Wigilia naszego czasu

Wigilia naszego czasu
Inna niż wszystkie bo tamtych nas już nie ma
kalendarze odliczyły dni utopiły w szarej codzienności
nasze zielone emocje i oczekiwania
czas zakpił z jednego sensu myśli
zostawił ślad w zakrętach i pytania o dalszy ciąg
osadzeni bez wyboru na wirującej Orbicie
krążymy w samotnym korowodzie
dzieci jednego księżyca i jednej epoki
świętujemy Boże Narodzenie
bo to tutaj na Ziemi a nie w przestworzach
ta Boska droga do Betlejem
czas zaznaczył to miejsce od ponad dwóch tysięcy
a ta ubogość narodzonego zadziwia i budzi lęk
bo skąd ta jasność na Drodze
ale ciągle w nas mieszka dziecinny nastrój
tamtego magicznego wieczoru
kiedy niebo zapali pierwszą gwiazdkę
pomyślmy o bliskich i niemożliwym
jak poznać smak rodzinnego świętowania
kiedy nie można być razem
w ramie tradycji stroimy zielone drzewko
obdarowane prezentami
może to jego żywiczny zapach przypomina
o więzi z naturą daje poczucie bezpieczeństwa
na stole białym podzielone życzenia
dla nieobecnych kruchym opłatkiem
kapiące łzy świecy sianko rybia łuska
zamyślenie wspomnienia i kolęda
a nasz spłoszony lęk ukrywa się
w wigilijnej ciszy i przywołuje do nas
Aniołów z szopki betlejemskiej
B.Kocela grudzień 2020

Książka o brzezińskich rodach.

Ukazała się książka: HISTORIA życiem pisana brzezińskie rody część I

Autorzy : Marianna Węgrzyn i Damian Zegadło

W sprawie nabycia książki proszę skontaktować się z panem Damianem Zegadło nr telefonu
731 413 326

książka kosztuje 25.00 zł Do książki jest dołączona płyta z odtworzonymi
drzewami genealogicznymi opisanych rodów.

MILCZĄCA CISZA

Dzisiaj cisza
zamieszkała między nami
obsiała pola makiem
obiecuje skrawek nieba
na własność
wzruszone słowa
zamieniła w milczenie
wyludniła ulice
w lasach tylko zawilce
i zdziwione ptaki
podarowała czas
przemyśleniom
co ważne a co ważniejsze
na lotniskach
ustawiła samoloty
w równych szeregach
aby ochronić
milczące błękitom niebo.

Barbara Kocela 13 kwietnia 2020

Wielkanoc nastała, moc radości nam dała!
Życzymy więc wiosny i obfitości.
Niech ten czas Wam upłynie w pokoju i miłości

ODWOŁANIE

WALNE ZGROMADZENIE ODWOŁANE.

O nowym terminie powiadomimy  po wygaszeniu epidemii koronawirusa.

 

W dniu 6 kwietnia 2020 r. w Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4 w I terminie o godz.17.00 w II terminie o godz.17.30 odbędzie się Walne Zgromadzenie Sprawozdawcze członków Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” w Kielcach.

Kornelia Major

Życzenia

Wszystkim genealogom i sympatykom  naszej  działalności  życzę  zdrowia,szczęścia,pełnych  spokoju i radości ŚWIĄT BOŻEGO  NARODZENIA ,wypoczynku w gronie rodziny i przyjaciół  oraz wszelkiej pomyślności w Nowym  Roku.

Kornelia Major

SPOTKANIE WYJAZDOWE 26 pażdziernika 2019 r.

Nasze spotkanie z dnia 4 listopada 2019 r. przekładamy  na  dzień 26 pażdziernika 2019 r. Pojedziemy do pałacu – DZIĘKI- w Wiązownicy. Wycieczka potrwa około 6 godz. Planowany wyjazd z Kielc  o  godz. 9.30-  zbiórka na  dziedzińcu Muzeum Historii  Kielc  o  godz.9.15.

Mamy już komplet  uczestników którzy zgłosili się  i potwierdzili  uczestnictwo w wycieczce.  Dziękuję.

Kornelia Major

Zapraszam na pierwsze powakacyjne spotkanie, które odbędzie się dnia 2.09.2019 roku o godzinie 17:00 w Muzeum Historii Kielc.  Opowiem Państwu o duchu. Duchu, którego każdy nosi w serduchu. A jeśli ktoś nie wierzy w ducha, uwierzy kiedy wykładu wysłucha!

Temat spotkania „Genius loci”.

Spotkanie prowadzi Jerzy Użyczak.

Pogrzeb

Zmarla  nasza  koleżanka  Maria  Brylska.

Msza święta  w intencji Zmarłej odprawiona  zostanie w czwartek 21 marca o godz.14.00 w kościele p.w.św. Prokopa w Krzęcicach, po czym nastąpi  odprowadzenie do  grobu  rodzinnego na  cmentarz  parafialny.

Będzie  nam  Ciebie   brakowało Mario.

Koleżanki i  koledzy „Świętogenu ” w Kielcach

 

Spotkanie 4 lutego 2019

Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świetogen ” w  Kielcach
zaprasza dnia 4 lutego 2019 r.o godz.17.00  do  Muzeum Historii Kielc na
wykład Pana Dariusza Kaliny.
Temat : Dzieje  Czarnowa i zachodniej części Kielc.
Wstęp  wolny.
Kornelia Major

Spotkanie dnia 4 czerwca 2018 r.

Dnia 4 czerwca 2018 r. o godz.17.00 zapraszam  na  kolejne  nasze  spotkanie do  Muzeum  Historii  Kielc  ul.Św. Leonarda 4.

Temat : Konwersje  z  judaizmu  na  katolicyzm  w XIX wieku.

Wykładowca : dr  Lech  Frączek z Uniwersytetu  Jagiellońskiego.

Wiatrak w Suchedniowie

Poszukując w Archiwum w Radomiu Akt Stanu Cywilnego Parafii z Jastrzębia /parafia Jastrząb/ i z Szydłowca /moje drzewo genealogiczne po mieczu/ dość przypadkowo dokopałem się do rewelacyjnego dokumentu dotyczącego mojego rodzinnego Suchedniowa. Jako że wykonuję reprodukcje fotograficzne tych dokumentów – zrobiłem i ten dokument , który teraz jest w moim archiwum dokumentów starych. Całość artykułu Andrzeja Sasala  znajduje się pod tym linkiem Wiatrak-w-Suchedniowie-Andrzej-Sasal lub na https://www.facebook.com/andrzej.sasal

Spotkanie dnia 7 maja 2018 r.

Dnia 7 maja 2018 r. o godz.17.00  zapraszam  sympatyków genealogii do  Muzeum  Historii  Kielc ul.Św. Leonarda 4  na  kolejne  nasze  spotkanie.

Temat:  Warsztaty  genealogiczne- szukamy  przodków poza  aktami  metrykalnymi.

Spotkanie prowadzi : Maciej  Terek

Życzenia świąteczne

Z okazji  Świąt  Bożego  Narodzenia oraz Nowego Roku 2018  życzę wszystkim  naszym członkom , sympatykom oraz  ich  rodzinom , zdrowia , radości , miłości  i  miłych  chwil  przy  wigilijnym stole oraz wszelkiej  pomyślności w  nadchodzącym  roku.

Z Urzecza.

Ciekawość człeka z czasem nachodzi,

kim był jego przodek i skąd pochodzi?

Gdy mnie dopadła chęć poznania

zabrałem się do poszukiwania –

Wygodnie siadłem do komputera

i zabawiłem się w genehuntera.

 

Wpisałem w Google swoją godność,

wygooglowało mi jedną zgodność –

‚Modry urzyczak” -Zwierciadło etnologiczne?

– drobny druk, ryciny, odsyłacze liczne.

Sto siedemdziesiąt cztery strony!

Końca nie widać. ” Byłem przerażony.

 

Czytałem wszystko. Nuda była.

Ciekawość jednak zwyciężyła,

(Nie mogłem czytać na odczepnego

bym nie przegapił tego modrego).

Szukałem ciekaw w elaboracie

czy modry bo – po denaturacie.

 

Wreszcie znalazłem to co szukałem

o denaturat już się nie bałem.

W tekście wyjaśniał dr Stanaszek,

że jest to męski fatałaszek,

innymi słowy – strój wilanowski

nosiły go nad Wisłą wioski.

 

Więc źródłosłowem mego nazwiska,

(jak dajmy na to – bluzka ciału bliska),

był były, męski przyodziewek?

Mam być ofiarą licznych prześmiewek?

Kupiłem książkę. A co mi szkodzi.

Z niej dowiedziałem się o co chodzi.

 

I nawiązałem kontakt z autorem

wkrótce odpisał mi z humorem;

„Ze Skolimowa przodek Twój

Nosił w Falentach z Urzecza strój

Jak go widzieli tak go nazwali

Odtąd Urzyczak w aktach pisali”.

 

Do dziś autora darzę sympatią

trochę za książki dedycatio.

„Temu, który nie mieszka na Urzeczu,

lecz jego korzenie po mieczu

świadczą, że jego dola człowiecza

wzięła początek od przodka z Urzecza.”

 

Jerzy Wnukbauma

Dawne wigilie w dworach,domach mieszczan i chatach chłopskich

Przygotowując ten  temat na  wykład, który miałam  w  dniu 4 grudnia 2017 r. w Muzeum  Historii  Kielc zajrzałam do  opisów  wigilii  Glogiera, Kitowicza i Kolberga. Porównałam  z  opisami dawnych  wigilii  w  mojej  rodzinie korzystając z  listów moich  ciotek, stryjów. Rodzina  zasiadała  do  wigilii  w  licznym  gronie  w  kilku  miejscach  w  Polsce  i  poza  granicami. Stąd  pochodzą opisy  jak  ucztowano  , co  jedzono i  jakie  panowały  zwyczaje. Uczestniczyłam  w  wielu  wigiliach  w  różnych  regionach  w  Polsce i wśród  polonusów w Stanach  Zjednoczonych. Wszędzie  starano  się  zachować  przekazywane  z  pokolenia  na  pokolenie  nasze dawne  zwyczaje. Co  z tych  moich obserwacji  wynika   napiszę  w  podsumowaniu.

„Starodawna wilija” –  to  nie  tylko  uczta  przy  suto  zastawionym  stole często zakrapiana  wspaniałymi nalewkami  w dworach  u  mieszczan  i  chatach  chłopskich . To  był  wieczór pełen  różnych  magicznych  zdarzeń, ceremonii, wróżb w  formie  jakiegoś  widowiska  przenoszony z dworu, chat  chłopskich  do  miast.  Wszystko  zaczynało  się  o  świcie , a  nawet  wcześniej  gdy  zaczynały  piać  koguty. Wierzono,że :

  •  kto  rano zerwie  się  dzielnie z łoża – ten  przez  cały  rok  nie będzie  przeżywał kłopotów  ze  wstawaniem,
  • która panna tarła  w  tym  dniu mak, to w nadchodzącym  roku czeka ją  zamążpójście,
  • który  myśliwy w  tym  dniu  coś  upoluje, ten mógł  liczyć  w  najbliższych   miesiącach na  szczęście  spod  znaku  Huberta ,
  • każdy  chłop wybierał  się  rano przezornie  do karczmy  aby chlapnąć  okowity, bo  to  wróżyło, że  w  nadchodzącym  nowym  roku  nie  grozi  mu  abstynencja,
  • który  spryciarz  podebrał ukradkiem  sąsiadowi siekierę, pług, czy  nawet  wóz ten  cieszył  się odtąd, że  wszelkie  dobro  będzie  mu  lgnęło  do  rąk,
  • mówiono, że  w  wilią  chłopców  biją, a dziewczęta  we  święta
  • przyjmowano, że w  wigilię  los  człowieka może  się odmienić – nawet  Melchior  Wańkowicz  w  to  wierzył i twierdził,   w  jednym  z  felietonów  że” w  dzień  wigilii gdzieś  na  Mlecznej Drodze  Szafarz Niebieski odwraca klepsydry naszych żywotów „.

Wróżby  jak  to  wróżby istniały  od  dawna , ale  w  tym  dniu  prym  wiodła  kuchnia w  których  królowały przeważnie  kobiety.

Mężczyżni   wszystkich  grup  społecznych  nie  cierpieli tego  dnia  gdyż aż  do  kolacji wigilijnej  obowiązywał  post, a  w  domu  panował niesamowity  rwetes   więc  nie  mogli  doczekać  się  pierwszej  gwiazdki. Wreszcie , kiedy  stół  był  nakryty  białym  obrusem  pod którym ułożono  siano, a  na  talerzyku   ułożono  opłatek czas  było  zasiadać  do  kolacji  jak  tylko  ukazała  się  na  niebie  pierwsza gwiazda. Należy dodać , że  zwyczaj  kładzenia  siana  pod  obrus   nie  dotyczył  tylko  chat  chłopskich, ale zwyczaj  ten  obowiązywał   w  dworach   i    domach  mieszczańskich.

Wieczerzę  rozpoczynano okolicznościową modlitwą  na  głos, zwykle  czynił  to  gospodarz  lub leciwa  osoba, albo  zaproszony ksiądz  dobrodziej.  Łamano  się  opłatkiem i składano  sobie  życzenia . Przypominano  tych  co  odeszli  na  zawsze „bywało  też ( zwłaszcza  w  legendach ), że  skądś  nadchodził w  ostatniej chwili  strudzony  wędrowiec,  że zjawił  się  nieśmiało  syn  marnotrawny, że przykuśtykał o  kuli  wiarus z dawno skończonej  wojny. Była  radość, łzy”

Wigilią rządziła pewna magia liczb. Tak więc :

  •   ilość ucztujących musiała  być  zawsze  parzysta jako , że przypadek  odmienny groził komuś z nich  rychłą  śmiercią. Znany  jest  przypadek, że  dwa  razy  odstąpiono od  przesądu , pisała babce Maria Estreicherówna „raz  siedziało już dwanaścioro osób, gdy przy  stole dowiedziano się , że sąsiad Leon Mikuszewski spędza samotnie  wieczór. Sprowadzono  go –  mimo, że  musiał  być  trzynastym i rzeczywiście  umarł w ciągu  roku. Drugi  raz  do  stołu  zasiadło dziewięć  osób, a w kilka miesięcy póżniej  umarł mój  dziadek. ” Te dwa przypadki utrwaliły w  jej  rodzinie wiarę  w  feralność  nieparzystych  liczb  i  odtąd  aby  uniknąć podobnych  sytuacji do  stołu  zapraszano  kogoś  ze  służby.
  • bardzo  ważne  było i  jest  nadal pozostawianie wolnego  jednego  nakrycia przy  wigilinym stole Ciekawe jest , że w przypadku  potraw kierowano  się  liczbą nieparzystą  i tak :
  •   –   magnaci  musieli  mieć  11 potraw
  • –     szlachta   9
  • –     na wsi  7 a nieraz sadziła  się  na  więcej.

Na  dworskim  stole i  stole  mieszczańskim  w  wigilię  podawano do  wyboru : barszcz czerwony z kiszonych  buraków  z  fasolą  (  potem i  obecnie   uszka  z  farszem  grzybowym ) zupę  grzybową  z  łazankami  lub  zupę  rybną  z  migdałami , pierogi  z  kapustą  i  grzybami, karp  smażony, karp w galarecie , karp w szarym  sosie, szczupak  faszerowany, łazanki  zapiekane  z kapustą  i  grzybami , kluski  z  makiem i  miodem, kulebiak lub  cebulaki , kapelusze  borowików nadziewane  farszem  grzybowym  zapiekane  na  maśle, kompot  wigilijny  ugotowany  z  suszonych  owoców .

Na  deser  podawano różne  ciasta : strucla  z  makiem , zawijaniec  z  masą  śliwkową, kakową ,  makowce  na kruchym  spodzie  mocno  lukrowane, chały słodkie  z kruszonką , baby drożdżowe  gotowane , pierniki  przekładane  różnymi  masami i  mnóstwo różnych  ciasteczek . Podawano  również  owoce  cytrusowe , suszone  bakalie  , orzechy  włoskie, laskowe  i tp. Kutia była  też  obowiązkowo  podawana  na  deser.

W chatach  chłopski na  wieczerzę  wigilijną  podawano :

żur z grzybami, zupę  z  konopi  zwaną siemieńcem lub  siemieniatką

kapustę  z  grochem  lub  fasolą,

polewkę  z  suszonych śliwek , gruszek, jabłek,

grycok,

rzepę  suszoną lub  smażoną  na  oleju ,

karp  smażony,

kompot  wigilijny  z  suszonych  owoców.

Po  głównych  jadłach  podawano  ciasta : drożdżowe  z  kruszonką, struclę  makową i  z masą  śliwkową  a  dla  dzieci  słodkie makiełki .

Ze  zwyczajów  wigilijnych należy  jeszcze  wymienić :

  •  nie  odkładać  łyżki dla odpocznienia, gdyż ten  co  to  uczyni może  nie  doczekać następnej wigilii,
  • póżnym  wieczorem raczej  bliżej  pasterki do  drzwi  dobijały  się ” gwiazdory” lub „Józefy”-brodaci przebierańcy z laskami, dzwonkami, torbami  a  przede wszystkim rózgami . Dziwni przebierańcy przepytywali z pacierza,  nieraz  nagradzali jabłkiem albo cukierkiem ale też czasami przycięli  po  siedzeniu rózgą nie  bardzo  uwzględniając , że  to  wigilia.

Dopiero  po  wieczerzy  dzieci  mogły  podejść pod podłaziczkę obecnie choinkę i odszukać  swoje  prezenty. Choinka  zagościła  u  nas  jakieś  150  lat  temu i  wymyślona  jest  przez Niemców. Naszą podłaziczkę w  niektórych  regionach Polski jeszcze spotykamy . W Polsce  istniał  zwyczaj  obdarowywania  dzieci  prezentami  dopiero  po  Nowym Roku –  teraz  w  wigilię. W tym czasie  gdy  dzieci  zajmowały  się  prezentami  młodzież  zajmowała  się  wróżbami :

  • kto wyciągnął  spod  obrusa zielone  siano – to oznaczało  ożenek  w  karnawale,
  • żółte  siano – trzeba  na  ożenek  poczekać,
  • wyschłe  i  poczerniałe – będzie  się  kiepściło w samotności  do  końca życia,
  • rzucano  kłosami  o belkę w powale  bo  chciano  się  dowiedzieć jaki będzie urodzaj,
  • dziewczęta z krzykiem wybiegały z domu, żeby z psiej szczekaniny dowiedzieć się z której strony nadjedzie kawaler  chętny  do  ożenku,
  • gospodarze udawali  się  do  sadu,  pukali  w  ule aby   obwieści ” Chrystus  Pan  się  narodziŁ ” albo przymierzali  się  siekierami do  drzewa ,  najczęściej  jabłonki  i  pytali ” będziesz  rodziła czy  nie  będziesz ? „.  Gdy   milczała  obchodzili  wokoło  i  powtarzali  pytanie, dopiero  uzyskawszy  odpowiedż ” tak ” ( głos  dawał  ktoś  z  domowników ) gospodarz  obłapywał drzewo  i  nie  przymierzał  się  z  siekierą.                                                                                            Od  zwierząt  nie  żądano  żadnych obietnic. Wilki przywoływano ” do  grochu ” co  było  zaklinaniem, aby  tu się  nie  pojawiały. Bydło  raczono resztkami  opłatka i  resztkami  ze  stołu  wigiliinego. Przed północą szybko  opuszczano  oborę aby o 12.00 w  nocy  nie  słyszeć o  czym  rozmawiają  zwierzęta  bo  mowa krasul  może  być  słuchana  tylko  przez  tych  co nie  popełnili  żadnego  grzechu.                                                                                                                      We  wszystkich  domach słychać  było śpiew  kolęd : w  dworach, domach miejskich, chłopskich  chatach. W dworach  i  miejskich  domach śpiewano  przy akompaniamencie fortepianu, pianina, klawikordu itp.W  chatach  chłopskich najczęściej  skrzypce, basetle , fujarki  itp.             Wszędzie  śpiewano: ”  Bóg  się  rodzi „,”Wsród  nocnej ciszy”,” Lulajże  Jezuniu” ,
  • , pastorałki i  najpiękniejsza  z  nich”: Oj  maluśki , maluśki”
  • Po  wieczerzy  udawano  się  na   Pasterkę : państwo z  dworów ubrane  w  futra saniami  wyśćiołanymi też  futrami, z chałup  chłopskich  ludzie  w  kożuchach – saniami  wyśćiołanymi  słomą  i  zarzuconymi  derkami .
  • Pastorałki  miały różną  oprawę muzyczną i  przyozdabiane  były  ćwierkaniem  wróbli, świergotem skowronków , gwizdami  kosów  lub  krakaniem  wron a czasami  zawył  wilk.  To zmyślna  kawaleria wojskowa  popisywała  się umiejętnościami   wychodząc  ze  swą  produkcją  na  chór. W kieleckiej  katedrze  takimi  umiejętnościami popisywał  się  będąc  na urlopie kawalerzysta Jerzy ” Świerszcz ” Pytlewski .
  • Czy  to   nie  o  takich  występach, świergotach myślał Liebert  pisząc  swoją Pasterkę ?  Śpiewu ptaków i  odgłosów  różnych  zwierząt  tam  nie  brakuje .
  • Podczas  Pasterki  robiono  sobie  różne  figle : zszywano  nicią  sukmany albo  długie  kiecki żeby  było  się  z  czego  pośmiać. Zdarzało  się , że  uczniaki  do  kropielnicy  nalali  inkaustu.  Śmiano  się  ze  wszystkiego  gdyż  uważano, że  ta  noc  powinna  być  radosna.                            Po  Pasterce   mieszkańcy  dworów  udawali  się w  odwiedziny  do  następnych  dworów i  wędrówka  trwała  aż  do  białego  dnia. Chłopi  udawali  się  do  swoich  chałup ale  też  biesiadowali  aż  do  pierwszej  mszy świętej.
  • Wiele tradycji  wigilijnych  przetrwało  do  naszych  czasów, różny  jednak  jest  zestaw  potraw  wigilijnych  na  naszych  stołach. Zawdzięczamy  to masowej  wędrówce  naszych  rodaków,zawieranym  związkom  małżeńskim w  różnych  rejonach  naszego  kraju .
  • Wspomnę  jeszcze  o jednym  zwyczaju  do  tej  pory  w  niektórych  rodzinach  trwającym i  spotykanym tylko  na Kielecczyźnie : w latach  gdy 24 grudnia  wypada  w  niedzielę,  dzień wigilii Bożego Narodzenia jest przesuwany  na sobotę ponieważ :  niedziela  nie  przyjmuje postu . W takim przypadku wigilia  jest  w  sobotę a Boże  Narodzenie  jest  obchodzone  przez  trzy  dni.

Uciec gdzie pieprz rośnie.

3 fala pandemii. Tak jak wszyscy, jestem zaskoczony jej rozmiarem. Poprzednia, jesienna, dała się mnie i mojej żonie we znaki. Nie chciałbym już nigdy…. Tu złapałem się, bo wpadłem w pułapkę językową i ugryzłem się w język. Zgodnie ze starym polskim powiedzeniem, w takich przypadkach, chciałem napisać – Nie chciałbym tego PRZEŻYĆ JESZCZE RAZ. Zwodny kruczek językowy, bo jak nie daj Boże miałbym zachorować ponownie, to oczywiście chcę PRZEŻYĆ. Dlatego urwaną myśl skończę prościej – Nie chciałbym już nigdy tego przechorować! Mam pietra, bo jak do tej pory nie ma na tego łobuza lekarstwa. Jak zatem się przed nim bronić?  Zapaść się pod ziemię? Zniknąć jak kamfora? Przepaść jak kamień w wodę? Rozwiać się jak dym? Taka forma ucieczki nie wchodzi w grę. To nie gra w chowanego. Nie wystarczy jak dziecko zasłonić oczy i udawać że koronawirus mnie nie dostrzeże. Uciec gdzieś na odludzie? Schować się do mysiej nory? Przeczekać najgorszy okres tam gdzie pieprz rośnie? Taka opcja ucieczki nie daje gwarancji niezachorowania. Tam gdzie pieprz rośnie, z koronawirusem radzą sobie podobnie jak u nas. Istnieje też ryzyko, że gdy zachoruje się w krajach orientalnych, w razie choroby jest się skazanym na kiepską opiekę lekarską i samotność. Jedynym rozsądnym wyjściem jest zaszczepienie się i chuchanie na zimne – higiena, maseczka i samoizolacja. Co jednak robić z wolnym czasem? Jak bronić się przed nudą i mgłą mózgową? Po krótkim zastanowieniu postanowiłem zadbać o siebie i napisać kilka zdań o ucieczkach (tam gdzie pieprz rośnie) zaobserwowanych podczas indeksacji parafii Sędziszów. Zgodnie z przyjętym zwyczajem pogrupowania roczników ksiąg kościelnych (UMZ), zacznę od ksiąg urodzonych.

W czasie indeksowania księgi urodzonych w parafii Sędziszów z roku 1915 natknąłem się na niespotykane nigdzie wcześniej w tej parafii, częstsze niż zwykle zjawisko zgłaszania i podawania do chrztu urodzone dzieci przez akuszerki. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Odkąd istnieje obowiązek zapisu narodzin dzieci w kościelnych księgach, zawsze (nigdy nie mów zawsze) – w większości przypadków nieślubnych narodzin, obowiązek zgłaszania dzieci spoczywał na akuszerkach. Babkach, które odbierały poród. Już samo to, że zamiast ojca dziecka przed księdzem stawia się akuszerka, powoduje domysł, że jest tu coś nie tak. Dlatego z większą uwagą przyglądam się dalszemu zapisowi takich aktów. Jednak, jak wcześniej zaznaczyłem, nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Dzieci nieślubne rodziły się, rodzą się i będą przychodzić na świat. W ich przychodzeniu na świat bywają zarówno lata tłuste jak i lata chude. Wraz ze wzrostem populacji zwiększa się prawdopodobieństwo wzrostu liczby takich narodzin. Rzecz jest w czymś innym. Jak napisałem powyżej, akty pochodzą z 1915 roku – z początku I Wojny Światowej.

Czym różnią się te z drugiego roku trwającej wojny? Tym, że w większości wspomnianych aktów przed nazwiskiem matki jest zapis księdza, iż dziecko pochodzi z ojca takiego a takiego, który wyjechał w poszukiwaniu pracy, lub przebywa gdzieś w sprawach handlowych. W kilku aktach, (tych z ojcem bez ojca), rodzic przebywał w Rosji. Zgodnie z zasadą dziecku wpisywałem nazwisko ojca. Za każdym razem dodatkowo sprawdzałem nazwisko dziecka w indeksach i wszystko było OK. Wszystkie dzieci były uznane. Nosiły nazwisko ojca. Z ciekawości wróciłem do poprzedniego roku. W aktach urodzenia z 1914 roku (i wcześniejszych latach), nie odnalazłem takiej potrzeby migracji za chlebem świeżo upieczonych tatusiów. Rok 1914, rok rozpoczęcia I Wojny zwiększył tylko nabór mężczyzn do wojska. Tu należy doszukiwać się usprawiedliwionych absencji ojców przy chrzcie własnych dzieci w 1915 r. Carowi potrzebne było mięso armatnie. Rok później tatusiowie byli o rok mądrzejsi. Tu moje małe przypomnienie. W artykule tym wspominam tylko o udokumentowanych w aktach urodzeń takich faktach. Takich przypadków musiało być znacznie więcej. Świeżo upieczeni ojcowie stanowili tylko mały procent wszystkich młodych mężczyzn zamieszkałych w parafii. Podejrzewam, że pozostali też szukali pracy za siódmą górą. I mieli rację. Sam zwiewałbym gdzie pieprz rośnie.

Napiszę teraz o innych ucieczkach jakie nasuwały mi się podczas wertowania ksiąg kościelnych. Nie są to sensu stricto ucieczki. Nikt nigdzie nie uciekał. Wręcz przeciwnie – dzielnie, choć prawdopodobnie ze spuszczoną głową, stawał przed księdzem. „Ucieczki” te są wytworem mojej bujnej wyobraźni i są ucieczką w sensie – uciec ze wstydu, schować się do mysiej dziury, zapaść się pod ziemię… Oto kilka przykładów.

W XIX wieku aż roi się od nadawania na Chrzcie Świętym „wyszukanych” imion dla dzieci urodzonych przez niezamężne matki. Dla dziewczynek przodowały imiona Kordula, Bibiana, Placyda a dla chłopców Narcyz, Sylwin, Rufin, Kilian, Dydak. To tylko nieliczne z nich. Jak zauważyłem, to ostatnie zarezerwowane było dla synów wdów. Jeśli matka była wdową i przytrafiło jej się po kilku latach od śmierci męża urodzić syna, to w stu procentach miał on na imię Dydak. Przy analizowaniu takich aktów zastanawiałem się, jak musiała czuć się kobieta podczas chrztu. Jak czuła się gdy jej dziecko przez szereg lat poniżano i wytykano palcami. Księdza to nie obchodziło. Miał swój kanon imion zarezerwowanych dla nieślubnych dzieci i z niego korzystał. Ojciec (duchowny) zrobił swoje i odchodził w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku walki z szatanem. Lećmy dalej. Jak czuła się młoda, dopiero co wkraczająca w życie dziewczyna, gdy ksiądz przed ołtarzem zrywał jej welon z głowy a później w akcie małżeństwa wpisał półdziewica. Jak czuli się rodzice dziecka, gdy jedynym śladem owocu ich miłości jest księga zgonu w której ksiądz zapisywał dziecko bezimiennie. Jedynym grzechem takich dzieci było to, że Bóg powołał je do siebie zbyt wcześnie. Przed udzieleniem Chrztu Świętego. Gdyby odeszły godzinę później, miały by własne imię i dopisek – katolik a nie martwo-urodzone.  Dobrze, że nie trwało to długo. XX wiek był już spoko.

Jestem trochę rozgoryczony postawą niektórych księży w czasie pandemii. To co nieliczni z nich mówią o niemożliwości zarażania się koronawirusem w kościele, to stek nieprzemyślanych bzdur. Oburącz podpisuję się pod oceną takich kapłanów przez ks. Lemańskiego, który skwitował ich krótko – „Głupich księży nie brakuje”. Ja jedyne co mam do dorzucenia to, że w całej historii Kościoła nie spotkałem się z uzdrowicielską siłą kapłana. A jeśli już taki trafił się – to był on uznany przez Kościół za świętego. Jak widać, niektórym kapłanom i ich przełożonym, daleko do świętości.

Jerzy Wnukbauma

By w archiwum zrobić zdjęcie

By w archiwum zrobić zdjęcie

sprawiłem sobie aparat w prezencie.

Spełniłem wreszcie swoją zachciankę

i zakupiłem cyfrową lustrzankę.

Prostą w obsłudze, chylę czoła,

tylko naciskać. Dla matoła.

Od razu w domu ją spróbowałem

i wszystkie fotki żonie pstrykałem.

Nie wytrzymała w końcu stara

i jak fredrowska z Zemsty Klara

doprowadziła mnie do zguby

– „To teraz wierszyk pisz mi luby!

Kilka zwrotek. Pod te zdjęcia.

Będę kochać cię jak księcia.”

Z zachciankami nie wyrobię

i odpuszczę chyba sobie.

Nie, że pisać nie potrafię,

ale pod te fotografie?

Takie są niezbite fakty –

miast zdjęć aktów, mam żony akty.

Jakże jej opiewać cnotę?

By ktoś inny miał ochotę?

Zdjęcia w archiwum też diabli wzięli –

Te pozostawiam znawcy – Korneli.

Jerzy Wnukbauma

Kobiety, dzieci i ryby…

Ani się obejrzałem jak zindeksowałem prawie wszystkie księgi z parafii Sędziszów. Oprócz Sędziszowa indeksowałem także inne świętokrzyskie parafie. Parafie, za każdym razem to podkreślam, nie będące w kręgu mojego zainteresowania. Prawie codziennie, z małymi przerwami, wyłuskiwałem ze sfotografowanych w AP Kielce ksiąg, istotne dla poszukiwaczy korzeni dane genealogiczne i zapisywałem je w odpowiednich arkuszach w formie cyfrowej. Poświęciłem kilka ładnych lat na żmudną pracę przy komputerze. Lata samozaparcia i wielu wyrzeczeń. Lata zysków i strat. Strat w postaci kilku wyeksploatowanych komputerów. Zysków, bo przybywało mi indeksów na liczniku. Czerpałem też małe korzyści, a mianowicie, poszerzałem swoją wiedzę. Natrafiałem też na ciekawe akty tzw. perełki. Podczas indeksacji, prócz poszerzenia wiedzy o mieszkańcach świętokrzyskich wsi, towarzyszyły mi różnego rodzaju przemyślenia. Nazbierało się ich trochę. Starczyłoby na mały zarys mieszkańców niejednej parafii. W przypadku Sędziszowa od XVII, do XX wieku. Dokładniej od 1632 do 1900 roku. Może kiedyś skuszę się na takie opracowanie. Dzisiaj jednak nie pora na „naukowe” podsumowania. W świetle protestów kobiet na ulicach polskich miast, poruszę temat „Piekła Kobiet” w świetle dotychczas zindeksowanych przeze mnie archiwalnych ksiąg.

Aby odnieść się do zagadnienia nierówności płci, trzeba sięgnąć do samego początku. Do Adama i Ewy. Wydaje mi się, że sam proces stworzenia przez Stwórcę kobiety jest dla kobiet trochę upokarzający. Dlaczego? Bo do jej stworzenia wystarczył Panu Bogu tylko gest, skinienie, klaśnięcie w dłonie lub wypowiedzenie krótkiego słowa, np. – Niech się stanie, czy jak w przypadku Adama – „Uczyńmy człowieka na nasz obraz…” Przy całej boskiej wszechmocy kobieta została jednak stworzona z kawałka gnata – żebra Adama. Pramatce Ewie przypisuje się też grzech pierworodny. Adam potraktowany jest w Biblii znacznie łagodniej. Występuje w niej jako pierwsza ofiara babskiego kuszenia. Zrobił swoje i za babskie grzechy musiał odejść z Raju. Do dzisiaj w kościele uważa się, że za sprawą biblijnej Ewy na świat przychodzą owoce grzechu pierworodnego. Owszem! To są zapożyczenia ze Starego Testamentu. Z wiary Starszych Braci w Wierze. Jednak jakby nie patrzeć różnicowanie płci jest; przejęte, kontynuowane i starannie eksponowane przez Kościół. Po wsze  czasy.  Amen.

Wróćmy jednak do metrykalnych ksiąg. Przy poprawności pisowni męskich nazwisk, pozwalających dokładnie wskazać kto jest kim, w starych księgach występują gramatyczne rozbieżności żeńskich odpowiedników nazwisk. Konia z rzędem temu kto wytypuje poprawnie nazwisko: Wojciechowej, Janowej, Wojcieskiej, Pawłowej… Bóg jedyny wie czy Kowalowa, Kowalszczonka, Młynarzowa, Stelmaszczonka, Piwowarczonka są nazwiskami czyichś  przodkiń, czy też określeniami zawodów ich mężów lub ojców. Nie lepiej jest gdy chodzi o imiona. Wszystkie żeńskie imiona występują w dosyć wąskim zakresie. W parafialnych księgach dominują Marianny, Katarzyny, Agnieszki, Zofie. Nic lub prawie nic poza nimi. Tylko sporadycznie występują Ewy, Barbary, Genowefy, Balbiny, Kunegundy… Do końca XIX wieku żadnej Marii. To imię zarezerwowane było wyłącznie dla Najświętszej Marii Panny. Pod koniec indeksowanych przeze mnie parafii, nieśmiało pojawiają się żeńskie odpowiedniki męskich imion – Bronisława, Władysława, Stanisława, Leona, Julianna, Eugenia, Aleksandra… Na niektóre, dzisiaj pospolite imiona kobiet takie jak; Irena, Celina, Paulina, moda zapanowała stosunkowo niedawno. Mniej więcej w tym samym czasie za sprawą mody coraz częściej rodzice nadawali dzieciom więcej niż jedno imię. W drugiej połowie XX wieku w parafialnych księgach, pojawiają się obce imiona; Megan, Syntihia, Izaura, Tatiana… Dałem temu wyraz w wierszu „Odbieram wnuka z przedszkola na Woli”.

W starych księgach urodzeń i małżeństw zauważyłem też inne znamiona dyskryminacji kobiet. Czytając i analizując wszystkie księgi urodzeń, które przeszły przez moje ręce, niejednokrotnie zastanawiałem się czy na chrzcie dziecka była obecna jego matka. W końcu, kilka godzin po porodzie była w nie najlepszej formie położnicą. Stosowany w księgach urodzonych szablonowy zapis nie pozwala jednoznacznie tego potwierdzić lub wykluczyć. Z aktów wiadomo tylko, że dziecko płci takiej a takiej jest „zrodzone z jego żony…”. Szablonowy zapis aktów urodzeń pozwala też szybko określić moralność kobiet. W znacznej większości aktów urodzeń w których urodzenie dziecka zgłasza akuszerka, matką jest niezamężna panna lub wdowa. Przy wdowach rekordzistkach widnieją zapisy księdza o kilkuletnim stażu bycia singielką. Jako ciekawostkę podam, że spotkałem się z dzieckiem urodzonym dziesięć lat po śmierci… Tu zrobię krótką pauzę, gdyż długo zastanawiałem się jakie nazwisko wpisać nowonarodzonemu dziecku. Osobą zgłaszającą była akuszerka, były mąż matki dziecka nie żył od lat, biologicznego ojca brak, przy matce adnotacja, że od dziesięciu lat jest wdową, w akcie podane było jedno nazwisko matki. Bóg jeden wie czy zmarłego męża, czy jej panieńskie. W tym przypadku pomocnym okazał się indeks urodzonych znajdujący się na końcu księgi. Nie zastanawiając się, wpisałem zapisane w nim nazwisko. Nieznaczny procent pozostałych aktów zgłaszanych przez powiwalne babki, stanowią wdowy, których mąż zmarł w wymaganym dziewięciomiesięcznym okresie przed rozwiązaniem. Tu wszystko było ok.

Zdawałoby się, że księgi małżeństw pozbawione będą zróżnicowania przez kościół katolicki kobiet i mężczyzn. Bo niby w jaki sposób miałoby dochodzić do nierównego traktowania płci. Do kościoła zgłasza się kawaler lub wdowiec. Poślubia przed ołtarzem pannę lub wdowę. (Pomijam rozwodników. W starych księgach na rozwodników natrafiłem tylko raz. Drugim niecodziennym przypadkiem na jaki natrafiłem był kościelny rozwód konsumowanego przez dwadzieścia kilka lat małżeństwa). Ksiądz błogosławi i po sprawie. Owszem! W przypadku facetów tak się sprawy mają. W przypadku kobiet kościół katolicki wymyślił jeszcze jeden pośredni stan cywilny. W wolnym tłumaczeniu – niepełna dziewica. Półdziewictwo? Wątpliwe dziewictwo. Co to znaczy? Sam zachodzę w głowę czy były to panny z dzieckiem, panny z widocznie zaokrąglonym brzuchem, czy Młode zdradzające na spowiedzi kontakt przedmałżeński z przyszłym mężem. Całe szczęście, że ten okres dyskryminacji kobiet nie trwał długo i odszedł(?) w zapomnienie.

W kościelnych woluminach, równość panuje dopiero w księgach zgonów. Nic dziwnego, bo po śmierci wszyscy jesteśmy równi. Wspomagając się jednak alegatami, dochodzę do wniosku, że jest to remis  ze wskazaniem na płeć piękną. W alegatach znaleźć można dokumenty świadczące o tym, że kobiety poruszały niebo i ziemię, by dowiedzieć się kiedy i gdzie zmarli ich mężowie. W swojej „karierze” napotkałem na kilka takich przykładów. Jeden z nich, dotyczący moich korzeni, opisałem w artykule „Walecznych tysiąc”. Do dziś zastanawiam się jak niegramotna, niezbyt zamożna wieśniaczka wiedziała gdzie i jak szukać śladów zmarłego męża?  Nie należę do grona męskich szowinistów, którzy mówią, że szukały bo ich „tyłki swędziały”. W załatwianiu formalności przed ponownym zamążpójściem prawdopodobnie pomagali im księża i urzędnicy.

Ktoś mądry kiedyś napisał: „Myślę, że kobiety są niemądre udając, że są równe mężczyznom. Są znacznie lepsze i zawsze były. Cokolwiek dasz kobiecie ona to powiększy. Jeśli podasz jej nasienie, da ci dziecko. Jeśli dasz jej mieszkanie, ona da ci dom. Jeśli dasz jej artykuły spożywcze, da ci posiłek. Jeśli uśmiechniesz się do niej, da ci swoje serce. Pomnaża i powiększa to co jest jej dane. Więc jeśli dasz jej bzdury, przygotuj się na tonę gówna.” Tym wulgarnym zakończeniem wpisałem się w retorykę haseł protestujących kobiet. Rozumiem je i jestem za. Popieram je i wierzę w ich mądrość i zwycięstwo. Czy zwyciężą? Nie wiem tego. Każda kropla drąży skałę. Mądrością już się wykazały nie słuchając nawoływań Premiera, by protesty przenieść do sieci. Złowione w sieci ryby, głosu nie mają.

Jerzy Wnukbauma