Nową przypowieść Polak sobie kupi!

W poszukiwaniu archiwalnych śladów, po zamordowanym w czasie II Wojny Światowej przez Niemców w Nowej Słupi wujku mojej żony, natrafiłem na ciekawą internetową stronę. Jest to prowadzony przez Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami portal. Moim zdaniem może on być kopalnią wiedzy dla genealogów. Jak sami o sobie piszą „budują największy zbiór świadectw ludności cywilnej w okupowanej Europie dostępny online. Stworzone przez OBnT „Zapisy Terroru” są nowoczesnym przedsięwzięciem z pogranicza badań naukowych, popularyzacji historii i szeroko rozumianej pamięci narodowej”. Opublikowane tam zeznania świadków niemieckich i sowieckich zbrodni popełnionych na Polakach w latach 1939 – 1945 roku, są dopełnieniem losów naszych bliskich. Materiały pochodzą ze zbiorów IPN. Większość z nich zaczyna się według schematu.

….. dnia… Ja ……z Referatu Śledczego MO w …. działając na mocy art. 20 przepisów wprowadzających KPK, art. 257 KPK, z powodu nieobecności Sędziego na miejscu, wobec tego, że zwłoka groziłaby zanikiem śladów lub dowodów przestępstwa, które do przybycia Sędziego uległyby zatarciu. Zachowując formalności wymienione w art. 235-240, 258 i 259 KPK, przy udziale protokolanta …….. którego uprzedziłem o obowiązku stwierdzenia swym podpisem zgodności protokołu z przebiegiem czynności, przesłuchaniem niżej wymienionego w charakterze świadka. Świadek po uprzedzeniu o ważności przysięgi złożył przypisaną przysięgę, został pouczony o prawie odmowy zeznań z przyczyn wymienionych w art. 104 KPK, odpowiedzialności za fałszywe zeznanie w myśl art. 140 KK.

Brrr! Brzmi groźnie. Urzędniczy język na samym wstępie działa deprymująco na świadka i może odnosić odwrotny od zamierzonego skutek. Miast otworzyć się, świadek może milczeć. Przysięga, uprzedzenie o obowiązku, pouczenie o odpowiedzialności karnej – straszą i zamykają usta. Groźba zaniku śladów lub dowodów przestępstwa do chwili przybycia Sędziego, paskudnie kojarzy się z Kodeksem Karnym. Lecz ten wymyślny, formalistyczny wstęp to nic innego jak wymóg prawa. Pouczenie, podanie podstaw prawnych – bez tego ani rusz w poruszaniu się po meandrach prawa. Dalej już normalnie. Zeznania wezwanych i pouczonych o odpowiedzialności karnej świadków.

Niestety nie znalazłem nic o wujku mojej żony. Jego tragiczna historia nadal pozostaje tajemnicą i podejrzewam, że już nią pozostanie. Więcej szczęścia miałem przeglądając zeznania świadków pochodzących z Kielc. Znalazłem tu zeznanie mojego wujka, szwagra mojego ojca, który opisuje warunki panujące w dwóch obozach pracy (dla Żydów i dla Rosjan) znajdujących się przy Hucie Ludwików. Przeglądając zeznania świadków zastanawiałem się dlaczego skazano tylko nielicznych zbrodniarzy. Większość panów życia i śmierci uniknęło odpowiedzialności karnej. Pocieszające jest jednak to, że nie uniknęli kary moralnej. Sam fakt, że byli przesłuchiwani przez polskich prokuratorów i zginali przed nimi karki mówiąc o polskich bohaterach i patriotach, o czymś świadczy. Odnośnie zabijania bezbronnej ludności cywilnej, w tym kobiet w ciąży i dzieci, zasłaniają się niepamięcią i wykonywaniem rozkazów.

Państwo polskie jako jedno z pierwszych okupowanych, europejskich państw, powołało do życia mocą dekretu z dnia 10 listopada 1945 roku Główną Komisję Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Zakresem jej działania było zbieranie materiałów i badanie zbrodni niemieckich popełnionych w latach 1939 – 1945 w Polsce lub poza jej granicami w stosunku do obywateli polskich lub osób narodowości polskiej, oraz cudzoziemców którzy w czasie okupacji przebywali w Polsce. Do jej zadań należało także; kierownictwo i uzgadnianie prac Okręgowych Komisji i innych instytucji o pokrewnym zakresie działania. Komisja wydawała i ogłaszała też materiały i wyniki swoich badań.

W 1949 roku Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich została przemianowana w Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich. O ile pierwszy okres działania Komisji wypełniony był głównie czynnościami śledczymi i dokumentacyjnymi, o tyle lata 1949 – 1965 stały się okresem impasu działań tej instytucji. Złożyło się na to wiele czynników m.in. brak akt dokumentujących popełnione zbrodnie – większość z nich uległa celowemu zniszczeniu przez cofających się Niemców. Te które przetrwały, były skrupulatnie zbierane przez wyspecjalizowane oddziały NKWD i wywożone w głąb Rosji. Nie bez znaczenia jest także wymordowanie przez obu okupantów polskich elit i dojście komunistów do władzy. Dla nich po 1949 roku priorytetowym celem było szukanie i rozliczanie się z wewnętrznymi „wrogami ludu” a nie ściganie wojennych zbrodniarzy.

Zmiana nazwy Komisji w 1949 roku z Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich na  Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich choć może sugerować zmniejszenie odpowiedzialności Niemiec i przeniesienie jej tylko na hitlerowskich oprawców – spowodowane było względami przyjaźni z nowo powstałą Niemiecką Republiką Demokratyczną – NRD. W 1965 roku wskrzeszono działalność Komisji i wzmożono prace archiwalno-dokumentacyjne. Rozpoczęto działalność naukową. Podjęto wysiłek sprowadzenia akt ze Związku Radzieckiego.

Reaktywacja Komisji wiązała się z realnym zagrożeniem przedawnienia zbrodni popełnionych przez Niemców na Polakach w latach 1939 – 1945 roku. Zbieranie zeznań świadków trwało do końca lat 80 ubiegłego wieku. Jednakże ogrom przestępstw popełnionych przez Niemców w czasie II Wojny Światowej, nie został dostatecznie rozliczony przez sądownictwo polskie i RFN.  W konsekwencji udało się stopniowo wymazać z pamięci narodów fakt stosowania zbrodni i terroru oraz genocydu  ludności polskiej na dotąd niespotykaną skalę. Opinii publicznej wpajano przekonanie, że osądzono już wszystkich zbrodniarzy wojennych, których udało się ująć i dalsze szukanie  wojennych przestępców jest bezowocne i bezzasadne.

W ocenie niemieckich sądów, niektóre zbrodnie wojenne mieściły się w: –  „dozwolonym zwalczaniu partyzantki”, „podjęciu przez polskich cywilów walki z niemieckim wojskiem” „niepodporządkowaniu się ludności cywilnej niemieckim poleceniom”, „próbami ucieczki”… To tylko nieliczne przykłady postanowień niemieckiej prokuratury i niemieckich sądów. Czarę goryczy przelewały też PRL -owskie „wymiary sprawiedliwości” przypisując część zbrodni na Żydach i Polakach żołnierzom Polski Podziemnej, wiernych do końca swoich dni Polsce. „Polskie obozy” to nic innego jak pokłosie starych zaniedbań i błędów popełnionych przez rodzimych komunistycznych prominentów mających decyzyjne role. Ich „wicie, rozumicie towarzysze” na długie lata zamiatało pod dywan wiele istotnych spraw. Takie postępowania determinowały proces wychowania i kształtowania świadomości młodych pokoleń Europejczyków i Amerykanów. Niemałą rolę odegrały w tym światowe media. Robią to zresztą nadal, zniekształcając fakty i mocno naginając historyczną prawdę.

Ostatnie zawirowania związane z nowelizacją ustawy o IPN zbudziły demony i przyczyniły się do powstania na ten temat wielu mitów i nieporozumień. Przeciwnicy zmian zadają masę pytań i wysuwają wiele wątpliwości. Straszą, że ustawa w nowym kształcie może mieć wpływ na świadków, którzy zdecydują się opowiedzieć o tym co widzieli, słyszeli i zapamiętali. Ktoś mądry kiedyś powiedział – „Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Jedno jest pewne – trwa wyścig z czasem. Swoich dni dożywają nieliczni już świadkowie hitlerowskiego i sowieckiego ludobójstwa. Czas pokaże czy sprawdzi się ponadczasowość szesnastowiecznej Pieśni Jana Kochanowskiego, który pisał; „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i po szkodzie, i przed szkodą głupi.”

Jerzy Wnukbauma.

Jeśli ktoś zna powód

Jeśli ktoś zna powód …

„Jeśli ktoś zna powód dla którego ci dwoje nie mogą się połączyć węzłem małżeńskim, niech przemówi teraz, lub zamilknie na wieki”. Ta formułka na ślubach kościelnych w Polsce, nie jest wygłaszana. To przypisywane księdzu zdanie, ciśnie mi się na usta, gdy czytam prasowe informacje stawiające naszych przodków w innym, niepochlebnym świetle. Chcę wtedy powiedzieć – Gościu przemów! Masz swoje pięć minut! Mów prosto z mostu. Nie owijaj w bawełnę. Podaj; fakty; nazwiska, imiona, daty… Mów; kto?, co?, gdzie?, kiedy? Albo zamilknij na wieki! Przypisywanie całemu narodowi win jednostki jest niedorzeczne i krzywdzące. Podejrzewam jednak, że wtedy podniesie się rwetes, że zamykam komuś usta, lub o zgrozo – życzę komuś śmierci. O łyknięciu czegoś z mlekiem matki, nie wspomnę.

Już na początku zmagań genealogicznych, zdawałem sobie sprawę, że wszystkie; wykresy przodków, drzewa genealogiczne, tabele, raporty i wszystkie badania wzięte razem, nie wystarczą. Że trzeba będzie kiedyś usiąść, zebrać to wszystko w całość i opisać to dokładnie i obiektywnie. Wreszcie przyszedł ten czas i „… doświadczenia, o których napiszę, nie są objęte zwolnieniem z restrykcji, jakie przewiduje ustawa o IPN. Po wejściu w życie ustawy nie mam zamiaru zaprzestać mówić i pisać o tym, co widziałam i słyszałam.”

Powyższy cytat pochodzi z felietonu Joanny Szczepkowskiej „Poczucie wspólnoty” zamieszczonego w  lutowym weekendowym wydaniu Rzeczpospolitej Plus Minus. Przywłaszczyłem sobie ten fragment jej tekstu. Myślę, że autorka mi wybaczy. Puści płazem jak Mariuszowi Błaszczakowi, który sięgnął do innego jej powiedzenia – o upadku komunizmu w Polsce. Pan minister „zapożyczył” całą jej wypowiedź i na dodatek określił nową datę tego ważnego wydarzenia. Ja zerżnąłem tylko mały fragment jej przemyśleń i w moim przypadku, to nie plagiat i nie dobra zmiana, lecz co najwyżej facebookowe; „Lubię to”. A skoro lubię – to i „Udostępnij”.

Co ja wiem o moich przodkach? Na początku mojej zabawy w genealoga, myślałem, że wiem o nich prawie wszystko. Prawie wszystko, bo na genealogicznym starcie, opierałem się wyłącznie na rodzinnych przekazach. Z góry zakładałem, że informacje pochodzące z ust najbliższych mi osób, są niebudzącymi żadnych wątpliwości pewnikami. Myliłem się? To był mój błąd. Nie brałem pod uwagę, że ktoś może wiedzieć o moich przodkach więcej i lepiej, niż moi najbliżsi. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że moja wiedza to zbiór; fałszywych tropów, nadinterpretacji, błędów w rozumowaniu i pojmowaniu rzeczywistości. Że zajmuję się powtarzaniem zasłyszanych fam. Że cechuje mnie nieznajomość  dokładnych realiów historycznych, religijnych, społecznych i obyczajowych. W ten sposób dzięki całej rzeszy znawców spraw polskich, ludzi „wszechstronnie wykształconych i lepiej znających fakty”, wpadam w kompleksy i wychodzę na wielkiego ignoranta. Lecz nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jestem bogatszy o „nową wiedzę”. Nie muszę martwić się na zapas, że zejdę z tego świata nieświadomy. Fack! A mogłem przecież żyć nieświadomie, ale za to długo i szczęśliwie.

Tydzień temu córka poprosiła mnie o wysłanie na jej pocztę, skanów obozowych pamiątek po jej prababci, a mojej matecznej babce. Ostro zabrałem się do pracy. Poszło szybko, bo niewiele tego było. Kilka zdjęć zrobionych przez wyzwalających obóz amerykanów, dokumenty, adresy kilku internetowych stron i tyle. Reszta pamiątek po babce przepadła bezpowrotnie. Większość z nich zniszczyła sama babka. Nigdy nie mówiła o swoich przeżyciach. O jej losie dowiedziałem się od ojca. W odróżnieniu od matki izraelskiego dziennikarza, matka mojego ojca nigdy nie mówiła w języku Goethego, Wagnera, Hitlera, Eichmanna i Reinefartha. Nigdy nie mówiła, choć doskonale znała jego represyjno-rozkazujące zwroty. Nie mówiła, że ratowała Żydów. Od ojca wiem, że chociaż sami przymierali głodem, babka przerzucała chleb przez mur głodującego getta. Nie słyszałem, czy ktokolwiek ratował moją babkę w okupowanej Warszawie. Wraz z córką trafiła do „polskiego obozu” na terenie III Rzeszy. Nie mogła tam liczyć na Sprawiedliwego Niemca. Po Jałcie nie mogła liczyć już na nikogo. Przeżyła i doczekała wyzwolenia obozu w którym było jej tak dobrze, że wyzwalający obóz żołnierze amerykańscy dopuścili się samosądu na niemieckich strażnikach. Rozstrzelali 560 SS-manów – członków załogi obozu i żołnierzy Waffen-SS. W 1945 roku wróciła do umarłego miasta i domu którego nie umiała zlokalizować wśród stosów gruzu. Wysłane córce do USA materiały miały posłużyć mojemu wnukowi do lekcji poglądowej w szkole. Nie przydały się. Były nie na temat. Nie mówiły nic o holokauście.

Nie znam się na ludziach. Zresztą, na przyjaciołach ludzi też nie. Przeżyłem tyle lat i do tej pory nie wiem; czy dobry pies jest wtedy gdy szczeka i gryzie, czy jest dobry dlatego, że przy powitaniu chce mnie zalizać na śmierć. Nie jestem święty, ale sięgnę po argumenty św. Augustyna, który mówił że człowiek jak pies musi strzec swojej trzody, lecz czasem musi zaszczekać by ostrzec o grożącym niebezpieczeństwie. Jednej rzeczy święty nie wziął pod uwagę. Człowiek nie zawsze strzeże swojej trzody. Potrafi też nieźle skalać swoje gniazdo i szczekać bez konkretnego zagrożenia. Słuchając takiego szczekania, upewniam się w przekonaniu, że wszystko co zostało pozamiatane pod dywan przez pokolenia naszych rodziców, dziadków i pradziadków, wraca do nas z niewspółmierną siłą. Sprawy kiedyś nadzwyczaj ważne, niewyjaśnione we właściwym czasie (i miejscu) pozostawione samemu sobie, odżywają na nowo i na dodatek zaczynają żyć swoim życiem. Niewykorzystane ongiś atuty, mszczą się i dziś wytaszczane są przez ludzi ze specyficznym podejściem do historii Polski. Zresztą. Ludzi takich nie brakuje po obu stronach barykad. Najgorsze, że narzucają sposób swojego myślenia pokoleniu naszych; dzieci, wnuków i prawnuków. Pokoleniu wychowanemu pod kloszem.

„Jeśli ktoś z tutaj obecnych zna powód… , niech przemówi teraz, lub zamilknie na wieki”. Polak od księdza tego nie usłyszy. Od starszych braci w wierze pada za to szereg innych słów. M.in. „polskie obozy zagłady”. Jeśli mają na myśli – „polskie” – bo w tych obozach mordowani byli Polacy różnych wyznań -to jak najbardziej. „Polskie” – bo taki był najczęstszy kierunek powrotów z tych obozów po wyzwoleniu – to zgadzam się z nimi w zupełności. W przeciwnym razie z ich głową jest coś nie tak. Uczestnicząc dzisiaj w ceremoniach ślubnych nie czekam na słowa, które nigdy nie padną. Siedzę i wsłuchuję się w słowa przysięgi małżeńskiej. Czekam na przyzwolenie księdza – Teraz Młodzi mogą się pocałować! Te słowa wróżą długie i szczęśliwe życie pod jednym dachem. Lecz i z tym bywa różnie. Zdarzają się kłótnie, odejścia i rozwody. C’est la vie.

Jerzy Wnukbauma.

Z rodziną…

Gdy masz rodzeństwo; siostry i braci,

wszyscy pospołu jesteście bogaci.

Gdy możesz się tulić do matki i taty,

jesteś szczęśliwy i podwójnie bogaty.

Potrójne bogactwo ci sprzyja,

gdy masz do tego ciotkę i stryja.

Gdy żyją jeszcze twoi dziadkowie,

toś przebogaty – każdy to powie.

Powiedzcie zatem, dlaczego się słyszy;

„Z rodziną wychodzi się dobrze na kliszy!”

Jerzy Wnukbauma

Życzenia świąteczne

Z okazji  Świąt  Bożego  Narodzenia oraz Nowego Roku 2018  życzę wszystkim  naszym członkom , sympatykom oraz  ich  rodzinom , zdrowia , radości , miłości  i  miłych  chwil  przy  wigilijnym stole oraz wszelkiej  pomyślności w  nadchodzącym  roku.