Wiatrak w Suchedniowie

Poszukując w Archiwum w Radomiu Akt Stanu Cywilnego Parafii z Jastrzębia /parafia Jastrząb/ i z Szydłowca /moje drzewo genealogiczne po mieczu/ dość przypadkowo dokopałem się do rewelacyjnego dokumentu dotyczącego mojego rodzinnego Suchedniowa. Jako że wykonuję reprodukcje fotograficzne tych dokumentów – zrobiłem i ten dokument , który teraz jest w moim archiwum dokumentów starych. Całość artykułu Andrzeja Sasala  znajduje się pod tym linkiem Wiatrak-w-Suchedniowie-Andrzej-Sasal lub na https://www.facebook.com/andrzej.sasal

Jeśli ktoś zna powód

Jeśli ktoś zna powód …

„Jeśli ktoś zna powód dla którego ci dwoje nie mogą się połączyć węzłem małżeńskim, niech przemówi teraz, lub zamilknie na wieki”. Ta formułka na ślubach kościelnych w Polsce, nie jest wygłaszana. To przypisywane księdzu zdanie, ciśnie mi się na usta, gdy czytam prasowe informacje stawiające naszych przodków w innym, niepochlebnym świetle. Chcę wtedy powiedzieć – Gościu przemów! Masz swoje pięć minut! Mów prosto z mostu. Nie owijaj w bawełnę. Podaj; fakty; nazwiska, imiona, daty… Mów; kto?, co?, gdzie?, kiedy? Albo zamilknij na wieki! Przypisywanie całemu narodowi win jednostki jest niedorzeczne i krzywdzące. Podejrzewam jednak, że wtedy podniesie się rwetes, że zamykam komuś usta, lub o zgrozo – życzę komuś śmierci. O łyknięciu czegoś z mlekiem matki, nie wspomnę.

Już na początku zmagań genealogicznych, zdawałem sobie sprawę, że wszystkie; wykresy przodków, drzewa genealogiczne, tabele, raporty i wszystkie badania wzięte razem, nie wystarczą. Że trzeba będzie kiedyś usiąść, zebrać to wszystko w całość i opisać to dokładnie i obiektywnie. Wreszcie przyszedł ten czas i „… doświadczenia, o których napiszę, nie są objęte zwolnieniem z restrykcji, jakie przewiduje ustawa o IPN. Po wejściu w życie ustawy nie mam zamiaru zaprzestać mówić i pisać o tym, co widziałam i słyszałam.”

Powyższy cytat pochodzi z felietonu Joanny Szczepkowskiej „Poczucie wspólnoty” zamieszczonego w  lutowym weekendowym wydaniu Rzeczpospolitej Plus Minus. Przywłaszczyłem sobie ten fragment jej tekstu. Myślę, że autorka mi wybaczy. Puści płazem jak Mariuszowi Błaszczakowi, który sięgnął do innego jej powiedzenia – o upadku komunizmu w Polsce. Pan minister „zapożyczył” całą jej wypowiedź i na dodatek określił nową datę tego ważnego wydarzenia. Ja zerżnąłem tylko mały fragment jej przemyśleń i w moim przypadku, to nie plagiat i nie dobra zmiana, lecz co najwyżej facebookowe; „Lubię to”. A skoro lubię – to i „Udostępnij”.

Co ja wiem o moich przodkach? Na początku mojej zabawy w genealoga, myślałem, że wiem o nich prawie wszystko. Prawie wszystko, bo na genealogicznym starcie, opierałem się wyłącznie na rodzinnych przekazach. Z góry zakładałem, że informacje pochodzące z ust najbliższych mi osób, są niebudzącymi żadnych wątpliwości pewnikami. Myliłem się? To był mój błąd. Nie brałem pod uwagę, że ktoś może wiedzieć o moich przodkach więcej i lepiej, niż moi najbliżsi. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że moja wiedza to zbiór; fałszywych tropów, nadinterpretacji, błędów w rozumowaniu i pojmowaniu rzeczywistości. Że zajmuję się powtarzaniem zasłyszanych fam. Że cechuje mnie nieznajomość  dokładnych realiów historycznych, religijnych, społecznych i obyczajowych. W ten sposób dzięki całej rzeszy znawców spraw polskich, ludzi „wszechstronnie wykształconych i lepiej znających fakty”, wpadam w kompleksy i wychodzę na wielkiego ignoranta. Lecz nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jestem bogatszy o „nową wiedzę”. Nie muszę martwić się na zapas, że zejdę z tego świata nieświadomy. Fack! A mogłem przecież żyć nieświadomie, ale za to długo i szczęśliwie.

Tydzień temu córka poprosiła mnie o wysłanie na jej pocztę, skanów obozowych pamiątek po jej prababci, a mojej matecznej babce. Ostro zabrałem się do pracy. Poszło szybko, bo niewiele tego było. Kilka zdjęć zrobionych przez wyzwalających obóz amerykanów, dokumenty, adresy kilku internetowych stron i tyle. Reszta pamiątek po babce przepadła bezpowrotnie. Większość z nich zniszczyła sama babka. Nigdy nie mówiła o swoich przeżyciach. O jej losie dowiedziałem się od ojca. W odróżnieniu od matki izraelskiego dziennikarza, matka mojego ojca nigdy nie mówiła w języku Goethego, Wagnera, Hitlera, Eichmanna i Reinefartha. Nigdy nie mówiła, choć doskonale znała jego represyjno-rozkazujące zwroty. Nie mówiła, że ratowała Żydów. Od ojca wiem, że chociaż sami przymierali głodem, babka przerzucała chleb przez mur głodującego getta. Nie słyszałem, czy ktokolwiek ratował moją babkę w okupowanej Warszawie. Wraz z córką trafiła do „polskiego obozu” na terenie III Rzeszy. Nie mogła tam liczyć na Sprawiedliwego Niemca. Po Jałcie nie mogła liczyć już na nikogo. Przeżyła i doczekała wyzwolenia obozu w którym było jej tak dobrze, że wyzwalający obóz żołnierze amerykańscy dopuścili się samosądu na niemieckich strażnikach. Rozstrzelali 560 SS-manów – członków załogi obozu i żołnierzy Waffen-SS. W 1945 roku wróciła do umarłego miasta i domu którego nie umiała zlokalizować wśród stosów gruzu. Wysłane córce do USA materiały miały posłużyć mojemu wnukowi do lekcji poglądowej w szkole. Nie przydały się. Były nie na temat. Nie mówiły nic o holokauście.

Nie znam się na ludziach. Zresztą, na przyjaciołach ludzi też nie. Przeżyłem tyle lat i do tej pory nie wiem; czy dobry pies jest wtedy gdy szczeka i gryzie, czy jest dobry dlatego, że przy powitaniu chce mnie zalizać na śmierć. Nie jestem święty, ale sięgnę po argumenty św. Augustyna, który mówił że człowiek jak pies musi strzec swojej trzody, lecz czasem musi zaszczekać by ostrzec o grożącym niebezpieczeństwie. Jednej rzeczy święty nie wziął pod uwagę. Człowiek nie zawsze strzeże swojej trzody. Potrafi też nieźle skalać swoje gniazdo i szczekać bez konkretnego zagrożenia. Słuchając takiego szczekania, upewniam się w przekonaniu, że wszystko co zostało pozamiatane pod dywan przez pokolenia naszych rodziców, dziadków i pradziadków, wraca do nas z niewspółmierną siłą. Sprawy kiedyś nadzwyczaj ważne, niewyjaśnione we właściwym czasie (i miejscu) pozostawione samemu sobie, odżywają na nowo i na dodatek zaczynają żyć swoim życiem. Niewykorzystane ongiś atuty, mszczą się i dziś wytaszczane są przez ludzi ze specyficznym podejściem do historii Polski. Zresztą. Ludzi takich nie brakuje po obu stronach barykad. Najgorsze, że narzucają sposób swojego myślenia pokoleniu naszych; dzieci, wnuków i prawnuków. Pokoleniu wychowanemu pod kloszem.

„Jeśli ktoś z tutaj obecnych zna powód… , niech przemówi teraz, lub zamilknie na wieki”. Polak od księdza tego nie usłyszy. Od starszych braci w wierze pada za to szereg innych słów. M.in. „polskie obozy zagłady”. Jeśli mają na myśli – „polskie” – bo w tych obozach mordowani byli Polacy różnych wyznań -to jak najbardziej. „Polskie” – bo taki był najczęstszy kierunek powrotów z tych obozów po wyzwoleniu – to zgadzam się z nimi w zupełności. W przeciwnym razie z ich głową jest coś nie tak. Uczestnicząc dzisiaj w ceremoniach ślubnych nie czekam na słowa, które nigdy nie padną. Siedzę i wsłuchuję się w słowa przysięgi małżeńskiej. Czekam na przyzwolenie księdza – Teraz Młodzi mogą się pocałować! Te słowa wróżą długie i szczęśliwe życie pod jednym dachem. Lecz i z tym bywa różnie. Zdarzają się kłótnie, odejścia i rozwody. C’est la vie.

Jerzy Wnukbauma.

Artykuły z jubileuszowego wydania

Testowa strona Świętogenu z indeksami

Witam
Dzięki Leszkowi Ćwiklińskiemu, udało uruchomić się testową wersję strony do publikowania indeksów. Osoby które mają konto na gmail po zalogowaniu mają dostęp do funkcji przeszukiwania arkuszy, osoby które nie zalogują się , nie mają konta mogą pobrać arkusze na swój dysk.
Wszelkie uwagi dotyczące strony, funkcjonalności itp proszę kierować pod adresy :
leszek@cwiklinski.pl lub keret@allegata.pl
Link do strony : tutaj

Szybkie podsumowanie spotkania z 5 czerwca 2017

I miało być nieziemsko bo i ( miejsce specjalne ) jak ktoś tam był pierwszy raz w Hotel Odyssey & SPA w Dąbrowie k.Kielc i przy takiej wspaniałej zamówionej pogodzie to chyba czuł się naprawdę jak w zaświatach ? to tam udało się zrobić tę piękną panoramę.

Na początku zagajał i wprowadzał odpowiedni genealogiczny nastrój. Człowiek legenda Lech Sulimierski aktor, kawaler Suwerennego Zakonu Szpitalniczego św. Jana Chrzciciela. Na spotkaniu w Odyssey tematem wystąpienia były dzieje Zakonu Maltańskiego oraz tematy genealogiczne.

Dalej nasza szefowa „Świętogenu”  Kornelia ustaliła harmonogram uroczystości i zaczęło się przedstawianie najpierw szanownych gości w porządku od najwyżej umocowanych a więc Senat, władze miasta – Prezydent oraz wielu Dyrektorów różnych szczebli samorządowych i kościelnych i innych.

Wiesława Rutkowska Jan Główka Ewa Łęk-Nocula Andrzej Kwaśniewski Wojciech Lubawski Jacek Włosowicz Marek Michniewski Iwona Pogorzelska

Dalej była cała ta reszta ho….. honorowych przedstawicieli różnych szczebli i klasa pracująca dla genealogii. I dyplomów i wyróżnień nie było końca , bo ten najlepszy w ilości sfotografowanych dokumentów, ten najlepszy w indeksacji a też zasłużeni w propagowaniu idei genealogi i tworzeniu wyszukanych graficznie drzew i drzewek genealogicznych. I tak po kolei :

a w dalszej części uroczystości 10 –lecia były podziękowania i prezenty

Tu Kornelia wymienia wszelkie swoje zasługi, nagrody i wyróżnienia jakie otrzymała

Ale jak zwykle zaczęła trochę przynudzać a to zaraz dało się to zaobserwować na sali plenarnej

A na koniec naszego spotkania był poczęstunek w hotelowej restauracji Menu : przystawka-Rösti ziemniaczane z grilowanymi boczniakami,zupa- krem z pomidorów alla’Italia i wykwintna gęś z kluseczkami francuskimi.

I to nie koniec jubileuszowej biesiady genealogicznej bo był jeszcze
specjalny węgierski tort okolicznościowy:

A potem już były tylko pobożne życzenia abyśmy spotkali się na następnym
Jubileuszu przynajmniej w takim samym składzie i w tak dobrej kondycji jak
teraz !!

tekst i zdjęcia Andrzej Sasal

Muzealne Głośne Czytanie Nocą

W piątek 17 lutego o godz. 19 Muzeum Historii Kielc i Antykwariat Naukowy im. Andrzeja Metzgera zapraszają do siedziby antykwariatu przy ul. Sienkiewicza 13 na pierwsze Muzealne Głośne Czytanie Nocą. Kieleccy muzealnicy i ich zaproszeni goście przeczytają jeszcze „gorące”, bo prosto z muzealnej kuchni, wydane w ostatnim roku autorskie teksty odkrywające zarówno jasne jak i mroczne karty prawdziwej historii Kielc. Będą się także zmagać ze wspomnieniami dawnych Kielczan.Między innymi dowiemy się skąd wzięło się kieleckie „towarzystwo” miłośników Świętej Tekli, gdzie właściwie stała Krakowska Rogatka, czym karmili kielczan XIX-wieczni filantropi, co „wyprawiali” w Kielcach powstańcy śląscy, gdzie na Krakowskiej Rogatce planowano dworzec kolejowy i jakie „polemiki” na łamach prasy toczyli Edmund Massalski ze Stefanem Artwińskim. Odbędzie się również „straszenie” Maksymilianem Straszem. W przerwie poznamy i nagrodzimy laureatów konkursu wspomnieniowego „Były takie Kielce”, którzy również przeczytają nadesłane wspomnienia. Czytanie przeplatane będzie konkursami wiedzy z dziejów miasta, w których będzie można zdobyć najnowsze wydawnictwa muzealne, pozycje już niedostępne w sprzedaży i nagrody niespodzianki. Wśród czytających pracownicy Muzeum Historii Kielc i innych muzeów, kieleccy historycy i regionaliści oraz autorzy wyróżnionych konkursowych wspomnień.