Gdyby do wywodu przodków…

Ciepło, gorąco, spiekota. Te dokuczliwe upały pomagają mi tylko w jednym. Są zbawienne na bóle stawów i kręgosłupa. Gdy żar leje się z nieba, czuję się lepiej. Kolana i kręgosłup przestają boleć. Jak ręką odjął. Po za tym, nie robię nic. Przez większość dnia okupowałem kanapę. Piszę w czasie przeszłym, bo moja żona po obejrzeniu w internecie zachowania byłej Pierwszej Damy, zareagowała w podobny sposób. Jak Danuta wpadła do pokoju i przerwała mi moje dolce vita słowami „Weź się do roboty”. Poczułem się jak Lech. Z tą tylko różnicą, że on posłuchał żony i wyłączył komputer, a ja odpaliłem laptopa. Wziąłem się do roboty, bo długo nie pisałem nic i na stronie Świetogenu zapanowała zbyt długa bezczynność. Na żądanie mojej Danuty wreszcie coś napiszę. Może jakiś konspekt. Marzy mi się, by tak jak Lech zacząć podróżować ze swoimi wykładami po całym świecie. Chociaż nie. Ostatnio on nie jeździ, nic nie zarabia i ogłosił (lub ma ogłosić) upadłość konsumencką. Bieda u niego do tego stopnia, że telewizja rządowa podejrzewa go o podbieranie sikorkom słoniny. U mnie dzięki Bogu nie jest źle. Dostałem trzynastą emeryturę. Czekam na czternastą i obiecaną przez prezydenta „piętnastą a może nawet i szesnastą”. W kwestii sikorek u mnie też jest zdecydowanie lepiej. Dzielę się okruszkami z ptaszkami. Jest już nawet tego efekt. Na osiedlu przybywa gołębi.

Wracając do wymarzonego podróżowania po świecie z wykładami. To jest oczywiście żart. Trzeba mieć o czym mówić i umieć to przekazać. Chyba, że ma się pod ręką swojego rzecznika, który w razie czego wyjaśni, że pan prelegent nie miał tego na myśli. Po drugie – Gdzie bym się ruszył z domu? Na potrzeby tego felietonu napisałem konspekt domniemanej konferencji, studiów lub krótkiego wykładu na temat „Genealogia pisana inaczej”. Inaczej bo… Gdyby do wywodu przodków użyć literackich środków, w treść wzbogacić, dodać rym, wiódłby jakiś genealog prym, a jego drzewo byłoby pierwsze, zrobione inaczej, bo pisane wierszem. Czy to taka wielka sztuka, opisać wierszem przodków wnuka? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że tak można.

Do wnuka.

Gdy swoich przodków będziesz ciekawski,
Dziadek pomoże ich powyliczać;
Twym ojcem jest Jacek Popławski
Matką Agata z domu Muzyczak.

Nadeszła pora dalszych zagadek.
O Twoich dziadków wiedzę poszerzyć.
Ojczysty dziadek – Popławski Radek
Mateczny dziadek – Muzyczak Jerzy.

Co się zaś tyczy dziadków połowic
Tj. ich żon, a Twoich babek
Jerzy poślubił Jadzię z Bronowic,
Z Migalską Marią pobrał się Radek.

Dość rozbijania głową murów
Na tym skończymy dalszą naukę
A resztą moich licznych praszczurów
Później podzielę się z moim wnukiem.

Można? Można! Dla potrzeb ćwiczeń, uświadamianie wnuka skończyłem na jego dziadkach. Dalej to już tylko z górki; łun z łuną, łuna z łunym, łun łunego, łuni łunych. W przypadku singli – łun lub łuna łunej. Bliźniaków – łuni łunej. Gdy matka jest nieznana –  łun lub łuna łunego. Gdy oboje są NN pozostaje tylko łun. I tak do Adama i Ewy. Ale genealogia to nie tylko relacja dziadek – wnuk. Moim zdaniem początki jej zaczynają się na ślubnym kobiercu i później od prokreacji. I w tym temacie miałbym o czym mówić. Rozpływając się nad cnotami niewieścimi, być może byłbym zauważony przez samego ministra edukacji – Czarnka. Słowo się rzekło! Napiszę pieśń weselną. Koniecznie wierszem, bo… kiedy stanie na ślubnym kobiercu, osoba bliska waszemu sercu, to staropolskim pięknym zwyczajem, za zaproszenie na ślub się odwzajem. Złóż Młodej Parze życzenia najszczersze – Pisz pieśń weselną. Koniecznie wierszem. Czy to taka wielka sztuka, kilka zdań Młodym wydukać? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że jednak można.

Epitalamium.

Precz frasunki, precz mozoły,
dzisiaj zajaśniał nam dzień wesoły.
Dziś cnoty rodzin chwalą swatki,
Młodych żegnają ojcowie i matki
Serca gorące złączył kanonik
Marsz Mendelssona grał filharmonik
epitalamia spisali rodzinni poeci
starosta z flaszką stoły obleci.
Rolą gości; jeść, pić i dobrze się bawić
Moją powinnością jest seksu sekrety wyjawić.
Taka jest moja rola. Tak obyczaj każe
gdy rodzic nie uświadomił tego Młodej Parze
Lub gdy Młodzi mają tysiące obiekcji.
Posłuchajcie Młodzi w tym temacie lekcji.

Tu kilka stron „w tym temacie lekcji”, których tanio nie sprzedam. Jest to czterdzieści wersów erotycznego podtekstu, którego z racji wczesnej pory nie zamieszczę. Pieśń kończę tak;

Wyspiański opisał Rydla wesele,
mnie do mistrza pióra brakuje zbyt wiele,
Lecz i wasze wesele warte poematu
toteż ja dam piórem trochę do wiwatu;
Szczęśliwa Paro! Miej uciechy trwałe,
Niech wam się noce zawsze zdają małe,
Dni upływają na szczerym kochaniu,
Wieczory długie na rąk splątywaniu.
Dwójcie się i trójcie. Niechaj was przybędzie,
a dzieci liczne słychać będzie wszędzie.
Wszystko co jest piękne i wymarzone,
Niech przez Niebiosa będzie spełnione.
Dzisiaj wraz z żoną piję wasze zdrowie
życząc wam Sto lat! – J.J. Wnukbaumowie.

Prawda, że od razu cofnęliśmy się w czasie. Zgodnie z ówczesnym trendem, zapachniało średniowieczem. Tytuł wiersza jest nazwą gatunku tej liryki. Jego stylu i tematyki nie da się zamknąć w jakimś konkretnym okresie. Jest ponadczasowa. W utworze tym, garściami brałem ze Stanisława Trembeckiego. Dla osób młodych małe przypomnienie lekcji z języka polskiego. Jest to poeta oświecenia. Urodził się i tworzył w tym samym okresie co Ignacy Krasicki. XVIII wiek. Z twórczości biskupa znam na pamięć tylko wiersz pt „Sen”

Śniło mi się, żem wóz, a to mara broi,
Budzę się, wozu nie ma, tylko dyszel stoi.

Ten krótki wiersz przypomniał mi dzisiejsze ” kamieniowanie duchownych”, w obronie których stanął Rydzyk. Rozgrzeszał ich słowami – „To, że ksiądz zgrzeszył… no zgrzeszył. Ale kto nie ma pokus”. Sam wstrzymuję się od komentarzy, gdyż i ja muszę się wystrzegać pokus. Też zauważyłem u siebie brojenie mar. Rano. Przed pierwszym sikiem. Wracając jednak do epitalamium. Według mnie obecny minister edukacji powinien włączyć go do spisu lektur szkolnych, lub nakazać zamieszczenie w podręcznikach języka polskiego. Dlaczego? Po pierwsze. Czytające tą pieśń weselną, dzieci zapoznają się wreszcie z cnotami niewieścimi. Wszystko będzie jasne. Po drugie. Uważam, że podczas czytania go, we wszystkich klasach będzie panowała cisza i katechetka odpocznie. Po trzecie. Może do facetów w spódnicach oskarżonych o wykorzystywanie nieletnich dotrze wreszcie, że takie rzeczy to tylko z żoną i to dopiero po ślubie.

Był ślub. Była pieśń weselna. Pora na powitanie na świecie owocu  pożycia małżeńskiego. I w tym temacie genealog, który podejmie się wyzwania i zrobi ładną oprawę liryczną faktu narodzin, może zaistnieć, bo… Gdy dzień narodzin stanie się faktem, obdaruje dziecię oryginalnym aktem. Napisze kilka wersów. Pobawi się polszczyzną. Nie zanudzi czytelnika rozwlekłą dłużyzną. Nie napisze jak urzędnik. Skończy też z szablonem. Popisze się w tym akcie lirycznym wykonem. Czy to taka wielka sztuka, na pamiątkę dziecku akt palcem wystukać? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że tak można.

Działo się w parafii Św. Ducha w Kielcach Na Stoku
o godzinie 13  dnia tego i tego , tego i tego roku.
Artur Muzyczak ojciec dziecka się stawił
dwoje pełnoletnich chrzestnych przedstawił,
zamieszkałego w Ostrowcu Pawła Ostrowskiego
i Karolinę Maj z Kielc stanu wolnego.
Okazał Nam dziecię płci męskiej zrodzone
z Moniki z Ostrowskich, którą pojął za żonę.
Po czym odbył się dziecka chrzest
i od tej pory katolik on jest.
Na Chrzcie Świętym dano dziecku imię Jerzy.
Oby w szczęściu, zdrowiu, ponad sto lat przeżył.

Można? Można! Pamiętałem też o RODO i zmieniłem imiona i nazwiska stawających. Zajmijmy się teraz przypadkami nazwanymi przeze mnie – archiwalne fuksy. Nazwałem tak (na potrzeby tego artykułu) nieznane dotąd zdarzenia i fakty, które wynikają bezpośrednio z dokumentów, lub pośrednio tj. w porównaniu z innymi aktami czy dokumentami. Tu małe naprowadzenie – Kiedy w sieci znajdziecie przypadkiem, coś związanego z waszym dziadkiem, to na pamiątkę tego trafu, piszcie coś na wzór epigrafu. Krótko, zwięźle w tym temacie, aż wszystkie akty wyszukacie. Czy to taka wielka sztuka, ślad przodków swoich w sieci szukać? Wysiłek niewielki, praca zbożna. Sami zobaczcie, że tak można.

Dzisiaj odnalazłem, co mnie bardzo cieszy,
Po kądzieli przodków pochodzących z Rzeszy,
lecz smuci mnie, że ten co mówił w nadreńskim narzeczu,
Wymordował w Warszawie mych przodków po mieczu.
≈~≈

Wszyscy przodkowie mej babki ojczystej
są sukcesorami szlacheckiej krwi czystej.
Mieszkali między Ciechanowem a Mławą
zajmowali się rolą i wojenną wyprawą.

≈~≈

Po mieczu przodek mój,
Nosił z Urzecza strój.
Jak go widzieli, tak go nazwali
Odtąd Urzyczak w aktach pisali.

Można tak tworzyć bez końca. Tu jednak należy się mała uwaga. Są liczne minusy takich krótkich, skrótowych publikacji swoich korzeni. Nie wszystko można zmieścić w dwóch czy czterech wersach. Chwalenie się swymi przodkami, nie wszystkim przypada do gustu. Sam jestem tego przykładem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto wyskoczy z dziadkiem służącym w wermachcie. Ale to wina Tuska. Od wrogości do niego rozpowszechniło się to powiedzenie. Ciekawe czy do tej rewelacji przyczynił się ktoś z koleżanek lub kolegów genealogów? Poszukiwaczy takich sensacji odsyłam do badania swoich korzeni. Niech się przekonają, gdzie i w jakim wojsku mógł służyć ich przodek, podczas kiedy, przez 123 lata nie istniało państwo polskie. Mój dziadek będąc potomkiem Niemca, służył w wojsku austriackim. Mam się tym smucić, czy cieszyć? Stopniując zaborców na Niemiec – zły, Austriak – taki sobie, Rosjanin – ten dobry zaborca, mój dziadek wypada pośrodku? A więc płakać, skakać z radości, czy siedzieć cicho? Chwalenie się pochodzeniem szlacheckim mam z głowy. Nawet, gdyby jeszcze do dziś obowiązywały tytuły szlacheckie i związane z tym przywileje, miałbym na nie szlaban. Ostatnie wersy poświęciłem etymologii mojego nazwiska pochodzącego od nazwy nadwiślańskiego regionu leżącego pod Warszawą. Fakt ten dodał mi skrzydeł, a w szufladzie mojej przybyło sporo wierszy poświęconych Urzeczu.

Są czasem takie chwile gdy, genealogię pisze się przez łzy. Świat się wali, serce krwawi. Ręka drży a głos się dławi. Choroba, cierpienie, zgon. The Show Must Go On. Bo to jednak wielka sztuka. Serca się nie da oszukać? Wysiłek wielki, chwila trwożna. I pytasz siebie – Czy tak można?.

W nocy po Trzech Króli
w objęcia Najświętszej Matuli
zabrał moją matkę Śmierci kosy świst.
Ostatnią z Baumów. Last but not least.

≈~≈

To był szok, gdy dowiedziałem się o raku,
To był nokaut zapierający w piersi dech.
Czekałem cudu, Niebios najmniejszego znaku
I w jednej chwili power we mnie zdechł.

Wiersze dotyczą moich rodziców. Jeszcze dziś, po wielu latach, podobnie te wersy przeżywam. O rozwodach przemilczę. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Te słowa słyszą wszyscy katolicy przy okazji ślubów. Na pamięć powinien je znać kapłan udzielający ślubu. Zastanawiam się jednak, jak to jest możliwe w przypadku rozwodu kościelnego konsumowanego przez 24 lata małżeństwa. Zwłaszcza, gdy jego owoce chodzą po świecie? Czy to znaczy, że sędzia kościelny dając rozwód nie jest człowiekiem i stawia się na równi z Bogiem? Co Bóg złączył – CZŁOWIEK NIECH NIE ROZDZIELA! Nie wiadomo o co w tym wszystkim chodzi, a jak nie wiadomo o co chodzi… jednego z warunków rozwodu, choroby psychicznej nie wykluczam.

Ostatnim punktem konspektu powinno być zakończenie. Zazwyczaj jest to podsumowanie całego omówionego tematu. Daruję to sobie, oraz wszystkim czytającym te słowa. Zachowam się jak przedstawiciele obecnej klasy rządzącej, którzy po wygłoszeniu tego co mieli powiedzieć, opuszczają pospiesznie zaskoczonych dziennikarzy. Oni robią tak pewnie dlatego, by naród przespał się z tym tematem. Ja siedzę w domu, bo jest pandemia. I Serce mnie boli, bo znam przyjemne metody zarażania.

Jerzy Wnukbauma