A jak poszedł dziad na wojnę.

Planowałem w te wakacje odpocząć. Poleniuchować. Przez dwa, trzy miesiące mieć z głowy dalsze „Jerzego pisanie”. Do zmiany decyzji skłoniły mnie słowa obecnego premiera – „Idźcie  rozmawiajcie. Przekonujcie innych”. Dla mnie te słowa zabrzmiały niemal jak Chrystusowe – „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody!” Czy w tym szaleństwie jest metoda? Wątpię. Każdemu próbującemu przekonać mnie do programu PiS apostołowi premiera, zadam tylko jedno pytanie – Dlaczego? Dlaczego skoro uważa że jest tak dobrze, Polska nie rośnie w siłę a ludziom nie żyje się dostatniej? Swoją drogą po co dzisiaj PiS wysyła „armię wiernych żołnierzy”? Czyżby wojna?

Wojna to najgorsza rzecz jaka może się przydarzyć ludzkości. Moje najwcześniejsze, udokumentowane ślady uczestnictwa mojego kuzyna w wojnie datują się na rok 1831. Pisałem o tym w zamieszczonym tu artykule „Walecznych tysiąc opuszcza Warszawę”.  Dzięki mojej kuzynce (w czwartym pokoleniu) fakt jego śmierci w bitwie pod Grochowem został udokumentowany i można go znaleźć w archiwalnych dokumentach. To było powstanie listopadowe. W kolejnej zawierusze wojennej, w powstaniu styczniowym brał udział inny kuzyn z mojego drzewa Maciej Wojtal. Przeżył. Wzmiankowałem o nim w artykule ” Niespodziewany zgon”. Poruszając jednak wodze fantazji na zasadzie przyporządkowania czasu, miejsca oraz pory, pofantazjuję troszkę i przypiszę mojemu w prostej linii po mieczu 4xpradziadkowi Jędrzejowi pośrednie uczestnictwo w bitwie stoczonej pod Raszynem w 1809 roku. Pośrednie, bo na zasadzie gapiostwa. Mogę do woli konfabulować z całą odpowiedzialnością. Miejsce się zgadza. Prapraprapradziad mieszkał w Falentach Małych. Zmarł tamże w 1825 roku. Żył jeszcze w 1809 roku. Miał wtedy 64 lata. Był sołtysem Falent Małych i z całą pewnością był świadkiem historii. Z opisów historycznych wiem, że bitwie wojsk polskich dowodzonych przez księcia Józefa Poniatowskiego z dwukrotnie liczebniejszym wojskiem austriackim przyglądała się miejscowa ludność. Wraz z wprowadzeniem nowocześniejszej i skuteczniejszej broni, skończyły się czasy, gdy okoliczna gawiedź mogła bezpiecznie przyglądać się z daleka ścierającym się wojskom. Gdy zaczęła się era wojen światowych, ludność cywilna na obszarach objętych wojną stała się łatwym celem. W większych skupiskach miejskich zaczęto montować syreny alarmowe ostrzegające ludność przed nalotami bombowymi. Nie wiem, czy we wrześniu 1939 roku wycie syren słyszał mój dziadek Bronisław? Nawet jeśli tak to nie uchroniły go przed ranami. Był jedną z wielu cywilnych ofiar wrześniowej kampanii. Zmarł w kwietniu 1940 roku w wyniku odniesionych ran. Mój drugi dziadek zmarł w wyniku ran odniesionych podczas ofensywy wyzwoleńczej w styczniu 1945 roku.

Jaka jest nadzieja na szybkie zakończenie obecnej toczącej się za naszą granicą „operacji wojskowej” na Ukrainie. Kapitulacja? Wycofanie wojsk? Nie wchodzą w grę. To niepopularne decyzje dla każdego dowódcy. Stać na nie tylko mądrych taktyków. Putin do nich nie należy. Rozejm? Odwrót? W podjęciu decyzji o odwrocie pomaga czasem przypadek. W podjęciu decyzji o odwrocie spod Moskwy Napoleonowi i Hitlerowi spod Stalingradu pomógł mróz. W wycofani u się na z góry zaplanowane pozycje Tuchaczewskiemu spod Warszawy pomógł „Dziadek”. Potop szwedzki według Hofmana skończył się dzięki jednej kurze, a w wycofaniu naszych wojsk z Iraku pomógł szer. Jan Kowalski. Daj Panie Boże by w Rosji było więcej takich szeregowych Kowalskich. Żołnierzy, którzy w swoim przeciwniku dostrzegą człowieka. Może wtedy Putin, podobnie jak kiedyś król Szwecji Karol X Gustaw przeciągając się przed porannym sikiem dojrzy, że z morale jego wojska jest coś nie tak.

Jan Kowalski

Przywieźli z Iraku rannego żołnierza.
Oficer informacji przesłuchać go zamierza.
Ranny był wystraszony, bez śladu postrzału,
majorowi WSW zeznawał pomału.
„Skończyła się flaszka, kumple po drugą skoczyli
i minie samego na posterunku zostawili.
Poszedłbym i ja gdybym tylko mógł,
lecz w moim kierunku podszedł jeden wróg.
Chciałem w jego stronę krótką serię oddać,
ale miał butelkę. Pewnie chciał się poddać.
Wołam do araba – E! Drug! Idi siuda!
Może zna ten język i może mi się uda!
Kiedy wszedł na drogę, myślę – Jesteś mój!
i krzyknąłem w jego stronę – Saddam to zbój!
a on wcale się nie boi, zęby szczerzy szuja
jak nie wrzaśnie w moją stronę – z Busza kawał zbója!
Przypadł mi do serca, widać bratnia dusza.
Uściskałem go na drodze. Wart za tego Busza.
Wtem potężny huk błogą ciszę zmącił.
Jak my flaszkę otwierali samochód nas potrącił.
Jerzy Wnukbauma.