Ab ovo.

Nie mogłem zasnąć. Liczenie baranów na mnie nie działa. Ze środków nasennych preferuję tylko łyk destylowanego napoju z regionu Cognac. Przewracałem się z boku na bok. Do barku nie podchodzę, bo żona coś wspomniała o wyrwanej z dupy nodze. Kiedy byłem dzieckiem, nie cierpiałem na bezsenność. Gdy nie mogłem zasnąć zjawiała się moja matka, dawała mi mojego ulubionego misia, zanuciła kołysankę i już po chwili byłem w ramionach Orfeusza. Później, gdy byłem starszy i umiałem czytać, łatwo zasypiałem przy czytaniu bajek. Wtedy też, mój ukochany miś poszedł w odstawkę. Straciłem go z oczu na wiele lat. Nie wiedziałem, że zaopiekowała się nim moja matka. Wyciągnęła moją przytulankę z czeluści szafy w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Mój stary miś posłużył jeszcze moim dzieciom i bratankom. Przetrzymał dwa pokolenia małych rączek stworzonych do niszczenia zabawek. Dobra, profesjonalna robota. Pomimo tego, że był niezniszczalny, wylądował na śmietniku. Dzisiaj kręcę się i nie mogę zasnąć, bo zastanawiam się, jak nazywa się ktoś kto robi misie dla dzieci. Lalki robi lalkarz. Rozumując analogicznie to miśki robi… Nie! Nie idźmy tą drogą.

Miśkarz nie robił zabawek. Miśkarz był osobą zajmującą się miśkowaniem, czyli kastracją zwierząt. Miśkowanie to potocznie używany termin chirurgicznego zabiegu pozbawienia samców zdolności rozmnażania się. Najczęściej miśkowane były małe knurki. Zauważono bowiem, że kastrowane knurki szybciej przybierały na wadze, a ich mięso uwolnione było od przykrego knurzego zapachu. Zapach ten jest efektem nagromadzenia się dużych ilości „męskiego” hormonu płciowego produkowanego przez jądra. Gromadzi się on w tkankach tłuszczowych, ponieważ jest łatwo rozpuszczalny w tłuszczach.

Miśkarz był zawodem poszukiwanym. Wiodło im się dobrze. W odróżnieniu od wyśmiewanych i poniżanych pracowników zajmujących się trzodą chlewną (pastuchów świń, świniarków, świniopasów, świniarzy, świniarczyków), profesja miśkarza budziła respekt. Miśkarze należeli do wyższego stanu społeczności wiejskiej. Pozostawali zawsze ludźmi luźnymi, tj. wędrującymi od wsi do wsi, od dworu do dworu, oferując swoje usługi z zakresu…(?) Tu potrzebna jest chwila zastanowienia gdyż miśkarze nie zajmowali się tylko i wyłącznie kastrowaniem zwierząt. We „wszystkowiedzącym” internecie znalazłem informacje, że miśkarze po kastracji zajmowali się kilkudniową opieką nad okaleczonymi przez nich knurkami. Utrzymywali rany w czystości i kontrolowali powstałe blizny. Odchodzili od wykastrowanych zwierząt,  gdy mieli pewność, że wszystko poszło po ich myśli. Leczyli też chore zwierzęta i pomagali chorym ludziom. Cieszyli się sławą wiejskich; zielarzy, lekarzy, znachorów, magów. Wyrywali bolące zęby i leczyli ziołami inne dolegliwości. Z racji swobodnego przemieszczania się po kraju pod zaborami, miśkarze byli także źródłem cennych informacji. Początkowo zawód ten wykonywany był przez Czechów, Niemców, Ślązaków. Ich wiedza weterynaryjna przekazywana była z ojca na syna. Wędrówkę zaczynali po Świętach Wielkanocnych. Wracali do domów przed zimą. Z czasem miśkowanie przejęli miejscowi przyuczeni chłopi. Współcześnie neutralizacje rozrodczości wykonują wyłącznie lekarze weterynarii. W czasach gdy w Polsce  powstawały nazwiska zawód ten dał początek takim nazwiskom jak; Miśkarz, Misiak, Misiewicz, Miśkiewicz, Miśkowicz i inne.

Przez tysiące lat stosowano też kastrację mężczyzn. Mężczyzn wytrzebiano w celu; upokorzenia pojmanych jeńców, karania więźniów, napiętnowania niewolników i wrogów. Tylko nieliczni mężczyźni oddawali dobrowolnie swoje klejnoty. Działo się tak przed laty w męskich klasztorach katolickich i prawosławnych. Mnisi poddawali się dobrowolnie okaleczeniu, by wyrzec się pokus i grzechu. W niektórych krajach biedota sprzedawała i poddawała kastracji swoje męskie potomstwo, by zapewnić mu lepsze życie. Kastraci byli strażnikami haremów na dworach; egipskich, bizantyjskich, perskich, osmańskich, chińskich, hinduskich. Eunuchowie obejmowali wysokie stanowiska państwowe i wojskowe, mieli wpływ na bieg spraw na dworach. Byli członkami straży przybocznych i opiekunami świątyń. Stanowiska te ustawiały eunuchów i ich rodziny na całe życie. Z powodu zakazu występowania kobiet na scenie w Państwie Kościelnym, papieżowi, kardynałom i biskupom czas umilały chóry kastratów. Po scenach Watykanu moda ta trafiła do oper całej Europy. W okresie największego rozkwitu opery, kastraci stanowili znaczny procent wszystkich śpiewaków. Ostatni taki sławny śpiewak zmarł w 1922 roku. Co mają kastraci do genealogii? Tylko tyle, że byli czyimiś; braćmi, stryjkami, wujkami, szwagrami, kuzynami… i siłą rzeczy znajdują się w drzewach genealogicznych. Nieco komicznie musiały wyglądać ich Święta Wielkanocne, gdy siedząc przy rodzinnym stole usłyszeli – „Podzielmy się teraz jajkami”. Ale bez jaj panowie i panie! Bez jaj!

Jerzy Wnukbauma.