Na początku genealogicznej drogi większość z nas oczyma wyobrażni widzi nad drzwiami domu swojego przodka połyskujący w pełnym słońcu herb. Chcemy to wykrzyczeć całemu światu. Telefomujemy po całej Polsce w poszukiwaniu „rodziny” nie przepuszczając nikomu kto nazywa się tak samo jak my. Zapraszamy poznanych w ten sposób krewniaków do wspólnej zabawy odszukiwania swych korzeni. Porównujemy nasze drzewka i odnosimy wrażenie, że efekt naszej wspólnej pracy będzie imponujący. Wertujemy herbarze w poszukiwaniu nazwisk , a ściślej mówiąc w dopasowywaniu swego lub spokrewnionego nazwiska do rycinki przedstawiającej herb oraz rodów ,które się nim posługiwały . Dziwimy się,że nazwisk posługujących się jednym konkretnym herbem jest wiele. O wiele za dużo, a przecież godło chciałoby się mieć na wyłączność. Sięgamy po następny herbarz w nadziei , że tym razem jego autor będzie bardziej wiarygodny . Zatwardziali i wytrwali uczą się na pamięć herbarzy , szczycąc się swoją wiedzą i elokwencją. Obnosimy się nim , jesteśmy dumni , szczęśliwi i na równi z naszymi zacnymi przodkami czujemy się nobilitowani . Pod swój znak nie jesteśmy skłonni przyjmować innych osób . Herb jest nasz i wyłącznie nasz . Inni to intruzi i uzurpatorzy podwieszający się do naszego drzewa. Rzadko do początkujących pasjonatów i pomazańców dociera ,że nasi herbowi pradziadowie mogli być gołodupcami z nieudokumentowanym nabyciem szlachectwa , nie posiadającymi licencji lub zadufanymi biednymi jak przysłowiowa mysz kościelna szlachetkami mieszkającymi nieopodal chłopów , którym mogło wieść się lepiej w polu i zagrodzie. Ten drugi nigdy nie odważy się umieścić nad drzwiami herbu . Umieszczał za to podkowę – na szczęście.
Niedawno podczas rozmowy w gronie genealogów z długiego słownego wywodu wpadł mi w ucho fragment zdania mówiący ,że ktoś się podwiesił do starannie opracowanego drzewa. Ktoś wykorzystał luki w aktach i w potężnym zdrowym pniu , umieścił swoją rodzinę. Podwiesił się do gałęzi , która wydawała mu się na tyle solidna , by rozpocząć drogę do światła a prawnie wydająca się na tyle bezsporną by przyjąć i nie odrzucić dzikiego szczepu. Pierwszym moim odczuciem była złość na zachowanie takich osób. Jak tak można. Ktoś w rozrysowanie swojego drzewa włożył wiele pracy , wyrzeczeń , czasu , i pieniędzy po to by ktoś inny korzystał z przygotowanego gotowca , chlubił się , a może i uważał za swoje wiekopomne dzieło . Jest to naganne , lecz zdarza się większy występek. Czasem zdarza się ,że nowo poznany ” krewniak ” okazuje się cwaniakiem. Wyłudzając od nas wiedzę o członkach rodziny przedstawia w sądzie dokumenty i dowody świadczące o prawie do spadku pozostawionego po zmarłych „krewnych”. Do masy spadkowej w postaci kamienic , gruntów , zakładów…. Okradają prawnych spadkobierców lub Skarb Państwa. Trzeba wprowadzić prawo autorskie , zakazać posługiwania się efektem naszej myśli. Łamiących prawo bezlitośnie ścigać i karać. W przeciwnym razie – zmieniam zainteresowania . Będę dla Unii prostował ogórki. Nie chcę być narzędziem w rękach cwaniaków i ich biegłych adwokatów. Po chwili uświadomiłem sobie , że ze skrajności popadam w drugą skrajność potępiając wszystkich w czambuł. Większośc z rasy ludzkiej to normalini ludzie , zwykli zjadacze chleba. W populacji ludzkiej szacuje się nieco powyżej jeden procent różnej maści dewiantów. Dodać do tego gburów , pijaków , głupców , łapowników , aferzystów etc,etc. wychodzi na to , że od czasu do czasu nasze drzewa rodzą tez robaczywki.
W podwieszaniu się pod cudze drzewa i w korzystaniu z pracy innych ja też mam swój wkład. Od lat robię to samo. Posługując się internetem wyławiam z niego wszystkich , których nazwiska mogą być ze mną spokrewnione lub nazywają się tak samo jak ja. Robię to bezkarnie i całkowicie za darmo. W ten sposób mam rodzinę po kądzieli. Jeszcze do niedawna nie było innej drogi znalezienia czegokolwiek a każde próby zbierania informacji o rodzinie kończyły się łapaniem za siekiery przez nowych mieszkańców lub tłumaczeniem na posterunku MO celu wizyty. Nie płacę ani grosza za korzystanie z dostępnych wyszukiwarek , czy stron genealogicznych. Denerwuję się, gdy podczas surfowania w sieci napotykam na coś za co każą mi płacić. Tylko w nielicznych wolnych chwilach jeżdżę po naszej polskiej prowincji. Wtedy sięgam do kieszeni i skupuję jak gogolowski Cziczikow martwe dusze . Tak jak leci byle nazwisko to samo . Nie zastanawiam się kim były za życia . Żadnej nie upiększam nie ubieram w baśniowe szaty aczkolwiek….. Nie jestem pozbawiony ułomności ludzkiej – pychy. Niedawno ucieszyłem się znajdując w internecie osoby o tym samym nazwisku – nauczycielkę aresztowana przez Niemców za tajne nauczanie , wywiezioną i straconą w Auschwitz, oraz małżeństwo odznaczone w 1947 roku za długotrwałe, pięćdzisięcioletnie pożycie przez ówczesnego prezydenta RP Bolesława Bieruta . Znajdując ich ucieszyłem się i czułem się nobilitowany. Rozdzwoniłem się po rodzinie niosąc radosną nowinę. Znając realia historyczne powinienem raczej płakać. W pierwszym przypadku z racji tragicznej śmierci niewinnej kobiety a w drugim z racji przyznania odznaczenia przez majora NKWD, na którego rękach była krew wielu Polaków .
Domus propria,domus optima! Własny dom domem najlepszym.
Autor: SUJ
