WIECZÓR W MUZEUM: historia kieleckich osiedli. Krakowska Rogatka

Rogatka

grafika wieczór w muzeum
Termin wydarzenia:
środa, 22.06.2022, 17:00

Rogatki miejskie, nazywane też celbudami funkcjonowały jeszcze na początku XX w. Były to domki rogatkowe przeznaczone dla strażników, którzy pobierali tzw. opłaty kopytkowe za wjazd do miasta i zabezpieczali je przed kontrabandą. Stanowiły one ważne źródło dochodów miejskich. Jedną z kilku powstałych w początkach XIX w. kieleckich rogatek była rogatka krakowska „Przy trakcie Krakowskim”. W związku z całkowitą likwidacją opłat rogatkowych w 1931 r. rogatki miejskie, w tym i rogatka krakowska uległy likwidacji. Obecnie nazwą Rogatki Krakowskiej określa się bliżej nieokreślony teren pomiędzy zbiegiem ulic Jana Pawła II, Ogrodowej, Seminaryjskiej i Wojska Polskiego, a budynkiem Wojewódzkiego Domu Kultury przy ul. Ściegiennego. Jest to jedyne świadectwo funkcjonowania w Kielcach dawnych rogatek miejskich. O nich właśnie opowie opowie Leszek Dziedzic na środowym spotkaniu w Muzeum.

Spotkania”Świętogenu” maj i czerwiec 2022

Zapraszam na spotkania „Świętogenu” do Muzeum Historii Kielc ul. Św.Leonarda 4 na godz.17.00 w dniu 9 maja:

Temat 1 : Pamięć kulturowa czy epigenetyczna. Dziedziczenie traumy i stresów naszych przodków.
wykładowca : Barbara Kocela

Temat 2 : Indeksy z przeglądarki”Świętogenu” przedstawią: Renata Majewska i Maciek Terek

Dnia 6 czerwca br. Temat : Miłość zapisana w pocztówkach. O Izabeli Jastrzębskiej – Węgierkiewicz. Opowie Kornelia Major

zapraszam Kornelia Major

Walne Zgromadzenie

Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świętogen” zwołuje w siedzibie Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 dnia 4 kwietnia 2022 r o godz. 17.00 w II terminie godz. 17.30 Walne zgromadzenie- Sprawozdawczo- Wyborcze członków .

Za Zarząd :
Kornelia Major
Kielce,dnia 4 marca 2022 r.

Drzewa genealogiczne

Prosimy osoby które mają wykonane „drzewa genealogiczne ” o wypożyczenie ich na wystawę z okazji 15 lecia istnienia naszego „Świętogenu”. Wystawa będzie miała miejsce w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4
Informację prosimy kierować na pocztę mailową „Świętogenu „.

swietogen.kielce at op.pl

TERMINARZ SPOTKAŃ W ROKU 2022

W roku 2022 jeśli pozwolą nam obostrzenia sanitarne związane z epidemią Covid-19 to będziemy nadal spotykać się o godz.17.00 w Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4 :

7 lutego 2022
7 marca 2022
4 kwietnia 2022
9 maja 2022
6 czerwca 2022
lipiec
sierpień
5 września 2022
3 października 2022
7 listopada 2022
5 grudnia 2022

ODWOŁANE SPOTKANIE …

Muzum Historii Kielc odwołuje wszystkie spotkania które w najbliższym czasie mają się odbywać w ich budynku.

Poinformowano mnie, że nasze spotkanie w dniu 6 grudnia br. też zostaje odwołane.

Kornelia Major

Konferencja naukowa „Jak powstawały Kielce? Nowe badania i nowe perspektywy”

14–15 października 2021 r. od godz. 9.00
https://www.facebook.com/events/460483681906843

Serdecznie zapraszamy na konferencję współorganizowaną przez Muzeum Historii Kielc, Instytut Historii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach oraz Wydział Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, która odbędzie się w sali konferencyjnej Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej (Kielce, ul. Zamkowa 3).

Rocznica 950-lecia powstania miasta Kielc przypadająca w 2021 r., aczkolwiek umowna i dyskutowana w nauce, nawiązuje do tradycji poprzednich obchodów początków miasta, uroczystości i wydarzeń zorganizowanych w 1971 r. pod hasłem „IX wieków Kielc”. Przyjęto wówczas, że moment ufundowania kolegiaty kieleckiej w 1171 r. przez bpa krakowskiego Gedeona był poprzedzony co najmniej stuletnim okresem zawiązywania się osady i jej stopniowego rozwoju, a przede wszystkim ufundowaniem w – bliżej nieokreślonym czasie – najstarszego kościoła św. Wojciecha. O zorganizowanych wówczas uroczystościach przypomina do dziś nazwa jednej z ważniejszych ulic w mieście: „IX wieków Kielc”. Od tego czasu minęło kolejne pół stulecia. To okazja do ponownej refleksji naukowej nad genezą, początkami i rozwojem „mieściny łysogórskiej”, jak określił Kielce przed laty prof. Kazimierz Tymieniecki, kielczanin, klasyk polskiej historiografii i jeden z najwybitniejszych polskich mediewistów, współzałożyciel Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Z tej okazji zapraszamy na konferencję naukową, która zgodnie z tytułem przedstawi najnowsze ustalenia interdyscyplinarnego zespołu referentów, archeologów, historyków, historyków sztuki, archiwistów, bibliotekoznawców reprezentujących różne ośrodki naukowe w kraju, na temat genezy oraz rozwoju osady i miasta w swojej najwcześniejszej średniowiecznej i nowożytnej fazie powstania.

Specjalnym akcentem konferencji będzie uhonorowanie postaci oraz dorobku naukowego prof. Kazimierza Tymienieckiego, prekursora badań nad początkami miasta, którego osobowości twórczej poświęcony zostanie specjalny panel konferencji.

 

Patronat honorowy: Biskup Kielecki, Marszałek Województwa Świętokrzyskiego, Wojewoda Świętokrzyski, Prezydenta Miasta Kielce, Rektor UJK, Wydział Historii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu.

Patronat medialny: TVP3 Kielce, Radio Kielce, Radio EM, Radio Fama, Echo Dnia, Gazeta Wyborcza.

Konferencja odbędzie się przy zachowaniu obowiązujących obostrzeń sanitarnych. Z tego względu liczba miejsc dla publiczności jest ograniczona.

SPOTKANIE dnia 7 czerwca 2021 r. Wznawiamy działalność.

Dnia 7 czerwca o godz.17.00 zapraszam na spotkanie do Muzeum Historii Kielc.
.Temat spotkania : Genealogia po pandemii. Dopływy akt metrykalnych w Archiwum Diecezjalnym w Kielcach.

Kornelia Major

To Jurka Użyczaka wiersz sprowokował mnie, aby już się spotkać. Przeczytajcie :

Czekając na koniec pandemii

Jeszcze trochę moi mili
doczekamy się tej chwili
że Kornelia nam obwieści
informację takiej treści :
” Dość kwarantan, dość odludzia
Czas się spotkać, wypić brudzia
porozmawiać o normalce
w muzealnej małej salce”.

jeszcze trochę cierpliwości,
i normalność znów zagości.
Nic nas w domach nie uziemi
odetchniemy od pandemii,
zaprosimy sympatyków
nowicjuszy i praktyków.
Bądżmy cierpliwi Panie i Panowie
aż Prezes te słowa wypowie.

Jerzy Wnukbauma

Wigilia naszego czasu

Wigilia naszego czasu
Inna niż wszystkie bo tamtych nas już nie ma
kalendarze odliczyły dni utopiły w szarej codzienności
nasze zielone emocje i oczekiwania
czas zakpił z jednego sensu myśli
zostawił ślad w zakrętach i pytania o dalszy ciąg
osadzeni bez wyboru na wirującej Orbicie
krążymy w samotnym korowodzie
dzieci jednego księżyca i jednej epoki
świętujemy Boże Narodzenie
bo to tutaj na Ziemi a nie w przestworzach
ta Boska droga do Betlejem
czas zaznaczył to miejsce od ponad dwóch tysięcy
a ta ubogość narodzonego zadziwia i budzi lęk
bo skąd ta jasność na Drodze
ale ciągle w nas mieszka dziecinny nastrój
tamtego magicznego wieczoru
kiedy niebo zapali pierwszą gwiazdkę
pomyślmy o bliskich i niemożliwym
jak poznać smak rodzinnego świętowania
kiedy nie można być razem
w ramie tradycji stroimy zielone drzewko
obdarowane prezentami
może to jego żywiczny zapach przypomina
o więzi z naturą daje poczucie bezpieczeństwa
na stole białym podzielone życzenia
dla nieobecnych kruchym opłatkiem
kapiące łzy świecy sianko rybia łuska
zamyślenie wspomnienia i kolęda
a nasz spłoszony lęk ukrywa się
w wigilijnej ciszy i przywołuje do nas
Aniołów z szopki betlejemskiej
B.Kocela grudzień 2020

Książka o brzezińskich rodach.

Ukazała się książka: HISTORIA życiem pisana brzezińskie rody część I

Autorzy : Marianna Węgrzyn i Damian Zegadło

W sprawie nabycia książki proszę skontaktować się z panem Damianem Zegadło nr telefonu
731 413 326

książka kosztuje 25.00 zł Do książki jest dołączona płyta z odtworzonymi
drzewami genealogicznymi opisanych rodów.

MILCZĄCA CISZA

Dzisiaj cisza
zamieszkała między nami
obsiała pola makiem
obiecuje skrawek nieba
na własność
wzruszone słowa
zamieniła w milczenie
wyludniła ulice
w lasach tylko zawilce
i zdziwione ptaki
podarowała czas
przemyśleniom
co ważne a co ważniejsze
na lotniskach
ustawiła samoloty
w równych szeregach
aby ochronić
milczące błękitom niebo.

Barbara Kocela 13 kwietnia 2020

Wielkanoc nastała, moc radości nam dała!
Życzymy więc wiosny i obfitości.
Niech ten czas Wam upłynie w pokoju i miłości

ODWOŁANIE

WALNE ZGROMADZENIE ODWOŁANE.

O nowym terminie powiadomimy  po wygaszeniu epidemii koronawirusa.

 

W dniu 6 kwietnia 2020 r. w Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4 w I terminie o godz.17.00 w II terminie o godz.17.30 odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawcze członków Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” w Kielcach.

Kornelia Major

Życzenia

Wszystkim genealogom i sympatykom  naszej  działalności  życzę  zdrowia,szczęścia,pełnych  spokoju i radości ŚWIĄT BOŻEGO  NARODZENIA ,wypoczynku w gronie rodziny i przyjaciół  oraz wszelkiej pomyślności w Nowym  Roku.

Kornelia Major

SPOTKANIE WYJAZDOWE 26 pażdziernika 2019 r.

Nasze spotkanie z dnia 4 listopada 2019 r. przekładamy  na  dzień 26 pażdziernika 2019 r. Pojedziemy do pałacu – DZIĘKI- w Wiązownicy. Wycieczka potrwa około 6 godz. Planowany wyjazd z Kielc  o  godz. 9.30-  zbiórka na  dziedzińcu Muzeum Historii  Kielc  o  godz.9.15.

Mamy już komplet  uczestników którzy zgłosili się  i potwierdzili  uczestnictwo w wycieczce.  Dziękuję.

Kornelia Major

Zapraszam na pierwsze powakacyjne spotkanie, które odbędzie się dnia 2.09.2019 roku o godzinie 17:00 w Muzeum Historii Kielc.  Opowiem Państwu o duchu. Duchu, którego każdy nosi w serduchu. A jeśli ktoś nie wierzy w ducha, uwierzy kiedy wykładu wysłucha!

Temat spotkania „Genius loci”.

Spotkanie prowadzi Jerzy Użyczak.

Pogrzeb

Zmarla  nasza  koleżanka  Maria  Brylska.

Msza święta  w intencji Zmarłej odprawiona  zostanie w czwartek 21 marca o godz.14.00 w kościele p.w.św. Prokopa w Krzęcicach, po czym nastąpi  odprowadzenie do  grobu  rodzinnego na  cmentarz  parafialny.

Będzie  nam  Ciebie   brakowało Mario.

Koleżanki i  koledzy „Świętogenu ” w Kielcach

 

Spotkanie 4 lutego 2019

Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świetogen ” w  Kielcach
zaprasza dnia 4 lutego 2019 r.o godz.17.00  do  Muzeum Historii Kielc na
wykład Pana Dariusza Kaliny.
Temat : Dzieje  Czarnowa i zachodniej części Kielc.
Wstęp  wolny.
Kornelia Major

Spotkanie dnia 4 czerwca 2018 r.

Dnia 4 czerwca 2018 r. o godz.17.00 zapraszam  na  kolejne  nasze  spotkanie do  Muzeum  Historii  Kielc  ul.Św. Leonarda 4.

Temat : Konwersje  z  judaizmu  na  katolicyzm  w XIX wieku.

Wykładowca : dr  Lech  Frączek z Uniwersytetu  Jagiellońskiego.

Wiatrak w Suchedniowie

Poszukując w Archiwum w Radomiu Akt Stanu Cywilnego Parafii z Jastrzębia /parafia Jastrząb/ i z Szydłowca /moje drzewo genealogiczne po mieczu/ dość przypadkowo dokopałem się do rewelacyjnego dokumentu dotyczącego mojego rodzinnego Suchedniowa. Jako że wykonuję reprodukcje fotograficzne tych dokumentów – zrobiłem i ten dokument , który teraz jest w moim archiwum dokumentów starych. Całość artykułu Andrzeja Sasala  znajduje się pod tym linkiem Wiatrak-w-Suchedniowie-Andrzej-Sasal lub na https://www.facebook.com/andrzej.sasal

Spotkanie dnia 7 maja 2018 r.

Dnia 7 maja 2018 r. o godz.17.00  zapraszam  sympatyków genealogii do  Muzeum  Historii  Kielc ul.Św. Leonarda 4  na  kolejne  nasze  spotkanie.

Temat:  Warsztaty  genealogiczne- szukamy  przodków poza  aktami  metrykalnymi.

Spotkanie prowadzi : Maciej  Terek

Życzenia świąteczne

Z okazji  Świąt  Bożego  Narodzenia oraz Nowego Roku 2018  życzę wszystkim  naszym członkom , sympatykom oraz  ich  rodzinom , zdrowia , radości , miłości  i  miłych  chwil  przy  wigilijnym stole oraz wszelkiej  pomyślności w  nadchodzącym  roku.

Z Urzecza.

Ciekawość człeka z czasem nachodzi,
kim był jego przodek i skąd pochodzi?
Gdy mnie dopadła chęć poznania
zabrałem się do poszukiwania –
Wygodnie siadłem do komputera
i zabawiłem się w genehuntera.

Wpisałem w Google swoją godność,
wygooglowało mi jedną zgodność –
‚Modry urzyczak” -Zwierciadło etnologiczne?
– drobny druk, ryciny, odsyłacze liczne.
Sto siedemdziesiąt cztery strony!
Końca nie widać. ” Byłem przerażony.

Czytałem wszystko. Nuda była.
Ciekawość jednak zwyciężyła,
(Nie mogłem czytać na odczepnego
bym nie przegapił tego modrego).
Szukałem ciekaw w elaboracie
czy modry bo – po denaturacie.

Wreszcie znalazłem to co szukałem.
O denaturat już się nie bałem.
W tekście wyjaśniał dr Stanaszek,
że jest to męski fatałaszek,
innymi słowy – strój wilanowski
nosiły go nad Wisłą wioski.

Więc źródłosłowem mego nazwiska,
(jak dajmy na to – koszula ciału bliska),
był były, męski przyodziewek?
Mam być ofiarą licznych prześmiewek?
Kupiłem książkę. A co mi szkodzi.
Z niej dowiedziałem się o co chodzi.

I nawiązałem kontakt z autorem
wkrótce odpisał mi z humorem;
„Ze Skolimowa przodek Twój
Nosił w Falentach z Urzecza strój
Jak go widzieli tak go nazwali,
odtąd Urzyczak w aktach pisali.

Do dziś autora darzę sympatią
trochę za książki dedycatio.
„Temu, który nie mieszka na Urzeczu,
lecz jego korzenie po mieczu
świadczą, że jego dola człowiecza
wzięła początek od przodka z Urzecza.”
Jerzy Wnukbauma

Dawne wigilie w dworach,domach mieszczan i chatach chłopskich

Przygotowując ten  temat na  wykład, który miałam  w  dniu 4 grudnia 2017 r. w Muzeum  Historii  Kielc zajrzałam do  opisów  wigilii  Glogiera, Kitowicza i Kolberga. Porównałam  z  opisami dawnych  wigilii  w  mojej  rodzinie korzystając z  listów moich  ciotek, stryjów. Rodzina  zasiadała  do  wigilii  w  licznym  gronie  w  kilku  miejscach  w  Polsce  i  poza  granicami. Stąd  pochodzą opisy  jak  ucztowano  , co  jedzono i  jakie  panowały  zwyczaje. Uczestniczyłam  w  wielu  wigiliach  w  różnych  regionach  w  Polsce i wśród  polonusów w Stanach  Zjednoczonych. Wszędzie  starano  się  zachować  przekazywane  z  pokolenia  na  pokolenie  nasze dawne  zwyczaje. Co  z tych  moich obserwacji  wynika   napiszę  w  podsumowaniu.

„Starodawna wilija” –  to  nie  tylko  uczta  przy  suto  zastawionym  stole często zakrapiana  wspaniałymi nalewkami  w dworach  u  mieszczan  i  chatach  chłopskich . To  był  wieczór pełen  różnych  magicznych  zdarzeń, ceremonii, wróżb w  formie  jakiegoś  widowiska  przenoszony z dworu, chat  chłopskich  do  miast.  Wszystko  zaczynało  się  o  świcie , a  nawet  wcześniej  gdy  zaczynały  piać  koguty. Wierzono,że :

  •  kto  rano zerwie  się  dzielnie z łoża – ten  przez  cały  rok  nie będzie  przeżywał kłopotów  ze  wstawaniem,
  • która panna tarła  w  tym  dniu mak, to w nadchodzącym  roku czeka ją  zamążpójście,
  • który  myśliwy w  tym  dniu  coś  upoluje, ten mógł  liczyć  w  najbliższych   miesiącach na  szczęście  spod  znaku  Huberta ,
  • każdy  chłop wybierał  się  rano przezornie  do karczmy  aby chlapnąć  okowity, bo  to  wróżyło, że  w  nadchodzącym  nowym  roku  nie  grozi  mu  abstynencja,
  • który  spryciarz  podebrał ukradkiem  sąsiadowi siekierę, pług, czy  nawet  wóz ten  cieszył  się odtąd, że  wszelkie  dobro  będzie  mu  lgnęło  do  rąk,
  • mówiono, że  w  wilią  chłopców  biją, a dziewczęta  we  święta
  • przyjmowano, że w  wigilię  los  człowieka może  się odmienić – nawet  Melchior  Wańkowicz  w  to  wierzył i twierdził,   w  jednym  z  felietonów  że” w  dzień  wigilii gdzieś  na  Mlecznej Drodze  Szafarz Niebieski odwraca klepsydry naszych żywotów „.

Wróżby  jak  to  wróżby istniały  od  dawna , ale  w  tym  dniu  prym  wiodła  kuchnia w  których  królowały przeważnie  kobiety.

Mężczyżni   wszystkich  grup  społecznych  nie  cierpieli tego  dnia  gdyż aż  do  kolacji wigilijnej  obowiązywał  post, a  w  domu  panował niesamowity  rwetes   więc  nie  mogli  doczekać  się  pierwszej  gwiazdki. Wreszcie , kiedy  stół  był  nakryty  białym  obrusem  pod którym ułożono  siano, a  na  talerzyku   ułożono  opłatek czas  było  zasiadać  do  kolacji  jak  tylko  ukazała  się  na  niebie  pierwsza gwiazda. Należy dodać , że  zwyczaj  kładzenia  siana  pod  obrus   nie  dotyczył  tylko  chat  chłopskich, ale zwyczaj  ten  obowiązywał   w  dworach   i    domach  mieszczańskich.

Wieczerzę  rozpoczynano okolicznościową modlitwą  na  głos, zwykle  czynił  to  gospodarz  lub leciwa  osoba, albo  zaproszony ksiądz  dobrodziej.  Łamano  się  opłatkiem i składano  sobie  życzenia . Przypominano  tych  co  odeszli  na  zawsze „bywało  też ( zwłaszcza  w  legendach ), że  skądś  nadchodził w  ostatniej chwili  strudzony  wędrowiec,  że zjawił  się  nieśmiało  syn  marnotrawny, że przykuśtykał o  kuli  wiarus z dawno skończonej  wojny. Była  radość, łzy”

Wigilią rządziła pewna magia liczb. Tak więc :

  •   ilość ucztujących musiała  być  zawsze  parzysta jako , że przypadek  odmienny groził komuś z nich  rychłą  śmiercią. Znany  jest  przypadek, że  dwa  razy  odstąpiono od  przesądu , pisała babce Maria Estreicherówna „raz  siedziało już dwanaścioro osób, gdy przy  stole dowiedziano się , że sąsiad Leon Mikuszewski spędza samotnie  wieczór. Sprowadzono  go –  mimo, że  musiał  być  trzynastym i rzeczywiście  umarł w ciągu  roku. Drugi  raz  do  stołu  zasiadło dziewięć  osób, a w kilka miesięcy póżniej  umarł mój  dziadek. ” Te dwa przypadki utrwaliły w  jej  rodzinie wiarę  w  feralność  nieparzystych  liczb  i  odtąd  aby  uniknąć podobnych  sytuacji do  stołu  zapraszano  kogoś  ze  służby.
  • bardzo  ważne  było i  jest  nadal pozostawianie wolnego  jednego  nakrycia przy  wigilinym stole Ciekawe jest , że w przypadku  potraw kierowano  się  liczbą nieparzystą  i tak :
  •   –   magnaci  musieli  mieć  11 potraw
  • –     szlachta   9
  • –     na wsi  7 a nieraz sadziła  się  na  więcej.

Na  dworskim  stole i  stole  mieszczańskim  w  wigilię  podawano do  wyboru : barszcz czerwony z kiszonych  buraków  z  fasolą  (  potem i  obecnie   uszka  z  farszem  grzybowym ) zupę  grzybową  z  łazankami  lub  zupę  rybną  z  migdałami , pierogi  z  kapustą  i  grzybami, karp  smażony, karp w galarecie , karp w szarym  sosie, szczupak  faszerowany, łazanki  zapiekane  z kapustą  i  grzybami , kluski  z  makiem i  miodem, kulebiak lub  cebulaki , kapelusze  borowików nadziewane  farszem  grzybowym  zapiekane  na  maśle, kompot  wigilijny  ugotowany  z  suszonych  owoców .

Na  deser  podawano różne  ciasta : strucla  z  makiem , zawijaniec  z  masą  śliwkową, kakową ,  makowce  na kruchym  spodzie  mocno  lukrowane, chały słodkie  z kruszonką , baby drożdżowe  gotowane , pierniki  przekładane  różnymi  masami i  mnóstwo różnych  ciasteczek . Podawano  również  owoce  cytrusowe , suszone  bakalie  , orzechy  włoskie, laskowe  i tp. Kutia była  też  obowiązkowo  podawana  na  deser.

W chatach  chłopski na  wieczerzę  wigilijną  podawano :

żur z grzybami, zupę  z  konopi  zwaną siemieńcem lub  siemieniatką

kapustę  z  grochem  lub  fasolą,

polewkę  z  suszonych śliwek , gruszek, jabłek,

grycok,

rzepę  suszoną lub  smażoną  na  oleju ,

karp  smażony,

kompot  wigilijny  z  suszonych  owoców.

Po  głównych  jadłach  podawano  ciasta : drożdżowe  z  kruszonką, struclę  makową i  z masą  śliwkową  a  dla  dzieci  słodkie makiełki .

Ze  zwyczajów  wigilijnych należy  jeszcze  wymienić :

  •  nie  odkładać  łyżki dla odpocznienia, gdyż ten  co  to  uczyni może  nie  doczekać następnej wigilii,
  • póżnym  wieczorem raczej  bliżej  pasterki do  drzwi  dobijały  się ” gwiazdory” lub „Józefy”-brodaci przebierańcy z laskami, dzwonkami, torbami  a  przede wszystkim rózgami . Dziwni przebierańcy przepytywali z pacierza,  nieraz  nagradzali jabłkiem albo cukierkiem ale też czasami przycięli  po  siedzeniu rózgą nie  bardzo  uwzględniając , że  to  wigilia.

Dopiero  po  wieczerzy  dzieci  mogły  podejść pod podłaziczkę obecnie choinkę i odszukać  swoje  prezenty. Choinka  zagościła  u  nas  jakieś  150  lat  temu i  wymyślona  jest  przez Niemców. Naszą podłaziczkę w  niektórych  regionach Polski jeszcze spotykamy . W Polsce  istniał  zwyczaj  obdarowywania  dzieci  prezentami  dopiero  po  Nowym Roku –  teraz  w  wigilię. W tym czasie  gdy  dzieci  zajmowały  się  prezentami  młodzież  zajmowała  się  wróżbami :

  • kto wyciągnął  spod  obrusa zielone  siano – to oznaczało  ożenek  w  karnawale,
  • żółte  siano – trzeba  na  ożenek  poczekać,
  • wyschłe  i  poczerniałe – będzie  się  kiepściło w samotności  do  końca życia,
  • rzucano  kłosami  o belkę w powale  bo  chciano  się  dowiedzieć jaki będzie urodzaj,
  • dziewczęta z krzykiem wybiegały z domu, żeby z psiej szczekaniny dowiedzieć się z której strony nadjedzie kawaler  chętny  do  ożenku,
  • gospodarze udawali  się  do  sadu,  pukali  w  ule aby   obwieści ” Chrystus  Pan  się  narodziŁ ” albo przymierzali  się  siekierami do  drzewa ,  najczęściej  jabłonki  i  pytali ” będziesz  rodziła czy  nie  będziesz ? „.  Gdy   milczała  obchodzili  wokoło  i  powtarzali  pytanie, dopiero  uzyskawszy  odpowiedż ” tak ” ( głos  dawał  ktoś  z  domowników ) gospodarz  obłapywał drzewo  i  nie  przymierzał  się  z  siekierą.                                                                                            Od  zwierząt  nie  żądano  żadnych obietnic. Wilki przywoływano ” do  grochu ” co  było  zaklinaniem, aby  tu się  nie  pojawiały. Bydło  raczono resztkami  opłatka i  resztkami  ze  stołu  wigiliinego. Przed północą szybko  opuszczano  oborę aby o 12.00 w  nocy  nie  słyszeć o  czym  rozmawiają  zwierzęta  bo  mowa krasul  może  być  słuchana  tylko  przez  tych  co nie  popełnili  żadnego  grzechu.                                                                                                                      We  wszystkich  domach słychać  było śpiew  kolęd : w  dworach, domach miejskich, chłopskich  chatach. W dworach  i  miejskich  domach śpiewano  przy akompaniamencie fortepianu, pianina, klawikordu itp.W  chatach  chłopskich najczęściej  skrzypce, basetle , fujarki  itp.             Wszędzie  śpiewano: ”  Bóg  się  rodzi „,”Wsród  nocnej ciszy”,” Lulajże  Jezuniu” ,
  • , pastorałki i  najpiękniejsza  z  nich”: Oj  maluśki , maluśki”
  • Po  wieczerzy  udawano  się  na   Pasterkę : państwo z  dworów ubrane  w  futra saniami  wyśćiołanymi też  futrami, z chałup  chłopskich  ludzie  w  kożuchach – saniami  wyśćiołanymi  słomą  i  zarzuconymi  derkami .
  • Pastorałki  miały różną  oprawę muzyczną i  przyozdabiane  były  ćwierkaniem  wróbli, świergotem skowronków , gwizdami  kosów  lub  krakaniem  wron a czasami  zawył  wilk.  To zmyślna  kawaleria wojskowa  popisywała  się umiejętnościami   wychodząc  ze  swą  produkcją  na  chór. W kieleckiej  katedrze  takimi  umiejętnościami popisywał  się  będąc  na urlopie kawalerzysta Jerzy ” Świerszcz ” Pytlewski .
  • Czy  to   nie  o  takich  występach, świergotach myślał Liebert  pisząc  swoją Pasterkę ?  Śpiewu ptaków i  odgłosów  różnych  zwierząt  tam  nie  brakuje .
  • Podczas  Pasterki  robiono  sobie  różne  figle : zszywano  nicią  sukmany albo  długie  kiecki żeby  było  się  z  czego  pośmiać. Zdarzało  się , że  uczniaki  do  kropielnicy  nalali  inkaustu.  Śmiano  się  ze  wszystkiego  gdyż  uważano, że  ta  noc  powinna  być  radosna.                            Po  Pasterce   mieszkańcy  dworów  udawali  się w  odwiedziny  do  następnych  dworów i  wędrówka  trwała  aż  do  białego  dnia. Chłopi  udawali  się  do  swoich  chałup ale  też  biesiadowali  aż  do  pierwszej  mszy świętej.
  • Wiele tradycji  wigilijnych  przetrwało  do  naszych  czasów, różny  jednak  jest  zestaw  potraw  wigilijnych  na  naszych  stołach. Zawdzięczamy  to masowej  wędrówce  naszych  rodaków,zawieranym  związkom  małżeńskim w  różnych  rejonach  naszego  kraju .
  • Wspomnę  jeszcze  o jednym  zwyczaju  do  tej  pory  w  niektórych  rodzinach  trwającym i  spotykanym tylko  na Kielecczyźnie : w latach  gdy 24 grudnia  wypada  w  niedzielę,  dzień wigilii Bożego Narodzenia jest przesuwany  na sobotę ponieważ :  niedziela  nie  przyjmuje postu . W takim przypadku wigilia  jest  w  sobotę a Boże  Narodzenie  jest  obchodzone  przez  trzy  dni.

Zobacz człowieka.

Jak przez mgłę pamiętam pierwsze lekcje religii. Małe katechetyczne salki wydzielone z gospodarczej części kościoła. Księży nauczających mnie podstaw wiary. O ile dobrze pamiętam, wtedy jedynymi pomocami katechezy były kolorowanki tj. małe kartki papieru z nadrukowanymi rycinami do malowania kolorowymi kredkami. Innych pomocy „naukowych” nie pamiętam. Sporo tych kolorowanek przeszło przez moje ręce. Z racji mojej małej przypadłości – wyciągniętego języka podczas rysowania i malowania, musiałem mięć wtedy głupią minę. Z zakamarków pamięci wyciągam niektóre scenki i symbole chrześcijańskie. Nie wiem dlaczego, ale z tamtych lat utkwiły mi czarnobiałe obrazki z Jezusem Chrystusem otoczonym gromadką dzieci. Pamiętam też, że karą za przeszkadzanie na lekcjach religii lub nieodrobienie „zadania domowego” było ostre słowne skarcenie, klęczenie w kącie lub wytargane przez księdza uszy. W hierarchii kar najboleśniejszą karą było bicie linijką w wyciągniętą pokornie dłoń. Wszystkie kary bolały na swój sposób.

Powyższe reminiscencje wywołało u mnie niedawne spotkanie prof. Wojciecha Roszkowskiego promujące jego nowy podręcznik HiT. O samym podręczniku nie będę się wypowiadał. Nie czytałem. Nie mam więc prawa zabierać głosu. Nie będę też komentował jego pochlebnych lub niepochlebnych opinii. Zostałem wywołany do tablicy przez prof. W Roszkowskiego jego słowami o genealogii. Odniosę się więc w kilku słowach do tego co usłyszałem w nagraniu udostępnionym na Twitterze  przez samego profesora W. Roszkowskiego. Powiedział on (tu cytuję) – „Proszę zauważyć – społeczeństwo, gdzie nie ma genealogii w ogóle. Nie ma! Czy prawem człowieka nie jest znajomość ojca i matki? Dzisiaj uważa się, że nie – dopóki „to” małe jest, ale jak będzie miało 18 lat i prawa obywatelskie, to co? Nie upomni się? To jest dość naturalna potrzeba – może nie 100%, może 98%, ale dla człowieka to jest potrzeba psychiczna.”

Nie wiem dlaczego, ale po usłyszeniu tych słów przyszedł mi do głowy fragment Credo. Fragment deklaracji wiary wypowiadanej przez każdego katolika – I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Jezus Chrystus za sprawą Ducha Świętego stał się człowiekiem! Nie produktem. Nie mesjaszem, nie bogiem. Stał się jednym z nas. Człowiekiem. Na miano mesjasza i Syna Bożego musiał sobie zapracować całym swoim życiem. Narzucając swój pogląd profesor Roszkowski celowo obraża narodzonych przez in vitro ludzi obraźliwie nazywając ich – „to”. … dopóki „to” małe jest, ale jak będzie miało 18 lat i prawa obywatelskie, to co? No właśnie? To co się wtedy takiego wydarzy? Bóg stworzył człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo. Nadal to czyni. Każde poczęcie to dar życia. Trzeba większego cudu? Dalej autor z góry zakłada, że „…może nie 100%, może 98%, ale dla człowieka to jest potrzeba psychiczna.” Te „100%, może 98%” stwarza przytłaczające wrażenie jakby po świecie chodziła zdecydowanie większa liczba zapłodnionych w ten sposób kobiet. Potrzeba psychiczna dotarcia do prawdy występuje tylko wtedy gdy się kogoś okłamuje. Wyciąga fałszywe wnioski, posługuje się półprawdami i fałszem, gdy narzuca się komuś jedynie słuszny punkt widzenia. Potrzeba psychiczna poznania prawdy nie występuje gdy mówi się prawdę prosto z mostu. Moim zdaniem autor grzeszy też występując przeciwko drugiemu (podobnemu pierwszemu) przykazaniu – Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Nie dostrzega człowieka w człowieku. We wspomnianym podręczniku dla uczniów jego autor pyta – Kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci?  Te dzieci mają przecież swoje imiona, nazwiska i  nr pesel. Mają swoich rodziców. Trzeba tylko ujrzeć człowieka w darze od Boga – w człowieku. Z całą pewnością kochają ich rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, bliscy i dalsi krewni. Ja też ich darzę miłością bliźniego. Gdy dorosną będą mieli swoje dzieci, wnuki, prawnuki. Potrzeba jeszcze większej genealogii?

Czasem warto przenieść się do dawnych beztroskich lat. Do dzieciństwa. Przypomnieć sobie słowa księdza – Bóg kocha wszystkie dzieci! Wszystkie dzieci są darem Bożym! Poukładany w ten sposób świat pęka jak mydlana bańka z chwilą zaprzężenia wiary w politykę. Nie dostrzega się wtedy człowieka w człowieku. Dzieli się ludzi na naszych – mądrze myślących i na gorszy sort. Przyjmuje się Ciało Chrystusa z rąk kapłana i po chwili wyzywa ludzi od zdradzieckich mord i kanalii. Warto wyluzować. Przyjrzeć się starej dziecięcej kolorowance. Przenieść się na proponowany przez Chrystusa wyższy poziom, zrozumieć jego naukę i wygonić z swojego kościoła różnej maści polityków przekupujących judaszowymi srebrnikami, zakłamujących fakty i kupczących głosami wyborców.

Przenieś mnie Panie do beztroskich laty
gdy dostawałem lanie od taty.
Gdzie białe było białe, a szare to szare,
gdy za małe grzeszki klęczałem za karę.
Szkoda tylko, że gdy dokonasz przeniesienia sztuki
w nieutulonym żalu zapłaczą; żona, dzieci i wnuki.
Jerzy Wnukbauma.

Jechałem z żoną do Poznania

Przerwa, przerwa i po przerwie. Wreszcie się z lenistwem zerwie. Będę robił to co lubię, swoim hobby się pochlubię. Poodwiedzam znów archiwa, nowych krewnych poprzybywa, wpłacę tam i tu co łaska, nowych aktów zdjęć natrzaskam. Będę się uczył i się nie nudził i poznam kilku wspaniałych ludzi. Jednak najbardziej sobie cenię, nasze zebrania w Świętogenie. Jest także minus z goryczy dozą – Zajmę się kurcze życia prozą?

Jechałem z żoną do Poznania.
Mam tam „rodzinkę” do zbadania.
Od Kielc pojazdem kieruje żona.
a ja robiłem za jej patrona.
Przed nami Kalisz. Duże miasto.
Zamiast betonu wolę drzewiasto.
Mówię więc żonie – Paliwo spalisz!
Jest objazd. O tam! Mijaj Kalisz!
Jak rozprawiła się moją opinią?
Warknęła na mnie – Jurek ty świnio!
Prawdę mówiąc mogła mieć rację.
Zależy gdzie wstawiła spacje.
Jerzy Wnukbauma

Z pamiętnika malkontenta.

Październik 1978. Rzym.
przed telewizorem śledzę z komina dym.
W sercu nadzieja. Może ON pomoże.
Otworzą granice. Ruszyć w świat daj Boże.
Przez moment odważna myśl mną przenika.
– Przyjdzie kiedyś czas na polskiego hydraulika.
Grudzień 1981. Warszawa.
Na ulicach WRON z narodem rozprawa.
Oczy skierowane na granice wschodu.
Czy wojska zza Bugu zrobią krok do przodu?
U nas wolność ponownie więziona w karcerze.
Stoję przy koksiaku i cholera mnie bierze.
Styczeń 1985. Wiedeń.
Przy oknach sklepowych stoi facet jeden.
Wokół dostrzega kolorowy świat.
W Nas przepaść gospodarcza ładnych kilka lat.
Długa stałem przed sklepami w roli gap(i)a.
Tu towar na wystawie to nie był atrapa.
Listopad 1989. Berlin Zachodni.
Obserwuję przygodnych przechodni.
Liczna rzesza ludzi zebrana pod murem.
Atmosfera napięta. Młoty tłuką chórem.
Za żelazną kurtyną hossa gospodarcza.
U nas do pierwszego ledwie mi wystarcza.
Grudzień 1990. Warszawa.
Nowy prezydent w Sejmie dostaje brawa.
Mami rodaków milionem i drugą Japonią,
przyczynia się, że z Polski ruskie wojska wygonią
Powstało sporo obcych firm i agend…
A i tak był z niego nie najgorszy agent.
Marzec 2002. Chicago.
Stoję na lotnisku za sklepową wystawą.
Jadąc do córki z lotniska ƠHare
zadzieram głowę licząc ilość pięter.
Jak drapacze chmur przepaść między nami.
W kraju zacofanie kilka lat za murzynami.
Maj 2004. Bruksela.
Polska do Unii na dobre się wciela.
Odśpiewałem z innymi „Odę do młodości”.
Wiara i nadzieja. Radość w sercu gości.
Pośpiewałem sobie. Nowa myśl mi świeci –
Pewnie lepszą przyszłość będą miały dzieci.
Kwiecień 2005. Watykan. Rzym.
Na placu świat się żegna z Nim.
Świat przez moment mówił jednym głosem.
Wszystko nasycone bólem i patosem.
Serce po stracie JPII nieustannie rani.
Na chwilę zapomniałem o dzielącej otchłani.
Kwiecień 2010. Brzoza pod Smoleńskiem
Poprzedniego dnia wieczorem popijałem reńskie.
Rano w całym kraju wyczuć można grozę,
bo samolot z prezydentem zahaczył o brzozę.
A PiS w telewizji i na prasowych łamach
przekonywał wszystkich, że w Smoleńsku zamach.
Marzec 2019. Kielce.
Stoję w oknie i nie myślę już o poniewierce.
Dobrze mi tak. Mam to co chciałem.
Po jaką cholerę PiS wybierałem!
Od dziecka mi przecież bliżej do Zachodu.
Miałem parę groszy. Nie zdychałem z głodu.
Luty 2022. Lwów.
Bomby spadają na Charków i Kijów.
U nas siódmy rok Polak z kolan wstaje.
a rząd na prawo i lewo pieniądze rozdaje.
Szuka nowych wrogów. Inflacja, drożyzna.
Na powrót do kraju wkrada się szarzyzna.
cdn.
Jerzy Wnukbauma – malkontent. Bo z czego kurde mam być kontent.

A jak poszedł dziad na wojnę.

Planowałem w te wakacje odpocząć. Poleniuchować. Przez dwa, trzy miesiące mieć z głowy dalsze „Jerzego pisanie”. Do zmiany decyzji skłoniły mnie słowa obecnego premiera – „Idźcie  rozmawiajcie. Przekonujcie innych”. Dla mnie te słowa zabrzmiały niemal jak Chrystusowe – „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody!” Czy w tym szaleństwie jest metoda? Wątpię. Każdemu próbującemu przekonać mnie do programu PiS apostołowi premiera, zadam tylko jedno pytanie – Dlaczego? Dlaczego skoro uważa że jest tak dobrze, Polska nie rośnie w siłę a ludziom nie żyje się dostatniej? Swoją drogą po co dzisiaj PiS wysyła „armię wiernych żołnierzy”? Czyżby wojna?

Wojna to najgorsza rzecz jaka może się przydarzyć ludzkości. Moje najwcześniejsze, udokumentowane ślady uczestnictwa mojego kuzyna w wojnie datują się na rok 1831. Pisałem o tym w zamieszczonym tu artykule „Walecznych tysiąc opuszcza Warszawę”.  Dzięki mojej kuzynce (w czwartym pokoleniu) fakt jego śmierci w bitwie pod Grochowem został udokumentowany i można go znaleźć w archiwalnych dokumentach. To było powstanie listopadowe. W kolejnej zawierusze wojennej, w powstaniu styczniowym brał udział inny kuzyn z mojego drzewa Maciej Wojtal. Przeżył. Wzmiankowałem o nim w artykule ” Niespodziewany zgon”. Poruszając jednak wodze fantazji na zasadzie przyporządkowania czasu, miejsca oraz pory, pofantazjuję troszkę i przypiszę mojemu w prostej linii po mieczu 4xpradziadkowi Jędrzejowi pośrednie uczestnictwo w bitwie stoczonej pod Raszynem w 1809 roku. Pośrednie, bo na zasadzie gapiostwa. Mogę do woli konfabulować z całą odpowiedzialnością. Miejsce się zgadza. Prapraprapradziad mieszkał w Falentach Małych. Zmarł tamże w 1825 roku. Żył jeszcze w 1809 roku. Miał wtedy 64 lata. Był sołtysem Falent Małych i z całą pewnością był świadkiem historii. Z opisów historycznych wiem, że bitwie wojsk polskich dowodzonych przez księcia Józefa Poniatowskiego z dwukrotnie liczebniejszym wojskiem austriackim przyglądała się miejscowa ludność. Wraz z wprowadzeniem nowocześniejszej i skuteczniejszej broni, skończyły się czasy, gdy okoliczna gawiedź mogła bezpiecznie przyglądać się z daleka ścierającym się wojskom. Gdy zaczęła się era wojen światowych, ludność cywilna na obszarach objętych wojną stała się łatwym celem. W większych skupiskach miejskich zaczęto montować syreny alarmowe ostrzegające ludność przed nalotami bombowymi. Nie wiem, czy we wrześniu 1939 roku wycie syren słyszał mój dziadek Bronisław? Nawet jeśli tak to nie uchroniły go przed ranami. Był jedną z wielu cywilnych ofiar wrześniowej kampanii. Zmarł w kwietniu 1940 roku w wyniku odniesionych ran. Mój drugi dziadek zmarł w wyniku ran odniesionych podczas ofensywy wyzwoleńczej w styczniu 1945 roku.

Jaka jest nadzieja na szybkie zakończenie obecnej toczącej się za naszą granicą „operacji wojskowej” na Ukrainie. Kapitulacja? Wycofanie wojsk? Nie wchodzą w grę. To niepopularne decyzje dla każdego dowódcy. Stać na nie tylko mądrych taktyków. Putin do nich nie należy. Rozejm? Odwrót? W podjęciu decyzji o odwrocie pomaga czasem przypadek. W podjęciu decyzji o odwrocie spod Moskwy Napoleonowi i Hitlerowi spod Stalingradu pomógł mróz. W wycofani u się na z góry zaplanowane pozycje Tuchaczewskiemu spod Warszawy pomógł „Dziadek”. Potop szwedzki według Hofmana skończył się dzięki jednej kurze, a w wycofaniu naszych wojsk z Iraku pomógł szer. Jan Kowalski. Daj Panie Boże by w Rosji było więcej takich szeregowych Kowalskich. Żołnierzy, którzy w swoim przeciwniku dostrzegą człowieka. Może wtedy Putin, podobnie jak kiedyś król Szwecji Karol X Gustaw przeciągając się przed porannym sikiem dojrzy, że z morale jego wojska jest coś nie tak.

Jan Kowalski

Przywieźli z Iraku rannego żołnierza.
Oficer informacji przesłuchać go zamierza.
Ranny był wystraszony, bez śladu postrzału,
majorowi WSW zeznawał pomału.
„Skończyła się flaszka, kumple po drugą skoczyli
i minie samego na posterunku zostawili.
Poszedłbym i ja gdybym tylko mógł,
lecz w moim kierunku podszedł jeden wróg.
Chciałem w jego stronę krótką serię oddać,
ale miał butelkę. Pewnie chciał się poddać.
Wołam do araba – E! Drug! Idi siuda!
Może zna ten język i może mi się uda!
Kiedy wszedł na drogę, myślę – Jesteś mój!
i krzyknąłem w jego stronę – Saddam to zbój!
a on wcale się nie boi, zęby szczerzy szuja
jak nie wrzaśnie w moją stronę – z Busza kawał zbója!
Przypadł mi do serca, widać bratnia dusza.
Uściskałem go na drodze. Wart za tego Busza.
Wtem potężny huk błogą ciszę zmącił.
Jak my flaszkę otwierali samochód nas potrącił.
Jerzy Wnukbauma.

 

Pora na bajki.

Prezes ogłosiła wakacyjną przerwę. Ja na przerwę nie reaguję nerwem. Ja genealogię traktuję po-wa-żnie. Księgi w archiwach badam rozważnie. Lecz gdy za długo robi się wzniośle, wtedy strajkuję i myślę o wiośnie Wymieniam szybko Klio na Talię – ptaszki śpiewają, pachną konwalie, żaby kumkają, bocian kleknie. Przodek mi przecież nie ucieknie. Za sprawą Tali mi się zdarza, że się zabawiam w bajkopisarza i z mego hobby robię jaja. To mnie wycisza i uspakaja. Piszę, rymuję, wymyślam bajki? Gdy mam już dosyć, zawieszam strajki i znowu wracam do mych korzeni. I tego cyklu nic już nie zmieni.

 

Był sobie król, był sobie paź i była też królewna.

Znalazłem perłę w Liber Copulatorum,
którą się pochwalę na tutejszym forum.
Akt jest unikatem, bo w bajkach się zdarza,
by piękna królewna poślubiła pazia.
Lecz zanim ksiądz nad nimi skreślił krzyża znak,
upłynęło wiele czasu. Zaczęło się tak.

Dawno, dawno temu na królewskim dworze,
paź zapragnął dzielić z królewną jej łoże.
Nie mógł jeść i spać. Umysł miał zmącony.
Pragnął tylko pieścić pierś jej jak balony.
Gdy się do niej zbliżał, spojrzeń jej unikał,
jąkał się, pąsowiał… Poszedł do medyka
i z miejsca wyznaje co leży na rzeczy;
-” Dam ci to co zechcesz, byleś mnie uleczył!”

Królewski medyk, człek wielce uczony,
zastanowił się jak pomóc, gdy paź napalony,
by wilk się nasycił i owca została,
a jemu niemała nagroda dostała.
Wymyślił i mówi – „Nie martw ty się wcale!
Pomogę ci i zaradzę, lecz jest jedno ale!
Gdy tylko z królewną zaspokoisz żądze,
przestań o niej myśleć, a mnie dasz pieniądze.

Gdy tylko z medykiem paź transakcji dobił,
eskulap jak powiedział tak niebawem zrobił.
W maglu, w gorset królewny, wsypał medykament.
Nazajutrz na dworze powstał zgiełk i zamęt,
bo królewna przy wszystkich za piersi się łapie,
tarmosi je, miętoli i do krwi pierś drapie.
Obnaża się przy dworkach, negliżu nie skrywa.
Będzie z tego skandal. Król medyka wzywa.

Medyk zbadał królewnę i mówi do króla;
„Będzie uleczona Mości Królu córa
i przykre swędzenie bezpowrotnie minie.
Wezwij Panie pazia. Ma specyfik w ślinie.
Antidotum na to… – kłamie jak najęty,
starczyła by woda, mydło i kropelka mięty.
Król przyzywa pazia, medyk dał gaziki.
Jak paź leczył królewnę? Zamilkły kroniki.

Tu w zasadzie mógłbym skończyć już kanconę.
Paź dostał pół królestwa i królewnę za żonę.
lecz medyk żądał dopłaty, bo nagroda spora.
Nic ci nie dam – mówi paź – W nosie mam doktora!
Nie dasz? – syknął medyk – Sam przylecisz bracie!
Poszedł więc do pralni, znalazł króla gacie.
Rano król się w kroku drapie – Zaraza? Świerzb? Kiła?
Z nagłym błyskiem w oku po pazia posyła.

Morał tej bajeczki –
Lecząc się prywatnie możesz popaść w długi.
Jak się dobrze zastanowić jest też wniosek drugi.
Czy tak dużo się zmieniło od monarchy pory?
Dla korzyści majątkowych na NFZ „doktory”
przepisują za sto procent „koncernowe” leki
i zostajesz goły wychodząc z  apteki.

Jerzy Wnukbauma.