Jechałem z żoną do Poznania

Przerwa, przerwa i po przerwie. Wreszcie się z lenistwem zerwie. Będę robił to co lubię, swoim hobby się pochlubię. Poodwiedzam znów archiwa, nowych krewnych poprzybywa, wpłacę tam i tu co łaska, nowych aktów zdjęć natrzaskam. Będę się uczył i się nie nudził i poznam kilku wspaniałych ludzi. Jednak najbardziej sobie cenię, nasze zebrania w Świętogenie. Jest także minus z goryczy dozą – Zajmę się kurcze życia prozą?

Jechałem z żoną do Poznania.
Mam tam „rodzinkę” do zbadania.
Od Kielc pojazdem kieruje żona.
a ja robiłem za jej patrona.
Przed nami Kalisz. Duże miasto.
Zamiast betonu wolę drzewiasto.
Mówię więc żonie – Paliwo spalisz!
Jest objazd. O tam! Mijaj Kalisz!
Jak rozprawiła się moją opinią?
Warknęła na mnie – Jurek ty świnio!
Prawdę mówiąc mogła mieć rację.
Zależy gdzie wstawiła spacje.
Jerzy Wnukbauma