Co w pieśni ożywa, w życiu musi odejść.

Was im Liede soll erstrehen,
mus im Leben untergrehen.
„Co w pieśni ożywa, w życiu zginąć musi”
Często to słyszałem od mojej mamusi,
gdy mówiła kim byli, jej po mieczu przodkowie.
Dzisiaj w kilku słowach Wam o nich opowiem.

Dawno, dawno temu, przodek ze strony matki,
spakował pośpiesznie wszystkie manatki
i opuścił w Nadrenii swoje fatherlandy
udając się do kraju Kraka i jego córki Wandy.
Tej co nie chciała za męża mieć Niemca,
lecz zmuszono ją przyjąć z Niemiec osiedleńca.

Gdy w Bechtheim za nimi zamknięto wierzeje,
mając młodość, dwie ręce i w Bogu nadzieję,
ruszyli przed siebie na Wschód koloniści,
wierząc, że marzenie o Raju tutaj im się ziści.
Zasiedlali w Galicji; Lwów, Czermin i Pniewy…
budowali domostwa i rozpoczęli siewy.

Kiedy w Hohenbach wzeszły ich pierwsze kłosy,
Moi Baumowie pisali dalsze „polskie” losy;
Orali i siali. Żenili się z Niemkami,
pozostając sobą czyli – kolonistami.
Z czasem Johan Baum z niemieckiego ziomka
stał się Janem Baumem i płodził Polce potomka.

Po wojnie Baumowie w dalszej poniewierce,
zasiedlali; Katowice, Białystok i Kielce…
Niektórzy za oceanem odnaleźli Raj.
Opuścili ojcowiznę i przyjazny kraj,
bo widać jest coś w genach, co na nas przełazi
i Baum za chlebem po Świecie wciąż łazi.

Być Baumem to zaszczyt, honor i duma,
panienki nogi ściskają na widok Bauma.
Mężczyzna z krwi i kości, nie z soli i gliny,
po grób kochający dzieci i dziewczyny.
Mądry, zdolny, pracowity. Roboty się nie boi,
żyje w ciągłym ruchu. Umiera tak jak stoi.

Wielki zapał do pracy mają nasze Baumki.
Taki, że gdyby zamiast konia zaprząc je do gumki,
krzyknąć – Wio! i świsnąć batem koło dupska,
toby uciągnęły, gdyby nie choróbska,
które dręczą nieustannie Baumów kobitę,
lecz nie jęczą i nie leżą, bo są pracowite.

Czas nie stanął w miejscu i jak wariat leci.
My się starzejemy, za to nasze dzieci
niechaj wniosą w ten ród, swój odwieczny wkład
i młode pokolenia Baumów przyjdą na ten świat.
Niech i tą latorośl Bóg płodnością darzy
i szczęśliwie pary Baumów kojarzy.

Drzewo obumiera już po moim dziadku.
Nie dostał nazwiska żaden wnuczek w spadku,
lecz póki w mych żyłach krew Baumów płynie,
póty po mym dziadku pamięć nie przeminie.
Nie zagłuszy jej requiem, ni śmierci kosy świst.
Jerzy wnuk Bauma – Last but not least.