Syn-minie pismo, lecz ty spomnisz, wnuku ,
Co znika dzisiaj ( iż czytane pędem )
Za panowania Panteizmu – druku ,
Pod ołowianej litery urzędem ;
I jak zdarzało się na rzymskim bruku ,
Mając pod stopy katakomb korytarz ,
Nad czołem słońce i jaw , ufny w błędzie –
Tak znów odczyta on , co ty dziś czytasz ,
Ale on spomni mnie… bo mnie nie będzie !
(C.K.Norwid – fragment „Vademecum ” )
Pisać ? Nie pisać ? Oto jest pytanie ! Sam sobie musisz odpowiedzieć na nie ! Niedawno uslyszalem dwie przychylne opinie na temat moich felietonów . Pierwsza mile połaskotala mnie w okolice serca , druga dała co nieco do myślenia.
Słowa pierwszej opinii padły z ust Pani Prezes ŚTG „Swiętogen ” na majowym spotkaniu naszego towarzystwa. Koncząc komplementy i słowa pochwał Kornelia dodała ,,…Jurek pisze o swojej rodzinie…” Początkowo chciałem zaoponować ,że to licentia poetica , że nigdy tego oficjalnie nie napisałem i nie powiedziałem ,że z mojej strony może to być wymyślona przeze mnie na potrzeby felietonu fabuła wyssana z palca treść… Nie zaprzeczałem , nie polemizowałem i milczłem bo to prawda . Tak . Piszę o sobie i swojej rodzinie.
Piszę o swych przodkach , by w ten sposób utrawlić i przekazać jak najwięcej szczegółów zapamiętanych i przekazanych przez wymarłe już pokolenia moich dziadków oraz odchodzącą generację rodziców . Nie mam niczego do ukrycia i nie mam się czego i za kogo wstydzić . Jest wiele drobnych , malo istotnych informacji , które nie przelane na papier odejdą w zapomnienie . Jak nie opiszę tego dzisiaj to żaden z moich ,, póżnych wnuków ” po kilku czy kilkunastu latach nie będzie znał istotnych zdarzeń czy epizodów z życia swych dziadów i pradziadów. Zdarzeń nie zawsze przekazywanych w sztafecie pokoleń chociażby z tej tylko racji , że dzisiaj z perspektywy czasu wydają się sprawami oczywistymi , błahymi i nie warrtymi zainteresowania. Po zebraniu i przeanalizowaniu te błahe mało znaczące zdarzenia , epizody staja się kluczowe w poszukiwaniach. Umknęłyby gdyby ich nie uwiecznić i przelać na papier ,,w ołowiane litery ”
chociazby w lużne , odręcznie pisane notatki. Piszę bo wolę to robić sam , po swojemu : rzetelnie , zgodnie z prawdą , nie oderwane od realiów historycznych , obyczajowych , regionalnych , prawnych etc .
Jak się pyta to się wie , ale wiedza pozostaje wtedy tylko dla siebie . Gdy ją się przelewa na papier,zasób wiadomości przekazuje się innym . W starym albumie mojej matki zachowało się jedno jedyne mocno
zniszczone zdjęcie jej ojca w mundurze. Z relacji matki jasno wynikało ,że dziadek służył w Wojsku Polskim . Skąd więc na zdjęciu mundur austriacki ? Zacząłem nawet liczyć na palcach jak to zwykle robią
czujni faceci gdy kalkulacja nie zgadza się z wielkością brzucha oblubienicy .
Doliczyłem się ,że w roku 1914 gdy wybuchła pierwsza wojna światowa dziadek był w wieku poborowym , był także poddanym jego Cesarskiej Mości i Franciszek Józef musiał upomieć się o dług wobec ojczyzny . Owszem , zdarzało się ,że zaraz po odzyskaniu niepodległości mundury przejęte z magazynów zaborców stanowiły część wyposażenia rodzaących się polskich sił zbrojnych i w takim umundurowaniu fotograf mógł uwiecznić dziadka tuż po roku 1918 . Ze względu na brak polskich oznak wojskowych wydawalo mi się to jednak malo prawdopodobne toteż na forum genealogicznym poprosiłem o pomoc znawców umundurowania.
Gdy sprawdziły się moje przypuszczenia zapytałem matkę czy jest pewna ,że dziadek służył w WP i usłyszałem że : dziadek był dowódcą drużyny w IV Pułku Piechoty stacjonującym w Kielcach. Babcię poznał gdy odprowadził chorego podwładnego Stanisława Skowrona do domu jego zamieszkania w Kielcach . Musiala mu wpaść w oko i zapaść do serca siostra kolegi z pułku bo spytał jej rodziców czy może w przyszłości być gościem w ich domu i odtąd był jego częstym bywalcem. Po wyjściu z wojska i usamodzielnieniu się oświadczył się mojej babci. Jednym ze świadków na ich ślubie był oczywiście babci brat – Stanisław. To co dla mojej matki było oczywiste dla mnie stanowiło zagadkę. Gdyby nie dociekliwość pozostałyby domysły i dreptanie w miejscu , a przyszłe pokolenia biorąc do ręki fotografię dziadka interpretowały by zdjęcie zapewne po swojemu- Bóg jedyny wie czym się kierując. Opisywane zdjęcie dziadka pochodzi z okresu Pierwszej Wojny Światowej z czasu jego słuzby w wojsku austriackim . Z pobytem na I Wojnie mojego dziadka wiąze się inna ciekawa opowieść matki,którą słyszała od swego ojca będąc dzieckiem . Podczas walk z oddzialami włoskimi jednostka dziadka została okrążona i całkowicie rozbita . Dziadek ocalał lecz w pobitewnym szoku samotnie tułał się dwa lub trzy dni po lesie. Błądząc w końcu wyszedł z powrotem na miejsce walki . Na dyszlu jednego z rozbitych wozów znalazł przewieszony różaniec . Zabrał go ze sobą i szybko oddalił się od miejsca potyczki . Przez całą drogę modlił się przekładając w palcach nanizane koraliki różańca . Pogrążony w modlitwie sam nie wiedział jak i kiedy znalazł się wśród swoich . Podejrzewam , że większość z genealogów przeglądając stare nieopisane zdjęcia z babcinych albumów może snuć równie piękne i ciekawe opowieści . Pod warunkiem , że były wcześniej opowiedziane , utrwalone w pamięci słuchającego i przekazane dalej w formie ustnej , bądż przelane na papier.
Drugi pochlebny głos na temat moich felietonów usłyszałem gdy dałem je do przeczytania mojemu wnukowi. Po chwili oczekiwania oddając mi zapisane kartki powiedział ;-,,Dziadek ! Może być ! Przynajmnie nie trujesz ” . Mało słów , a jakże dużo powiedziane , To krótkie zdanie wnuka też mile połaskotało mnie w okolice serca. Na co dzień jego pokolenie posługuje się równoważnikami , skrótowymi i nowomową ;- Oki ! Spoko ! Dokładnie ! Zajezdziste ! a emocje wyraża emotikonami lub dopiskami typu; hihi , happy lub niezrozumiałą kombinacją znakó pisarskich w rodzaju d;)
Podwójnie szczxęśliwy zacząłem snuć wizje . Może wnuk podąży w moje ślady ? Od żony za całokształt codziennie odbieram pokojową nagrodę z dziedziny literatury No Belle. (cztaj – Nie Pięknej ). Do tej pory nie spotkalem się z głosami krytycznymi ,ale zapewne znajdzie się ktoś , kto na temat mojej TFUrczości myśli tak jak powiedział kiedyś Chopin po koncercie do swej fanki :
Madame klęka i całuje Fryderyka alabastrową dłoń
Poczym wręcza Chopinowi skromną białą różę…
Wstań ! Proszę ! – powiedział mistrz doń .
Tak sobie popi….alam po tej klawiaturze !
Vade mecum-(łac.) – Pójdż za mną
Licentia poetica – artystyczne odstępstwo od norm
Belle – (fr.)- piękna
Autor: Jaduzy
