Walecznych tysiąc opuszcza Warszawę.

Walecznych tysiąc opuszcza Warszawę

Przysięga klęcząc; naszym świadkiem Bóg

Z bagnetem w ręku pójdziem w świętą sprawę

śmierć naszym hasłem niechaj zadrży wróg.

I dobosz zagrzmiał już sojusz zawarty

z panewką próżną idzie w bój pułk czwarty.

Julius Mosen

Przeglądając porozrzucane po licznych księgach parafialnych akty moich krewnych, natrafiłem na akt małżeństwa mojej pierwszej kuzynki w czwartym pokoleniu, wnuczki mojego 4x pradziadka. Było to jej drugie małżeństwo. Od niespełna roku, dokładniej …”od 25 lutego roku ubiegłego wdowa po żołnierzu wojsk polskich pułku dwudziestego piechoty liniowej, poległym w batalii pod Grochowem.” Jak chłonny wiedzy studenciak sprawdziłem co na temat bitwy mówią wszechwiedzące Google. Przypomniałem sobie wiedzę o powstaniu listopadowym i o bitwie pod Olszynką Grochowską. Gdy zaspokoiłem swoją wiedzę, pozostała ciekawość – skąd w 1832 roku, kilka miesięcy po bitwie o Olszynkę Grochowską moja pra…kuzynka wiedziała, gdzie walczył i poległ jej mąż.

 

Strategia i taktyka dawnych walk, polegała na zaangażowaniu jak największej ilości wojska i dążeniu do rozstrzygnięcia konfliktów w decydującej bitwie. Drogą do zwycięstwa było wykrwawienie się przeciwnika. Ludzkie życie nie miało wartości. Pojedynczy żołnierz był bezimiennym graczem i nie znaczył nic. Liczyły się rzucane do boju masy „armatniego mięsa”. Po bitwie, świadectwem rozegranych dramatów, były liczne masowe groby rozsiane na szlakach ofensyw. Kryły one anonimowych uczestników walk. Po wsiach i miasteczkach do których nie powróciło kilkudziesięciu lub kilkuset ich mieszkańców stawiano symboliczne mogiły. Zbyt wielu poległych nie miało swojego grobu. Ich ciał nie odnaleziono lub nie zidentyfikowano. Symbolem ich losów są groby nieznanego żołnierza. Te jednak bardziej upamiętniają miejsca stoczonych bitew, niż przywołują ich bohaterskich uczestników. Z czasem zmieniła się strategia i taktyka walk. Po rewolucji technicznej, do dyspozycji armii stanęła rzesza naukowców; konstruktorów, inżynierów, mechaników, chemików, fizyków… Do ich pomocy oddawano nowoczesne laboratoria i instytuty naukowe. Wszechobecne w armii konie, zastąpiono nowoczesnymi środkami transportu. Zapotrzebowanie w paliwo i na surowce strategiczne stało się jednym z głównych działań do ich pozyskiwania. To z kolei spowodowało wytyczanie nowych obszarów w konfliktach zbrojnych. Żołnierzy zaczęto wyposażać w znaki tożsamości – nieśmiertelniki.

 

Nieśmiertelniki, identyfikatory żołnierzy w razie ich śmierci, lub zranienia, zostały wprowadzone dość niedawno. W Polsce zostały wprowadzone po Bitwie Warszawskiej rozkazem z dnia 22.12.1920 roku. Rozkaz ten nakazywał zaopatrzenie w nieśmiertelniki każdego żołnierza i zobowiązywał ich do jego noszenia w czasie wojny (po mobilizacji). Od tego czasu zmieniały się zarówno ich wzory jak i materiały z których je wyrabiano. Niezmiennym jest fakt, że noszący je człowiek-żołnierz jest bezimiennym numerem w machinie wojennej, opętanych manią wielkości szaleńców. Nieśmiertelniki nie stanowią też żadnej gwarancji, że wygrywający wojnę będzie przestrzegał międzynarodowych umów i będzie zainteresowany ustaleniem tożsamości  poległych żołnierzy. Dowodem są liczne przykłady niemieckich i sowieckich władz okupacyjnych, a także rodzimych, powojennych władz komunistycznych, które skupiały się na wyłapywaniu i mordowaniu pozostałych przy życiu żołnierzy. Niechęć okupantów a później komunistów przyczyniły się do tego, że do dziś niewiadomo ilu żołnierzy poległo, oraz kto i gdzie zginął. Dziś wątpliwa jest także szansa jaka pojawiła się ostatnimi czasy. Badania DNA. Jest zbyt kosztowna, a czas nieubłagalnie płynie i robi swoje.

 

W świetle powyższego uzasadniona była moja dociekliwość – skąd w 1832 roku moja pra wiedziała, że  poległ jej niedawno poślubiony mąż i na dodatek skąd umiała dokładnie wskazać gdzie i kiedy zmarł?  Nie była w tym odosobniona. Takich jak ona wdów było tysiące kobiet. Część z nich o śmierci mężów dowiadywała się od ich towarzyszy broni którzy mieli szczęście przeżyć i powrócić do domu. W jej przypadku sprawa też była prosta. By powtórnie wyjść za mąż poruszyła niebo i ziemię by udokumentować fakt śmierci swojego męża. Odszukała dwóch świadków jego śmierci. Złożyła w Sądzie Królestwa Polskiego prośbę o uznanie go za zmarłego. Po uznaniu go za poległego w bitwie, dostała pozwolenie na ponowne małżeństwo. W akcie jej drugiego małżeństwa, ksiądz przy jej nazwisku zapisał – …”od 25 lutego roku ubiegłego wdowa po żołnierzu wojsk polskich pułku dwudziestego piechoty liniowej, poległym w batalii pod Grochowem.” Jak widać zarówno przynależność wojskowa jak i miejsce stoczonej bratali nie były tajemnicą wojskową. Od 31 stycznia 1832 roku powtórnie została mężatką, a wkrótce matką ośmiorga dzieci, w tym trójki przyszłych żołnierzy. O jej pierwszym mężu pisali niemieccy (Polenlieder) i francuscy poeci i pisarze wychwalając męstwo żołnierza polskiego. Z tego czasu w Polsce najbardziej znany jest wiersz Juliusa Mosena, którego przetłumaczone na język polski słowa posłużyły  do skomponowania pieśni o powstańcach listopadowych – „Walecznych tysiąc”. Waleczność jej synów i wnuków opiewali inni, m.in. szwedzka hardrockowa grupa Sabaton. Rodzimi w tym czasie poprzestali na słowach krytyki pod adresem dowódców, popełnionych przez nich błędów taktycznych, rozbudzonych nadziejach, bezsensowności walki. Bo my potrafimy komplikować swoje życie doszukując się Bóg wie czego w powodzie naszych klęsk. Stąd powiedzenie – Mądry Polak po szkodzie. Warto pomyśleć przed szkodą.

Jerzy Wnukbauma.