Ani jedna więcej!

W niedzielny poranek udałem się jak zwykle w niedzielę, na godzinę dziesiątą, na mszę świętą do kościoła. Poszedłem, bo nie idąc i nie uczestnicząc w niedzielnej Mszy Św. zgrzeszyłbym ciężko wobec siebie i wobec Boga. Msza jak msza. Bez żadnych niespodzianek. Przełknąłem gorzko kazanie księdza, który czynił wtręty o zabijaniu nienarodzonych dzieci. Odniosłem wrażenie, że oczekiwał od wiernych zero jedynkowej postawy – jesteś za zabijaniem nienarodzonych dzieci TAK czy NIE. To tak nie działa. Wiem, bo kieruję się nauką Jezusa i nie szukam innej drogi. Ksiądz proboszcz skończył celebrować mszę. Pożegnał wiernych – Idźcie do domu, ofiara spełniona. Wstałem i ruszyłem w kierunku wyjścia. Po wyjściu z kościoła moje ciśnienie podniosły dwie idące przede mną parafianki rozmawiające o obecnej sytuacji na granicy z Białorusią. Gorzko przełknąłem porównanie przez jedną z nich, tłumu „nielegalnych” uchodźców na granicy, do bydła. Nie! Nie zareagowałem. Spokojnie przeszedłem obok nich. Postanowiłem, że dopiero po przyjściu do domu, odreaguję i POGRZESZĘ. Napiszę co ja o tym wszystkim myślę.

Jak wspomniałem, w moim życiu staram kierować się nauką Jezusa Chrystusa. Dla Jezusa wartością nadrzędną, niepodlegającą żadnym stworzonym przez ludzi przepisom jest CZŁOWIEK. Bez żadnego wyjątku ze względu: na płeć, wiek, kolor skóry, stan posiadania, zdrowia, narodowość, poziom wykształcenia, przynależność. Jeśli chodzi o miłość do bliźniego swego, Syn Boży na każdym kroku był przykładem do naśladowania. W imię tej miłości kochał każdego człowieka takim, jakim stworzył go Bóg. Miłości do ludzi nie wyparł się nawet gdy był przez nich zdradzony, wzgardzony, opuszczony i ukrzyżowany. Dał temu wyraz tuż przed swoją męczeńską śmiercią słowami – „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.” Te Jego krótkie, a jakże wymowne słowa – trochę zmienione, ale o tym samym wydźwięku, mówił do mnie i mojego brata na łożu śmierci nasz ojciec. – Szanujcie się i kochajcie! Często słyszałem te słowa od mojej matki – Jest was tylko dwóch. Kochajcie się i szanujcie. Słyszę te słowa dziś od mojego teścia przy okazji rodzinnych spotkań. – Cieszę się, że się szanujecie! Cieszę się wraz z nim. Serce mi rośnie gdy i ja widzę szanujące się i pomagające sobie moje dzieci. Przesłanie rodziców niosą szerszy wydźwięk, bo nie tylko my bracia mamy się wzajemnie kochać. Ma się kochać i szanować wszelka brać. Skąd więc w moim kościele takie różnice w pojmowaniu miłowania bliźniego swego. Skąd w ludziach deklarujących się katolikami tyle, zła, nienawiści, pogardy i dzielenia ludzi na naszych – dobrych i na gorszy sort – tych złych, niepopierających tych uważających się za dobrych?

Porównywanie spędzonych i wykorzystywanych na granicy ludzi do stłoczonego bydła, uważam za grzecznie mówiąc NIE-STO-SOW-NE! Wszystkich myślących inaczej odsyłam do genealogii. Do poszukiwania swych korzeni, bo według mnie, badania genealogiczne uczą pokory. Chronią przed popełnieniem grzechu różnicowania i personifikowania bliźnich. Genealogia nie obraża przodków. Moim zdaniem, nie popełni takiego grzechu ten, kto bada swoje korzenie. Ten kto wie, że jego przodkowie gnani byli po bezkresach Syberii przez carskich żołdaków, a po zwycięstwie komuny przez uzbrojone oddziały NKWD. Ubliżające i niestosowne było by dla genealogii obrażanie naszych jeńców wojennych stłoczonych za kolczastymi drutami w licznych łagrach czy stalagach. Oficerów gnanych i ustawianych przy samej granicy głębokich wykopów, które po strzałach w potylicę, zasypane naprędce, staną się mogiłami. Przez gardło by nie przeszło takie porównanie komuś, kogo bliscy w panice uciekali przed Niemcami w 1939 roku. Przez myśl by nie przeszło nazwać ludzi przewożonych do obozów zagłady w bydlęcych wagonach – bydłem. Stanowczo zareagowałby  ktoś, kto wie, że jego babka wraz z małym jego ojcem czy matką popędzana była z liczną grupą innych Warszawiaków jako żywa tarcza przed nacierającymi na barykady czołgami. Nie! Genealogowi nie przeszłoby to przez myśl, a co dopiero przez gardło. A jeśli już wpadnie, to powinien zająć się czymś innym. Dobry człowiek nie obraża bliźniego swego. Jeśli uważa się za dobrego chrześcijanina, a nie bierze przykładu z Jezusa, to nie jest dobrym człowiekiem.

Niektóre akty zgonów, które indeksowałem dla potrzeb geneteki powodują u mnie stan ducha i umysłu, którego nie potrafię opisać. Za każdym razem, gdy natrafię na akty martwo urodzonych dzieci, czuję coś w rodzaju przybicia. Nawet po kilkunastu, kilkudziesięciu czy setkach lat jakie upłynęły od zdarzenia czuję gęsią skórkę. Celowo tragedię dziecka, jego ojca,  matki i całej rodziny nazwałem zdarzeniem, bo została tak w akcie nazwana – Zdarzyło się w parafii takiej a takiej w dniu tym i tym… Dalej reszta suchego wpisu. Martwo urodzony człowiek nie posiadał swojego imienia. Nie był żywym, zdrowym dzieckiem. Czy nie był istotą Boga? W przypadkach poronień ówcześni księża umywali ręce metodą na Piłata – Nie było ochrzczone! Bóg tak chciał. Idąc takim rozumowaniem można dojść do wniosków, że to kobieta wina. Mogła nie przeć i zaciskać mocniej pośladki. Urodzić i okazać zdrowe dziecko księdzu. Dla matek nie jest to zero jedynkowa sytuacja – Rodzić czy zabić?

Dobry człowiek nie nadużywa z uporem maniaka, zwrotu – NIE ZABIJAJ! To jest święte przykazanie i nie powinno być metodą zastraszania. Owszem, w Starym Testamencie roi się od przemocy i zbrodni. Starotestamentową bratobójczą zbrodnię zaczyna Kain od zabicia Abla. Później mordy powielane są już hurtowo. W Nowym Testamencie panuje większa pobłażliwość. Chciałbym zrobić tu jakieś odwołanie do nauki Jezusa o zabijaniu, ale poza jednym, lakonicznym przykładem nic nie znajduję. Jezus dawał zawsze człowiekowi wybór. Przecież Jego Ojciec obdarzył ludzi wolną wolą. Szanował to. W Ewangelii piąte przykazanie nie jest już dekalogowym – Nie zabijaj! Jezus proponuje przejść nam na wyższy level. Na poziom serca, rozumu i miłości. Złość, nienawiść, złe myśli, złe słowa i zła wola podawane w małych dawkach po przepełnieniu czary goryczy potrafią zabić najsilniejszego człowieka. Zapominają o tym współcześni faryzeusze (kapłani) triumfująco pląsający u toruńskiego Rumburaka. Niektórzy z nich za daleko odeszli od nauk Jezusa. Broniąc i ukrywając faryzeuszy w sutannach krzywdzących dzieci, stawiają się ponad Jezusem.

Nigdzie nie jest powiedziane za jakie przestępstwa ukrzyżowano dwóch złoczyńców konających na Czaszce wraz z Jezusem. Istnieje prawdopodobieństwo, że obaj mogli być skazani za złamanie V przykazania. Pomimo to w jednym z nich Jezus dojrzał dobrego człowieka. Dostrzeżenie w Jezusie Syna Bożego pozwoliło złoczyńcy dostąpić łaski. Poparcia i daru życia dostąpiła też od Jezusa cudzołożnica. Kapłanom (faryzeuszom) którzy przyprowadzili ją do niego nie powiedział – Chłopaki przestańcie bo grzeszycie. Spadajcie, bo tu nie wolno zabijać. Powiedział za to słowa, które mogły zachęcić do morderstwa. Do rzucenia kamieniem i w konsekwencji zabicia kobiety. Ukazał ułomność oskarżycieli a jawnogrzesznicy przekazał coś znacznie więcej. Powiedział do niej – „Ja ciebie też nie potępiam.” Zastanawiam się co by powiedział dziś Pan Jezus gdyby „uczeni w piśmie” wraz z Kają Godek przyprowadzili do niego kobietę, która ratując swoje życie usunęła zagrożoną ciążę. Myślę, że odpowiedziałby jej tj. Kai Godek – Nie baw się w Boga! Idź i nie grzesz więcej. Prywatnie myślę, że to co robi ta pani jest odciąganiem opinii społecznej od właściwego celu. Babsko robi szum wokół siebie. O niej jest głośno. O zboczeniu faryzeuszy ze ścieżki którą podążał Jezus jest cichutko. O to w tym wszystkim chodzi.

Jerzy Wnukbauma