obleci.
Rolą gości; jeść, pić i dobrze się bawić
Moją powinnością jest seksu sekrety wyjawić.
Taka jest moja rola. Tak obyczaj każe
gdy rodzic nie uświadomił tego Młodej Parze
Lub gdy Młodzi mają tysiące obiekcji.
Posłuchajcie Młodzi w tym temacie lekcji.

Tu kilka stron „w tym temacie lekcji”, których tanio nie sprzedam. Jest to czterdzieści wersów erotycznego podtekstu, którego z racji wczesnej pory nie zamieszczę. Pieśń kończę tak;

Wyspiański opisał Rydla wesele,
mnie do mistrza pióra brakuje zbyt wiele,
Lecz i wasze wesele warte poematu
toteż ja dam piórem trochę do wiwatu;
Szczęśliwa Paro! Miej uciechy trwałe,
Niech wam się noce zawsze zdają małe,
Dni upływają na szczerym kochaniu,
Wieczory długie na rąk splątywaniu.
Dwójcie się i trójcie. Niechaj was przybędzie,
a dzieci liczne słychać będzie wszędzie.
Wszystko co jest piękne i wymarzone,
Niech przez Niebiosa będzie spełnione.
Dzisiaj wraz z żoną piję wasze zdrowie
życząc wam Sto lat! – J.J. Wnukbaumowie.

Prawda, że od razu cofnęliśmy się w czasie. Zgodnie z ówczesnym trendem, zapachniało średniowieczem. Tytuł wiersza jest nazwą gatunku tej liryki. Jego stylu i tematyki nie da się zamknąć w jakimś konkretnym okresie. Jest ponadczasowa. W utworze tym, garściami brałem ze Stanisława Trembeckiego. Dla osób młodych małe przypomnienie lekcji z języka polskiego. Jest to poeta oświecenia. Urodził się i tworzył w tym samym okresie co Ignacy Krasicki. XVIII wiek. Z twórczości biskupa znam na pamięć tylko wiersz pt „Sen”

Śniło mi się, żem wóz, a to mara broi,
Budzę się, wozu nie ma, tylko dyszel stoi.

Ten krótki wiersz przypomniał mi dzisiejsze ” kamieniowanie duchownych”, w obronie których stanął Rydzyk. Rozgrzeszał ich słowami – „To, że ksiądz zgrzeszył… no zgrzeszył. Ale kto nie ma pokus”. Sam wstrzymuję się od komentarzy, gdyż i ja muszę się wystrzegać pokus. Też zauważyłem u siebie brojenie mar. Rano. Przed pierwszym sikiem. Wracając jednak do epitalamium. Według mnie obecny minister edukacji powinien włączyć go do spisu lektur szkolnych, lub nakazać zamieszczenie w podręcznikach języka polskiego. Dlaczego? Po pierwsze. Czytające tą pieśń weselną, dzieci zapoznają się wreszcie z cnotami niewieścimi. Wszystko będzie jasne. Po drugie. Uważam, że podczas czytania go, we wszystkich klasach będzie panowała cisza i katechetka odpocznie. Po trzecie. Może do facetów w spódnicach oskarżonych o wykorzystywanie nieletnich dotrze wreszcie, że takie rzeczy to tylko z żoną i to dopiero po ślubie.

Był ślub. Była pieśń weselna. Pora na powitanie na świecie owocu  pożycia małżeńskiego. I w tym temacie genealog, który podejmie się wyzwania i zrobi ładną oprawę liryczną faktu narodzin, może zaistnieć, bo… Gdy dzień narodzin stanie się faktem, obdaruje dziecię oryginalnym aktem. Napisze kilka wersów. Pobawi się polszczyzną. Nie zanudzi czytelnika rozwlekłą dłużyzną. Nie napisze jak urzędnik. Skończy też z szablonem. Popisze się w tym akcie lirycznym wykonem. Czy to taka wielka sztuka, na pamiątkę dziecku akt palcem wystukać? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że tak można.

Działo się w parafii Św. Ducha w Kielcach Na Stoku
o godzinie 13  dnia tego i tego , tego i tego roku.
Artur Muzyczak ojciec dziecka się stawił
dwoje pełnoletnich chrzestnych przedstawił,
zamieszkałego w Ostrowcu Pawła Ostrowskiego
i Karolinę Maj z Kielc stanu wolnego.
Okazał Nam dziecię płci męskiej zrodzone
z Moniki z Ostrowskich, którą pojął za żonę.
Po czym odbył się dziecka chrzest
i od tej pory katolik on jest.
Na Chrzcie Świętym dano dziecku imię Jerzy.
Oby w szczęściu, zdrowiu, ponad sto lat przeżył.

Można? Można! Pamiętałem też o RODO i zmieniłem imiona i nazwiska stawających. Zajmijmy się teraz przypadkami nazwanymi przeze mnie – archiwalne fuksy. Nazwałem tak (na potrzeby tego artykułu) nieznane dotąd zdarzenia i fakty, które wynikają bezpośrednio z dokumentów, lub pośrednio tj. w porównaniu z innymi aktami czy dokumentami. Tu małe naprowadzenie – Kiedy w sieci znajdziecie przypadkiem, coś związanego z waszym dziadkiem, to na pamiątkę tego trafu, piszcie coś na wzór epigrafu. Krótko, zwięźle w tym temacie, aż wszystkie akty wyszukacie. Czy to taka wielka sztuka, ślad przodków swoich w sieci szukać? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że tak można.

Dzisiaj odnalazłem, co mnie bardzo cieszy,
Po kądzieli przodków pochodzących z Rzeszy,
lecz smuci mnie, że ten co mówił w nadreńskim narzeczu,
Wymordował w Warszawie mych przodków po mieczu.
≈~≈

Wszyscy przodkowie mej babki ojczystej
są sukcesorami szlacheckiej krwi czystej.
Mieszkali między Ciechanowem a Mławą
zajmowali się rolą i wojenną wyprawą.

≈~≈

Po mieczu przodek mój,
Nosił z Urzecza strój.
Jak go widzieli, tak go nazwali
Odtąd Urzyczak w aktach pisali.

Można tak tworzyć bez końca. Tu jednak należy się mała uwaga. Są liczne minusy takich krótkich, skrótowych publikacji swoich korzeni. Nie wszystko można zmieścić w dwóch czy czterech wersach. Chwalenie się swymi przodkami, nie wszystkim przypada do gustu. Sam jestem tego przykładem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wyskoczy z dziadkiem służącym w wermachcie. Ale to wina Tuska. Od wrogości do niego rozpowszechniło się to powiedzenie. Ciekawe czy do tej rewelacji przyczynił się ktoś z koleżanek lub kolegów genealogów? Poszukiwaczy takich sensacji odsyłam do badania swoich korzeni. Niech się przekonają, gdzie i w jakim wojsku mógł służyć ich przodek, podczas kiedy, przez 123 lata nie istniało państwo polskie. Mój dziadek będąc potomkiem Niemca, służył w wojsku austriackim. Mam się tym smucić, czy cieszyć? Stopniując zaborców na Niemiec – zły, Austriak – taki sobie, Rosjanin – ten dobry zaborca, mój dziadek wypada pośrodku? A więc płakać, skakać z radości, czy siedzieć cicho? Chwalenie się pochodzeniem szlacheckim mam z głowy. Nawet, gdyby jeszcze do dziś obowiązywały tytuły szlacheckie i związane z tym przywileje, miałbym na nie szlaban. Ostatnie wersy poświęciłem etymologii mojego nazwiska pochodzącego od nazwy nadwiślańskiego regionu leżącego pod Warszawą. Fakt ten dodał mi skrzydeł, a w szufladzie mojej przybyło sporo wierszy poświęconych Urzeczu.

Są czasem takie chwile gdy, genealogię pisze się przez łzy. Świat się wali, serce krwawi. Ręka drży a głos się dławi. Choroba, cierpienie, zgon. The Show Must Go On. Bo to jednak wielka sztuka. Serca się nie da oszukać? Wysiłek wielki, chwila trwożna. I pytasz siebie – Czy tak można?.

W nocy po Trzech Króli
w objęcia Najświętszej Matuli
zabrał moją matkę Śmierci kosy świst.
Ostatnią z Baumów. Last but not least.

≈~≈

To był szok, gdy dowiedziałem się o raku,
To był nokaut zapierający w piersi dech.
Czekałem cudu, Niebios najmniejszego znaku
I w jednej chwili power we mnie zdechł.

Wiersze dotyczą moich rodziców. Jeszcze dziś, po wielu latach, podobnie te wersy przeżywam. O rozwodach przemilczę. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Te słowa słyszą wszyscy katolicy przy okazji ślubów. Na pamięć powinien je znać kapłan udzielający ślubu. Zastanawiam się jednak, jak to jest możliwe w przypadku rozwodu kościelnego konsumowanego przez 24 lata małżeństwa. Zwłaszcza, gdy jego owoce chodzą po świecie? Czy to znaczy, że sędzia kościelny dając rozwód nie jest człowiekiem i stawia się na równi z Bogiem? Co Bóg złączył – CZŁOWIEK NIECH NIE ROZDZIELA! Nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi, a jak nie wiadomo o co chodzi… jednego z warunków rozwodu, choroby psychicznej nie wykluczam.

Ostatnim punktem konspektu powinno być zakończenie. Zazwyczaj jest to podsumowanie całego omówionego tematu. Daruję to sobie, oraz wszystkim czytającym te słowa. Zachowam się jak przedstawiciele obecnej klasy rządzącej, którzy po wygłoszeniu tego co mieli powiedzieć, opuszczają pospiesznie zaskoczonych dziennikarzy. Oni robią tak pewnie dlatego, by naród przespał się z tym tematem. Ja siedzę w domu, bo jest pandemia. I Serce mnie boli, bo znam przyjemne metody zarażania.

Jerzy Wnukbauma

Jabłoneczka

Jak obyczaj stary każe;

Gdy się syn urodzi ojciec siedzi w barze,

Później potrząśnie sakiewką;

Buduje dom i sadzi drzewko.

Matka mówiła, że mój stary

Z baru poszedł na bazary –

Przyniósł drzewko, miał być dąb

Gdy zasadził drzewo w klomb,

Obsypało wiosną kwieciem

I wydało owoc w lecie.

Odtąd koło okieneczka

Rosła rajska jabłoneczka.

I choć cierpkie ma owoce

Słodkie przy niej dnie i noce.

 

Ojciec co rok miał zajęcie,

Dbał o drzewko, robił cięcie

A na wiosnę, na wypryski

Robił co rok mu opryski.

Dużo słońca, trochę chemii,

Czas i mnie w mężczyznę zmienił.

Wtenczas koło mego okieneczka

Przechadzała się dzieweczka.

Cherubinek puścił strzałę

Było moje dziewczę całe.

Było ciepło, parne noce

Obdarzyłem ją owocem.

Jak obyczaj stary karze

Przesiedziałem później w barze.

 

Bóg dał syna, dom już miałem

A gdy tylko wytrzeźwiałem

Po bazarze połaziłem

Jabłoneczkę dosadziłem.

Odtąd z okna, zwłaszcza w maju

Piękny widok jest jak w raju,

Dziś, gdy pannę ujrzę w sadzie,

Co ma w głowie jabłek kradzież,

To zadumam się – Staruszku!

Co takiego w twym jabłuszku?

Ledwo co opadną kwiatki

Od zarania, od pramatki

Młoda panna czy staruszka

Ma ochotę na jabłuszka.

Jerzy Wnukbauma

Uciec gdzie pieprz rośnie.

3 fala pandemii. Tak jak wszyscy, jestem zaskoczony jej rozmiarem. Poprzednia, jesienna, dała się mnie i mojej żonie we znaki. Nie chciałbym już nigdy…. Tu złapałem się, bo wpadłem w pułapkę językową i ugryzłem się w język. Zgodnie ze starym polskim powiedzeniem, w takich przypadkach, chciałem napisać – Nie chciałbym tego PRZEŻYĆ JESZCZE RAZ. Zwodny kruczek językowy, bo jak nie daj Boże miałbym zachorować ponownie, to oczywiście chcę PRZEŻYĆ. Dlatego urwaną myśl skończę prościej – Nie chciałbym już nigdy tego przechorować! Mam pietra, bo jak do tej pory nie ma na tego łobuza lekarstwa. Jak zatem się przed nim bronić?  Zapaść się pod ziemię? Zniknąć jak kamfora? Przepaść jak kamień w wodę? Rozwiać się jak dym? Taka forma ucieczki nie wchodzi w grę. To nie gra w chowanego. Nie wystarczy jak dziecko zasłonić oczy i udawać że koronawirus mnie nie dostrzeże. Uciec gdzieś na odludzie? Schować się do mysiej nory? Przeczekać najgorszy okres tam gdzie pieprz rośnie? Taka opcja ucieczki nie daje gwarancji niezachorowania. Tam gdzie pieprz rośnie, z koronawirusem radzą sobie podobnie jak u nas. Istnieje też ryzyko, że gdy zachoruje się w krajach orientalnych, w razie choroby jest się skazanym na kiepską opiekę lekarską i samotność. Jedynym rozsądnym wyjściem jest zaszczepienie się i chuchanie na zimne – higiena, maseczka i samoizolacja. Co jednak robić z wolnym czasem? Jak bronić się przed nudą i mgłą mózgową? Po krótkim zastanowieniu postanowiłem zadbać o siebie i napisać kilka zdań o ucieczkach (tam gdzie pieprz rośnie) zaobserwowanych podczas indeksacji parafii Sędziszów. Zgodnie z przyjętym zwyczajem pogrupowania roczników ksiąg kościelnych (UMZ), zacznę od ksiąg urodzonych.

W czasie indeksowania księgi urodzonych w parafii Sędziszów z roku 1915 natknąłem się na niespotykane nigdzie wcześniej w tej parafii, częstsze niż zwykle zjawisko zgłaszania i podawania do chrztu urodzone dzieci przez akuszerki. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Odkąd istnieje obowiązek zapisu narodzin dzieci w kościelnych księgach, zawsze (nigdy nie mów zawsze) – w większości przypadków nieślubnych narodzin, obowiązek zgłaszania dzieci spoczywał na akuszerkach. Babkach, które odbierały poród. Już samo to, że zamiast ojca dziecka przed księdzem stawia się akuszerka, powoduje domysł, że jest tu coś nie tak. Dlatego z większą uwagą przyglądam się dalszemu zapisowi takich aktów. Jednak, jak wcześniej zaznaczyłem, nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Dzieci nieślubne rodziły się, rodzą się i będą przychodzić na świat. W ich przychodzeniu na świat bywają zarówno lata tłuste jak i lata chude. Wraz ze wzrostem populacji zwiększa się prawdopodobieństwo wzrostu liczby takich narodzin. Rzecz jest w czymś innym. Jak napisałem powyżej, akty pochodzą z 1915 roku – z początku I Wojny Światowej.

Czym różnią się te z drugiego roku trwającej wojny? Tym, że w większości wspomnianych aktów przed nazwiskiem matki jest zapis księdza, iż dziecko pochodzi z ojca takiego a takiego, który wyjechał w poszukiwaniu pracy, lub przebywa gdzieś w sprawach handlowych. W kilku aktach, (tych z ojcem bez ojca), rodzic przebywał w Rosji. Zgodnie z zasadą dziecku wpisywałem nazwisko ojca. Za każdym razem dodatkowo sprawdzałem nazwisko dziecka w indeksach i wszystko było OK. Wszystkie dzieci były uznane. Nosiły nazwisko ojca. Z ciekawości wróciłem do poprzedniego roku. W aktach urodzenia z 1914 roku (i wcześniejszych latach), nie odnalazłem takiej potrzeby migracji za chlebem świeżo upieczonych tatusiów. Rok 1914, rok rozpoczęcia I Wojny zwiększył tylko nabór mężczyzn do wojska. Tu należy doszukiwać się usprawiedliwionych absencji ojców przy chrzcie własnych dzieci w 1915 r. Carowi potrzebne było mięso armatnie. Rok później tatusiowie byli o rok mądrzejsi. Tu moje małe przypomnienie. W artykule tym wspominam tylko o udokumentowanych w aktach urodzeń takich faktach. Takich przypadków musiało być znacznie więcej. Świeżo upieczeni ojcowie stanowili tylko mały procent wszystkich młodych mężczyzn zamieszkałych w parafii. Podejrzewam, że pozostali też szukali pracy za siódmą górą. I mieli rację. Sam zwiewałbym gdzie pieprz rośnie.

Napiszę teraz o innych ucieczkach jakie nasuwały mi się podczas wertowania ksiąg kościelnych. Nie są to sensu stricto ucieczki. Nikt nigdzie nie uciekał. Wręcz przeciwnie – dzielnie, choć prawdopodobnie ze spuszczoną głową, stawał przed księdzem. „Ucieczki” te są wytworem mojej bujnej wyobraźni i są ucieczką w sensie – uciec ze wstydu, schować się do mysiej dziury, zapaść się pod ziemię… Oto kilka przykładów.

W XIX wieku aż roi się od nadawania na Chrzcie Świętym „wyszukanych” imion dla dzieci urodzonych przez niezamężne matki. Dla dziewczynek przodowały imiona Kordula, Bibiana, Placyda a dla chłopców Narcyz, Sylwin, Rufin, Kilian, Dydak. To tylko nieliczne z nich. Jak zauważyłem, to ostatnie zarezerwowane było dla synów wdów. Jeśli matka była wdową i przytrafiło jej się po kilku latach od śmierci męża urodzić syna, to w stu procentach miał on na imię Dydak. Przy analizowaniu takich aktów zastanawiałem się, jak musiała czuć się kobieta podczas chrztu. Jak czuła się gdy jej dziecko przez szereg lat poniżano i wytykano palcami. Księdza to nie obchodziło. Miał swój kanon imion zarezerwowanych dla nieślubnych dzieci i z niego korzystał. Ojciec (duchowny) zrobił swoje i odchodził w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku walki z szatanem. Lećmy dalej. Jak czuła się młoda, dopiero co wkraczająca w życie dziewczyna, gdy ksiądz przed ołtarzem zrywał jej welon z głowy a później w akcie małżeństwa wpisał półdziewica. Jak czuli się rodzice dziecka, gdy jedynym śladem owocu ich miłości jest księga zgonu w której ksiądz zapisywał dziecko bezimiennie. Jedynym grzechem takich dzieci było to, że Bóg powołał je do siebie zbyt wcześnie. Przed udzieleniem Chrztu Świętego. Gdyby odeszły godzinę później, miały by własne imię i dopisek – katolik a nie martwo-urodzone.  Dobrze, że nie trwało to długo. XX wiek był już spoko.

Jestem trochę rozgoryczony postawą niektórych księży w czasie pandemii. To co nieliczni z nich mówią o niemożliwości zarażania się koronawirusem w kościele, to stek nieprzemyślanych bzdur. Oburącz podpisuję się pod oceną takich kapłanów przez ks. Lemańskiego, który skwitował ich krótko – „Głupich księży nie brakuje”. Ja jedyne co mam do dorzucenia to, że w całej historii Kościoła nie spotkałem się z uzdrowicielską siłą kapłana. A jeśli już taki trafił się – to był on uznany przez Kościół za świętego. Jak widać, niektórym kapłanom i ich przełożonym, daleko do świętości.

Jerzy Wnukbauma

By w archiwum zrobić zdjęcie

By w archiwum zrobić zdjęcie

sprawiłem sobie aparat w prezencie.

Spełniłem wreszcie swoją zachciankę

i zakupiłem cyfrową lustrzankę.

Prostą w obsłudze, chylę czoła,

tylko naciskać. Dla matoła.

Od razu w domu ją spróbowałem

i wszystkie fotki żonie pstrykałem.

Nie wytrzymała w końcu stara

i jak fredrowska z Zemsty Klara

doprowadziła mnie do zguby

– „To teraz wierszyk pisz mi luby!

Kilka zwrotek. Pod te zdjęcia.

Będę kochać cię jak księcia.”

Z zachciankami nie wyrobię

i odpuszczę chyba sobie.

Nie, że pisać nie potrafię,

ale pod te fotografie?

Takie są niezbite fakty –

miast zdjęć aktów, mam żony akty.

Jakże jej opiewać cnotę?

By ktoś inny miał ochotę?

Zdjęcia w archiwum też diabli wzięli –

Te pozostawiam znawcy – Korneli.

Jerzy Wnukbauma