„Gdzie Krym” – postscriptum

Cztery lata temu zamieściłem na stronie genealodzy.pl artykuł pt.”Gdzie Krym”, opisujący moje zmagania w poszukiwaniu stałego miejsca zamieszkania, lub tymczasowego pobytu moich przodków. Chciałem w nim (w artykule) pokazać, że nazwy niektórych miejscowości mogą dać nieźle popalić poszukiwaczom korzeni. Czy mi się udało? Myślę, że artykułem tym mogłem zniechęcić, a nawet zdołować, część początkujących genealogów. Porozrzucane po całej Polsce liczne; Górki, Wólki, Zalesia, Sosnówki, Brzeziny, Podzamcza nie zachęcają do wyruszenia w Polskę, by na miejscu sprawdzić, czy chodzi o tą właściwą. Postanowiłem naprawić swój błąd i pokazać, że z bliźniaczych nazw miejscowości można też się pośmiać. Chociaż wiersz piszę w pierwszej osobie liczby pojedynczej, moja wierszowana podróż jest wyłącznie wynikiem mojej wyobraźni. Mgły mózgowej. Jest także reakcją na słowa pewnej katechetki o plemnikach i prezerwatywie. Pandemia nadal szaleje. Siedzę murem w domu. Rusza mnie za to głupota ludzka.

Na Urzeczu jest cudownie!

Poznałem ją na Twiterze.
Pisała o wszystkim szczerze.
Nawet i o tym, gdy byłem ciekawy
jak zapatruje się na „TE” sprawy.
Odpisała mi jednym zdaniem –
„Sex jest Ok – lubię bzykanie!
Po czym dodała kilku słownie;
„P.S. Przyjedź do Czerska. Tu jest cudownie.
Czekam na Ciebie na dworcu w Czersku.
Come ower” – dodała po angielsku –
„Poznasz mnie, bo noszę okulary
i trzymać będę nenufary”

 

Na mapie znalazłem drogę do Czerska –
Z Kielc do Czerska to podróż pionierska.
Wieczorem w Czersku w letnią sobotę
na dworcu spotkałem jedną istotę;
Miała okulary, lecz coś nie tak,
bo w rękach jej, nenufarów brak.
Szybko mi jednak przeszła zagwozdka.
Brak lilii wodnych to błahostka,
bo panna ładna i sama jedna.
Więc przystąpiłem z miejsca do sedna.
– Bądź mi rusałko moją przewodniczką?
Poszliśmy razem wąską uliczką.

Z zapoznaną wcześniej młódką
doszedłem do przystani z łódką.
Staw był spokojny, niebo pogodne,
w dali bieliły się lilie wodne.
Podpłynąłem do kwiecia w stawie…
W oddali ostrów. Tu się zabawię,
lecz najpierw zerwę jej nenufary.
Warta dziewczyna jest tej ofiary.
Jak tu głęboko? Licho go wie!
Kur…! Pardon  – Sacrebleu!
Zakląłem bo zeskoczyłem z ławki
i woda sięgała mi za pośladki.

Dość długo brnąłem po pas w mazi,
w me slipy coś śliskiego włazi.
Wyszedłem z wody, dosiadłem ławki
I odrywałem z nóg mych pijawki,
Na kilku z nich zrobiłem wet –
tych co z męskości zrobiły flet.
To co przed chwilą stało jak drut
skarlało z zimna i było kaput.
Panna stanęła przy mnie w rozkroku,
(foczka jej była tuż przy mym oku)
Gdy wycierała mi plecy ręcznikiem.
Ja posłużyłem się językiem.

Nazajutrz śledziłem ją lornetką.
I wiecie co. Była katechetką.
Nazajutrz dla niej inny chłopiec,
rwał w stawie nenufarów kopiec.
Później w języku też miał ratunek
bo nosił w slipach opatrunek.
Dziś gdy się człowiek nad tym głowi,
dobrze wiedziała wtedy co robi,
bo wysyłając nas po grążel,
miała przyjemność i nie zaszła w ciążę.
Wróciłem do domu i jasna cholera
Przez miesiąc nie tknąłem komputera.

Gdzieś po miesiącu, no może dwóch,
wstąpił we mnie odważny duch,
wszedłem na portal społecznościowy…,
z myślą, że stworzę tu status nowy
i własną śliną żem się zadławił.
e-mail wysłała – „Gdzieś ty bawił?”
Więc odpisałem jej tonem szorstkim;
„Byłem u Ciebie w Czersku. W Pomorskim!”
Odpisała, że jestem dzieckiem,
bo mieszka w Czersku – w Mazowieckiem -,
że nenufary kwitną cudownie…
Znalazłem jej Czersk. Jadę ponownie.

Jerzy Wnukbauma