Maximae cuique fortunae minime credendume est.

Jest stary żydowski dowcip mówiący o tym , że gdy stary Żyd rozpoczynał pracę i wszystko zaczynało się układać a robota paliła mu się w rękach – wietrzył w tym jakiś podstęp opatrzności i płakał. Gdzy zaczynał i szło mu pod górkę cieszył się ,zacierał dłonie i ciężko pracował. Po czasie widzę ,że postępowałem odwrotnie. Cieszyły mnie gładko przychodzące i łatwo dostęone zdobycze a gdy przyszło się zmierzyć z prawdziwymi trudami zaczynały się schody i syzyfowe toczenie głazu po tych schodach.
Poznałem na własnej skórze , że gdy cieszymy się zawczasu póżniej tylko siąść i płakać.
Na począku poszukiwań szło mi jak po maśle. Byłem szczęściarzem. Wszystko czego bym nie tknął zakończone było sukcesem . Pisałem o tym rok temu zamykając i podsumowując pierwszy rok amatorskich poszukiwań . Póżniej: Syzyf , droga pod górkę , mozół i siódme poty . Im głębiej w las tym więcej drzew i wraz z pomnażaniem się przodków było coraz bardziej ciężko. Zgoda nikt nie obiecywał że będzie łatwo ,ale nikt też nie przestrzegał że można stać w miejscu i bić głową w mur. Z kilku powodów. Czasami ja w znacznym stopniu przyczyniałem się do fiaska.

Jeśli miałbym znależć trafne określenie na miniony rok mojej genealogicznej przygody to przyznałbym , że nader często bywałem ofiarą puszczania: z kwitkiem , kantem , w kanł , moich próśb mimo uszu , a nawet prób puszczenia z torbami . Jeżeli chodzi o czynnik ludzki zauważyłem jedną prawidłowość występująca nader często . Ci co powinni być otwarci na bliżniego swego wyznaczają dni i okrojone do granic możliwości załatwienia spraw godziny urzędowania , a w stosunku do genealogów zachowują się jak urzędnicy państwowi . Urzędnicy państwowi natomiast zachowują się jak duchowni i uchyliliby skrawek nieba , gdyby nie te nieludzkie przepisy . Dla nich dedykuję moją parafrazę wiersz znanego pisarza i poety . Wszelkie podobieństwo zachowań występujących w nim postaci do osób jest niezamierzone i przypadkowe.

ZA WCZEŚNIE

W miejskim urzędzie dzisiaj naprędce
Sprawę objaśniam młodej panience
A ona do mnie – „Szanowny panie
Podanie !”

Idę jak zmyty , kreślę trzy słowa
Gdy była dla niej petycja gotowa
Wchodzę i słyszę głosik z daleka –
,,Poczeka !”

Siedzę i czekam godzinę całą
By dziewczę przyjąć mnie zechciało
I pogadało kilka słów ze mną
Daremno.

Jest kilka osób do jej pokoju
Panienka się uwija w znoju
Każdy wychodzi od niej posępny.
Następny !

Wszedłem . Nie widzi mnie nie słyszy
Patrzy w monitor , klika po myszy
Podnosi nagle wzrok dziewucha .
Słucham !

Patrzy , spokojnie dopija kawę
Bierze podanie , załatwia sprawę
Od ręki ,szybko i taktownie .
Odmownie .

Mały souvenir w sklepie kupiłem
I po tygodniu do niej wróciłem
Z nadzieją , że dzisiaj mnie dostrzeże
I bierze.

Nie zniosę więcej z kwitkiem odprawy ,
Gdy nie załatwię mojej sprawy
To się rozgniewam na nią srodze
Wchodzę.

Panna zmieszana czemuś była
Oczy do dołu wstydnie spuściła
I zrumieniła się jak jabłuszka
Po uszka.

Byłem pewniutki że z mej przyczyny
Wtem wiatr firanek ruszył muśliny
I zobaczyłem sprawce rumieńca
Młodzieńca.

Inna dziś była niż przed rokiem
Dałem podanie , rzuciła okiem
I podpisała szybko , porywnie ,
Pozytywnie !

Ostatnio zauważyłem , że moja żona coraz częściej ustępuje mi pierwszeństwa i puszcza mnie przodem . Niezgodne to z savoir vivre chyba raczej z seniores priores ? Gdy spytałem o przyczynę nagłej grzeczności , odparła iż kultura wymaga być uprzejmym dla gości . Fakt coraz częściej jestem w domu gościem , a gdy już jestem też jestem nieobecny – wyalienowany .

Savoir- vivre – zasady dobrego wychowania
Seniores priores – starsi mają pierwszeństwo
Maximae cuique fortunae minime credendume est -Największemu szczęściu trzeba jak najmniej ufac

Autor: Jaduzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *