Kobiety, dzieci i ryby…

Ani się obejrzałem jak zindeksowałem prawie wszystkie księgi z parafii Sędziszów. Oprócz Sędziszowa indeksowałem także inne świętokrzyskie parafie. Parafie, za każdym razem to podkreślam, nie będące w kręgu mojego zainteresowania. Prawie codziennie, z małymi przerwami, wyłuskiwałem ze sfotografowanych w AP Kielce ksiąg, istotne dla poszukiwaczy korzeni dane genealogiczne i zapisywałem je w odpowiednich arkuszach w formie cyfrowej. Poświęciłem kilka ładnych lat na żmudną pracę przy komputerze. Lata samozaparcia i wielu wyrzeczeń. Lata zysków i strat. Strat w postaci kilku wyeksploatowanych komputerów. Zysków, bo przybywało mi indeksów na liczniku. Czerpałem też małe korzyści, a mianowicie, poszerzałem swoją wiedzę. Natrafiałem też na ciekawe akty tzw. perełki. Podczas indeksacji, prócz poszerzenia wiedzy o mieszkańcach świętokrzyskich wsi, towarzyszyły mi różnego rodzaju przemyślenia. Nazbierało się ich trochę. Starczyłoby na mały zarys mieszkańców niejednej parafii. W przypadku Sędziszowa od XVII, do XX wieku. Dokładniej od 1632 do 1900 roku. Może kiedyś skuszę się na takie opracowanie. Dzisiaj jednak nie pora na „naukowe” podsumowania. W świetle protestów kobiet na ulicach polskich miast, poruszę temat „Piekła Kobiet” w świetle dotychczas zindeksowanych przeze mnie archiwalnych ksiąg.

Aby odnieść się do zagadnienia nierówności płci, trzeba sięgnąć do samego początku. Do Adama i Ewy. Wydaje mi się, że sam proces stworzenia przez Stwórcę kobiety jest dla kobiet trochę upokarzający. Dlaczego? Bo do jej stworzenia wystarczył Panu Bogu tylko gest, skinienie, klaśnięcie w dłonie lub wypowiedzenie krótkiego słowa, np. – Niech się stanie, czy jak w przypadku Adama – „Uczyńmy człowieka na nasz obraz…” Przy całej boskiej wszechmocy kobieta została jednak stworzona z kawałka gnata – żebra Adama. Pramatce Ewie przypisuje się też grzech pierworodny. Adam potraktowany jest w Biblii znacznie łagodniej. Występuje w niej jako pierwsza ofiara babskiego kuszenia. Zrobił swoje i za babskie grzechy musiał odejść z Raju. Do dzisiaj w kościele uważa się, że za sprawą biblijnej Ewy na świat przychodzą owoce grzechu pierworodnego. Owszem! To są zapożyczenia ze Starego Testamentu. Z wiary Starszych Braci w Wierze. Jednak jakby nie patrzeć różnicowanie płci jest; przejęte, kontynuowane i starannie eksponowane przez Kościół. Po wsze  czasy.  Amen.

Wróćmy jednak do metrykalnych ksiąg. Przy poprawności pisowni męskich nazwisk, pozwalających dokładnie wskazać kto jest kim, w starych księgach występują gramatyczne rozbieżności żeńskich odpowiedników nazwisk. Konia z rzędem temu kto wytypuje poprawnie nazwisko: Wojciechowej, Janowej, Wojcieskiej, Pawłowej… Bóg jedyny wie czy Kowalowa, Kowalszczonka, Młynarzowa, Stelmaszczonka, Piwowarczonka są nazwiskami czyichś  przodkiń, czy też określeniami zawodów ich mężów lub ojców. Nie lepiej jest gdy chodzi o imiona. Wszystkie żeńskie imiona występują w dosyć wąskim zakresie. W parafialnych księgach dominują Marianny, Katarzyny, Agnieszki, Zofie. Nic lub prawie nic poza nimi. Tylko sporadycznie występują Ewy, Barbary, Genowefy, Balbiny, Kunegundy… Do końca XIX wieku żadnej Marii. To imię zarezerwowane było wyłącznie dla Najświętszej Marii Panny. Pod koniec indeksowanych przeze mnie parafii, nieśmiało pojawiają się żeńskie odpowiedniki męskich imion – Bronisława, Władysława, Stanisława, Leona, Julianna, Eugenia, Aleksandra… Na niektóre, dzisiaj pospolite imiona kobiet takie jak; Irena, Celina, Paulina, moda zapanowała stosunkowo niedawno. Mniej więcej w tym samym czasie za sprawą mody coraz częściej rodzice nadawali dzieciom więcej niż jedno imię. W drugiej połowie XX wieku w parafialnych księgach, pojawiają się obce imiona; Megan, Syntihia, Izaura, Tatiana… Dałem temu wyraz w wierszu „Odbieram wnuka z przedszkola na Woli”.

W starych księgach urodzeń i małżeństw zauważyłem też inne znamiona dyskryminacji kobiet. Czytając i analizując wszystkie księgi urodzeń, które przeszły przez moje ręce, niejednokrotnie zastanawiałem się czy na chrzcie dziecka była obecna jego matka. W końcu, kilka godzin po porodzie była w nie najlepszej formie położnicą. Stosowany w księgach urodzonych szablonowy zapis nie pozwala jednoznacznie tego potwierdzić lub wykluczyć. Z aktów wiadomo tylko, że dziecko płci takiej a takiej jest „zrodzone z jego żony…”. Szablonowy zapis aktów urodzeń pozwala też szybko określić moralność kobiet. W znacznej większości aktów urodzeń w których urodzenie dziecka zgłasza akuszerka, matką jest niezamężna panna lub wdowa. Przy wdowach rekordzistkach widnieją zapisy księdza o kilkuletnim stażu bycia singielką. Jako ciekawostkę podam, że spotkałem się z dzieckiem urodzonym dziesięć lat po śmierci… Tu zrobię krótką pauzę, gdyż długo zastanawiałem się jakie nazwisko wpisać nowonarodzonemu dziecku. Osobą zgłaszającą była akuszerka, były mąż matki dziecka nie żył od lat, biologicznego ojca brak, przy matce adnotacja, że od dziesięciu lat jest wdową, w akcie podane było jedno nazwisko matki. Bóg jeden wie czy zmarłego męża, czy jej panieńskie. W tym przypadku pomocnym okazał się indeks urodzonych znajdujący się na końcu księgi. Nie zastanawiając się, wpisałem zapisane w nim nazwisko. Nieznaczny procent pozostałych aktów zgłaszanych przez powiwalne babki, stanowią wdowy, których mąż zmarł w wymaganym dziewięciomiesięcznym okresie przed rozwiązaniem. Tu wszystko było ok.

Zdawałoby się, że księgi małżeństw pozbawione będą zróżnicowania przez kościół katolicki kobiet i mężczyzn. Bo niby w jaki sposób miałoby dochodzić do nierównego traktowania płci. Do kościoła zgłasza się kawaler lub wdowiec. Poślubia przed ołtarzem pannę lub wdowę. (Pomijam rozwodników. W starych księgach na rozwodników natrafiłem tylko raz. Drugim niecodziennym przypadkiem na jaki natrafiłem był kościelny rozwód konsumowanego przez dwadzieścia kilka lat małżeństwa). Ksiądz błogosławi i po sprawie. Owszem! W przypadku facetów tak się sprawy mają. W przypadku kobiet kościół katolicki wymyślił jeszcze jeden pośredni stan cywilny. W wolnym tłumaczeniu – niepełna dziewica. Półdziewictwo? Wątpliwe dziewictwo. Co to znaczy? Sam zachodzę w głowę czy były to panny z dzieckiem, panny z widocznie zaokrąglonym brzuchem, czy Młode zdradzające na spowiedzi kontakt przedmałżeński z przyszłym mężem. Całe szczęście, że ten okres dyskryminacji kobiet nie trwał długo i odszedł(?) w zapomnienie.

W kościelnych woluminach, równość panuje dopiero w księgach zgonów. Nic dziwnego, bo po śmierci wszyscy jesteśmy równi. Wspomagając się jednak alegatami, dochodzę do wniosku, że jest to remis  ze wskazaniem na płeć piękną. W alegatach znaleźć można dokumenty świadczące o tym, że kobiety poruszały niebo i ziemię, by dowiedzieć się kiedy i gdzie zmarli ich mężowie. W swojej „karierze” napotkałem na kilka takich przykładów. Jeden z nich, dotyczący moich korzeni, opisałem w artykule „Walecznych tysiąc”. Do dziś zastanawiam się jak niegramotna, niezbyt zamożna wieśniaczka wiedziała gdzie i jak szukać śladów zmarłego męża?  Nie należę do grona męskich szowinistów, którzy mówią, że szukały bo ich „tyłki swędziały”. W załatwianiu formalności przed ponownym zamążpójściem prawdopodobnie pomagali im księża i urzędnicy.

Ktoś mądry kiedyś napisał: „Myślę, że kobiety są niemądre udając, że są równe mężczyznom. Są znacznie lepsze i zawsze były. Cokolwiek dasz kobiecie ona to powiększy. Jeśli podasz jej nasienie, da ci dziecko. Jeśli dasz jej mieszkanie, ona da ci dom. Jeśli dasz jej artykuły spożywcze, da ci posiłek. Jeśli uśmiechniesz się do niej, da ci swoje serce. Pomnaża i powiększa to co jest jej dane. Więc jeśli dasz jej bzdury, przygotuj się na tonę gówna.” Tym wulgarnym zakończeniem wpisałem się w retorykę haseł protestujących kobiet. Rozumiem je i jestem za. Popieram je i wierzę w ich mądrość i zwycięstwo. Czy zwyciężą? Nie wiem tego. Każda kropla drąży skałę. Mądrością już się wykazały nie słuchając nawoływań Premiera, by protesty przenieść do sieci. Złowione w sieci ryby, głosu nie mają.

Jerzy Wnukbauma