Poławiacze pereł.

Była piękna noc. Samotny Zurga spoglądając w rozgwieżdżone niebo pogrąża sie w rozmyślaniach.Pragnie zemścić sie na Nadirze,który zdobył serce ukochanej przez niego Leili i na niej samej za wzgardzenie jego uczucia. Jednocześnie ogarnia go rozpacz,że to właśnie on musiał skazać oboje na okrutną śmierć. Mimo to odrzuca prośby Laili,która błaga go by kazał stracić tylko ją,a ocalił Nadira. Gdy jednak Leila daje mu swój naszyjnik,prosząc aby oddal go jego matce ,Zurga poznaje swój własny dar dla dziewczyny,która kiedyś w grożnym niebezpieczeństwie ocaliła mu życie.W jego duszy zachodzi zmiana ?…..

Podczas odwiedzania archiwów jak poławiacz pereł wyszukuję drogocennych klejnotów zalegających w oceanach akt i w powiązaniu z wydarzeniami historycznymi piszę krótkie notki biograficzne. Może kiedyś wyjdzie z tego zbiór opowiadań lub saga. Być może posłużą komuś z mych zstępnych do nakręcenia na ich podstawie filmu biograficznego lub wystawienia opery.
Opery ? Czemu nie ! Może przejmie pałeczkę,wsłucha się w bicie serca swego ,libretto do podkładu muzycznego bijącego serca-będzie miał gotowe.
Przyznacie też ,że powyższy opis ? poławiaczy pereł ?- opery Georgesa Bizeta ładniej brzmi niż li tylko sama obsada : Zurga,Nadir,Leila,chór…….

Sięgnąłem więc po pióro i zacząłem pisać. Rozpocząłem z zapałem po znalezieniu ze strony matki niemieckich korzeni.Napisałem przedmowę do mojej
opery:
Dzisiaj znalazłem- co mnie cieszy-
Po kądzieli swoich przodków w Rzeszy ,
lecz smuci mnie,że ten który mówił w nadreńskim narzeczu
wymordował w Warszawie mych przodków po mieczu.

Po raz pierwszy ręka zastygła mi w bezruchu i pogrążyłem sie w zadumie. Nie ! Nie mam po kądzieli w swoim rodzie udokumentowanego pruskiego junkra czy hitlerowskiego oprawcy. Nie znaczy to jednak,że go nie mogło być w bocznej linii. Nie szukałem go i nie będę tego robił. Rodzinne drzewko po kądzieli mam rozbudowane od mojego pradziadka Jana Henryka,który ożenił się z Polką i od niego piszę historię polskiego rodu niemieckich osadników
z Hochenbach. Przed nim niemieckich ascendentów potraktowałem prosto w zasadzie prostolinijnie i patrylinearnie ? łun-łunego. Mój niemiecki ? krewniak ?
rozbudował ją od pradziadków z Bechtheim w Nadrenii. Moją gałązkę skończył na dacie urodzenia mojego pradziadka ? Johan Henrich ur. 04.06.1886 roku Galizien -Austria. Na tym koniec. Może i stąd ja niemieckich przodków potraktowałem jak on polskich- po macoszemu. Koledzy i koleżanki mogą mi
……………………………..zarzucić amatorszczyznę. Będą mieli rację. Być może ? kuzyn ? z Reichu liczył,że dalsze losy rodziny dopisze ktoś w Polsce i zaszczepi polską mutację do pnia starego drzewa? Wróciłem więc do pisania.
Nie minęło dużo czasu by za sprawą blogującego prominenta znowu popaść w zadumę i zacząłem się zastanawiać,czy na podstawie zebranych dokumentów mogę coś napisać. Nie dlatego,że nie umiem tego zrobić. Potrafię skreślić pare słów,a fantazji nie brakuje mi na niejedną fabułę. Zastanawiam się,czy zrobię to rzetelnie,czy tylko zgodnie z panującą modą. Targają mną
odczucia czy zdołam ściśle trzymac się realiów historycznych,których jestem zwolennikiem. Po mieczu mam cały naszyjnik perełek mieszczan urodzonych
w Warszawie . Dla kreatorów historii na przemian byli 😕 carskimi poddanymi ?
polskimi świniami i bandytami ? ludem pracującym Stolicy ? zaplutymi karłami reakcji ? heroicznymi powstańcami warszawskimi ?,a ostatnio dla byłego premiera? – straceńcami niepotrzebnie przelewającymi krew ?.
Po stronie ojca jak i matki moje drzewko staram sie budować rzetelnie. Nie do mnie należy ocena ludzi. Jest to domena Boga. Żaden człowiek nie jest w stanie obiektywnie ocenić bliżniego swego. Postrzegając ludzi w skrajnych kategoriach dobra i zła,ten sam człowiek dla księdza może być dobry bo ociera się o sacrum,a dla sąsiada zły,bo jest odludkiem odmawiającym postawienia i wypicia z nim ” mamrota”,dla przełożonego w pracy-dobry bo w milczeniu wykonuje polecenia,a dla kolegów zły bo nie umie się postawić szefowi.
Z istnień stworzonych przez Boga- tylko człowiek jest zdolny do ocen osobników tego samego gatunku. Wujątkiem jest modliszka ze swoja selektywna ocena ?- zły kochanek + dobra zakąska. Człowiek zdolnośc przyszywania łatek doprowadził do perfekcji i dopasowuje innym co mu się żywnie podoba w danej chwili. Dobry pies bo jest zły i gryzie-zły pies bo nie szczeka,dobry pies bo nie jest zły ? Powtórzę za Jezusem : oddajmy Bogu co boskie ? Chociaż genealogia jest ściśle powiązana z historią,nie powinno w niej być miejsca na oceny ludzi i polityczne przekomarzania. Ocena zdarzeń pod względem strategicznym należy do wojskowych taktyków.Historycy na podstawie zebranych dokumentów analizują i rozpatrują je w szerokim kontekście-co było przed i po, jakie inne wypadki poprzedziły i doprowadziły do wydarzenia i co w konsekwencji z tego wynikło. Ja zajmuję się swoimi perełkami. Pozwalam im błyszczeć swym naturalnym blaskiem. Nawet gdy ktoś z nich nie lśni jak pozostałe,stanowi ogniwko całości naszyjnika. Usuwając choćby jedną mam rozsypującą się niekompletną biżuterię. Na polu genealogii
nie ma miejsca na politykę. Niech każdy rzetelnie robi co do niego należy.
Wróciłem do pisania.
W dalszych poszukiwaniach zaczłęm zataczać coraz szersze kręgio wykraczające poza granice wytyczone po wojnie i sięgające polski przedrozbiorowej. Po raz kolejny przerwałem pisanie -tym razem za sprawą ludzi,którzy z racji wyniesionej ze studiów i archiwów powinni reprezentować wspólne poglądy poparte istniejącymi dokumentami. A tu ?
samowola. Dla jednych II Wojna Swiatowa zaczyna się 01 września 1939 roku, a dla innych 22.06.1941 roku,lub jeszcze pózniej bo 07.12.1941 roku. Daty jej
zakończenia też są rozbieżne. Na posiedzeniach komisji składjącej się z historyków reprezentujących dwa sąsiadujące ze sobą narody 17.09.1939 roku to cios w plecy, dla drugich jest to wzięcie ziem pod opieke. Na tejże komisji
pojawiły się głosy,że Polska swoją postawą przyczyniła się do wybuchu wojny,a wojenne piekło mogło się skończyć wcześniej gdyby nie Rząd Sikorskiego. To ,że II wojna wybuchła o Gdańsk mogę zrozumieć.Istnieją różne szkoły i widać poziom nauczania jest wyższy. Dlaczego jest jednak rozdżwięk między rodzimymi historykami ? Ta sama historia polska nie tak odległa- dla jednych jest cacy,a dla drugich be. Jedne rakiety sa pokojowe,drugie skierowane w ludzi. Dla jednych Stan Wojenny to zapobieżenie interwencji- dla innych to wojna przeciwko Polakom,po to by chronic ich przed nimi samymi. W języku urzędowym masowe dzialanie przeciwko narodowi- raz jest wypędzeniem,raz deportacja,przymusowymi robotami,repatriacją,wywózką,zesłaniem? Tylko dlaczego,że różnią się azymutem,triumfatorami i ich metodami. Scenariusz zawsze taki sam. Krzyki,
płacz,popychanie kolbami i bagnetami, bydlęce wagony ? Przykłady i rozbieżności historyków mozna mnożyć bez końca. W Związku z różnicą zdań przypomniała mi się anegdota. Odnaleziono listy pisane ręką Chopina. Po ich odczytaniu przez wybitnych polskich chopinologów,uczeni mężowie doszli do wniosku, ze nie mógł ich pisać nasz Wielki Fryderyk,gdyż były przesiąknięte wulgaryzmami. Czyżby Fryderyk nie przebierał w słowach ? Dopiero stanowcze -? Panowie ! To przecież Chopin ? rozsądniejszego z grona profesorów przerwało licytowanie sprzecznych odczuć co do autentyczności nadawcy korespondencji. Profesorowie jednogłośnie uznali listy za autentyk.
Przydałoby się dzisiaj usłyszeć stanowczy głos ? Panowie ! To wspólna historia !!! Czy tego się doczekam ? Wątpię. Istnieją ludzie którzy nie chcą spłynąc do ścieków historii. Substancja z której są stworzeni pozwala im utrzymywać się na powierzchni i od czasu do czasu wydostają się włazami by zaczerpnąc świeżego powietrza nie bacząc ,że skażają go wokół siebie. Dopisywanie ideologii zdarzeń historycznych jest ukierunkowana na populizm i zbijanie politycznych interesów. Piszą więc swoje blogi i głoszą swe odkrycia nie bacząc na prawdę. Dmą z całych sił nie zważając na zbrukanie ust. A nóż wyprostują baranowi rogi. Piszą i głoszą ? nowinki? bo łatwiej rozemocjowanemu tłumowi zorganizować igrzyska niż dac chleb.

Kolejny raz wracam do pisania. Ze zdarzeń historycznych,którymi Polacy mogliby obdarzyć resztę Swiata pozbawioną wojen,wrogów,najeżdżców,zaborców,próbuję skończyć swą sagę. Nawet gdy z tego wyjdą pojedyncze arie,duety czy chóry,usiądę póżniej pozbieram zebrane zapiski w całość na utwór życia. Piszę !.Uważam ,że nie przez przypadek muza historii przedstawiana jest z papirusem. Piszę zgodnie z prawdą, nie słucham oszołomów i nie rzucam pereł między wieprze.

Wstał dzień. Wokól placu zbiera się podniecony tłum i oczekuje skazańców.
Jednak Zurga podkłada w wiosce ogień by odciągnąc ludnośc od miejsca egzekucji i uwalnia Leilę i Nadira. Sam pozostaje by ponieśc śmierć z rąk przekonanych o jego zdradzie współplemieńców.

Autor: jaduzy

Walne Zgromadzenie PTG w Warszawie

Informacja dla tych ,którzy nie mogli uczestniczyć w III Walnym Zgromadzeniu PTG.

Na III Walne Zgromadzenie PTG bardzo starannie wybrano salę Teatru Śródmieście- scenę Św. Barbary.
Jak się dowiedzieliśmy salę załatwił Mirek Mastalerz. Czy zawsze będzie tak dogodne miejsce spotkań tuż koło Dworca Centralnego ?

Zapoznanao nas ze sprawozdaniem Zarządu i sprawozdaniem finansowym.
Obydwa sprawozdania zostałty przyjęte bez uwag.
Następnie uchwalono zmianę paragrafu 11 Statutu PTG.
Obecnie Stowarzyszenia Zwykłe mogą być członkiem wspierającym PTG.
Tomek Nitsch referował sprawy dotyczące genealogii w Polsce.
Andrzej Nowik jak zwykle rzeczowo poinformował nas o współpracy grupy pilotażowej z Naczelną Dyrekcja Archiwum Państwowego w Warszawie.
Szybko,rzeczowo i miło upłynął nam czas obrad.
Widoczne na zdjęciach słodkości i napoje zostały zakupione przez Jacka Młochowskiego z naszej „zrzutki” / nie ze składek!/

Autor: Kornelia Major

Vivat !Vivat! Floreat!

Tak się składa zazwyczaj,że dzieci :lekarzy,adwokatów,rzemieślników,artystów,biznesmenów przejmują po dziadku lub ojcu i matce pałeczkę i kontynuują ich zawody.Tradycja rodzinna? Pewnie tak,ale moim zdaniem geny nie odgrywają tu żadnej roli. W grę raczej wchodzi zwykłe wyrachowanie dziadka lub rodzica,który w rozmowie „co słychać w pracy” przy codziennym śniadaniu lub obiedzie niby nieumyślnie a celowo wtajemnicza juniora w tajniki zawodu. Póżniejsze wizyty ” u taty w pracy ” działają podpbnie jak praktyki zawodowe a ukierunkowanie w wyborze szkoły stawia przysłowiową kropkę nad ” i „. Ja także poszedłem w ślady ojca.
Przejąłem w schedzie po ojcu zakład pracy z długoletnią tradycją sięgającą końca XIX wieku.Zakładu którego lokalizację zna każdy szanujący się Kielczanin.Pracuję w nim do dnia dzisiejszego .

Oto krótki rys historyczny naszego zakładu pracy.
W 1897 roku poza granicami ówczesnego miasta Kielce,przy gruntowej drodze polnej biegnącej wzdłuż torów kolejowych powstała huta szkła „Maryla” będąca małym prywatnym zakładem w którym produkowano opakowania szklane ; słoiki,butelki i drobną galanterię szklaną.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918 na bazie byłej huty szkła powstały Kieleckie Zakłady Wzajemnego Kredytu Spółka Kupców Ziemi
Kieleckiej ” Kielecka Odlewnia „. Uf !. Strasznie długa nazwa. Lista wykonywanych przez odlewnię wyrobów jest znacznie krótsza.
Produkowano w niej do 1922 roku słynne przed wojną żeleżniaki,garnki żeliwne emaliowane oraz proste maszyny i narzędzia rolnicze.
W roku 1926 powstał zakład Przemysłu Metalowego „Granat”. Z chwilą jego powstania datuje się znaczny rozwój zakładu. Było to związane z produkcją zbrojeniową tj. na zamówienie wojska produkowano tu granaty,zapalniki,oraz paski amunicji przeciwlotniczej i karabinowej.
Ta stara część zakładów „Granat”zachowała się po małych przeróbkach i remontach do dnia dzisiejszego i mieści się w niej zakład produkcji świec zapłonowych.
Po wkroczeniu wojsk niemieckich w roku 1939 aż do wyzwolenia tj. 1945 roku mieściła się tu filia niemieckich zakładów zbrojeniowych „Hasag” ze Skarżyska Kamiennej. Po wyzwoleniu zakład powrócił do przedwojennej nazwy – Przemysł Metalowy”Granat” S.A-ale już pod zarządem państwowym.
W roku 1946 powstaje Fabryka Przyrządów i Części Precyzyjnych,a zakład podporządkowany jest Zjednoczeniu Przemysłu Włókienniczego w Łodzi.
Cztery lata pózniej w 1950 roku powstają Kieleckie Zakłady Wyrobów Metalowych Nr 2 (KZWM Zakład nr 2 ).
W tym okresie od 06 września 1949 roku mój ojciec rozpoczyna karierę jako kreślarz. W roku 1952 KZWM przekształca się w Zakłady Metalowe Kielce i zaczyna się produkcję łańcuchów do motocyki ( w większości produkcja ich skierowana jest na miejscowy rynek do SHL-ek),oraz produkcję suwnic typu Stauffera.W roku 1956 z taśm fabrycznych zeszły pierwsze świece zapłonowe.Rok póżniej rozpoczyna się trwająca do dnia dzisiejszego produkcja
łożysk tocznych.W roku 1970 w dobie gierkowskiej gigantomanii zakłady wchodzą w skład Kombinatu Przemysłowego Łożysk Tocznych-Prema FŁT
w Kielcach. z zakładem wiodącym ZP „Iskra” w Kielcach. W roku 1974 zakład kolejny raz zmienia nazwę na Fabrykę Łożysk Tocznych w skrócie FŁT „Iskra” Kielce.Rozrasta się i powiększa o nowy biurowiec,nową przychodnię zdrowia,Zakład Produkcji w Niwkach Daleszyckich,oraz największą inwestycję budowaną przez Francuzów,a wyposażoną w japońską linię produkcyjną- „Iskrę ” II.
W okresie posolidarnościowym kieleckie zakłady sprywatyzowano i w roku 1998 część kieleckiego zakładu wykupiła NSK- firma japońska zaj mująca sie produkcją łożysk mająca swe filie na całym świecie.
Po połączeniu powstała NSK-„Iskra” Polska. Rozpoczął się okres przeze mnie nazywany „cost down”,gdyż było to najczęściej słyszane słowo. W tym czasie odłączył się niewykupiony przez NSK zakład nr 1 produkujący świece zapłonowe
i Zakład Narzędzi Specjalnych. Służby pomocnicze takie jak : ślusarze,mechanicy
hydraulicy,pompiarze- wykupili drobni nowobogaccy by świadczyć usługi na rzecz NSK. Zaprzestano produkcji łożysk na wydziale W-4,oraz kulek na wydziale W-5,na którym do emerytury pracował ojciec na stanowisku starszego mistrza.
Wydział Produkcji Komponentów wykupiła inna japońska firma,a ich produkcję z racji utworzenia w Radomiu strefy bezcłowej przeniesiono z Kielc.
Sprzedano przychodnię zdrowia i biurowiec. Po skończeniu pakietu socjalnego zagwarantowanego przez NSK zaczęło się redukowanie stanowisk robotniczych i kierowniczych. Z zakładu zatrudniającego w najznakomitszym okresie kilka tysięcy pracowników dowożonych z całego regionu transportem zakładowym i komunikacja PKS- w roku 2007 pracowała jedna siódma apogeum.
Od roku 2006 zakład ponownie zmienił nazwę na NSK Bearings Polska S.A.

A ja ? Cóż ja . Powoli pauperyzuję się i….jest mi tu dobrze.
Tak dobrze,że dobrze mi tak. Vivat ! Vivat! Floreat ! = Niech żyje !
Niech Zyje ! Niech rozkwita ! Z pierwszomajowym pozdrowieniem.

Autor: jaduzy

Genealogia

W dniu 23.09.2008 r. o godz.21,10 Polskie Radio Kielce wyemitowało reportaż
o genealogii.
Na temat poszukiwań w Archiwum Państwowym w Kielcach mówiła
Kierownik Pracowni Naukowej mgr Iwona Pogorzelska.

Prezes Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” w Kielcach
Kornelia Major opowiedziała o poszukiwaniach genealogicznych Rodu Pytlewskich.

Reportaż zrealizowała redaktor P.R.Kielce -Dorota Juchnowska.

Autor: Kornelia Major

a=x+y+z

Zbliża się okrągła rocznica odkąd wraz z bratem zaczęliśmy przygodę genealogiczną.
Swoje początki datuję od zalogowania się rok temu na Genpolu,oraz parę dni póżniej zapisania się w szeregi STG”Świętogen”.Na dobrą sprawę hodowanie drzewka zacząłem grubo wczesniej przed STG i Genpolem.
Raczkowanie rozpoczynałem będąc jeszcze dzieckiem,choć wtedy z tego nie zdawałem sobie sprawy.Pasję zaszczepili mi rodzice i babcie poprzez ; wakacyjne wypady w rodzinne strony,familijne spotkania,snucie rodzinnych sag,oglądanie starych rodzinnych fotografii,wpajanie zasad i kultywowanie tradycji.Było łatwo. Nie było telewizji.Ale pora na geburstag,toast i chwilę zadumy.Czas zdmuchnąć świeczkę i podsumować rok.Rok w którym przez cały
okres towarzyszył mi refren tekstu G.Tomczyka-…Ja to mam szczęście,że w tym momęncie,żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą.Ja to mam szczęście !

A mam szczęście.Rok temu swoje pierwsze drzewko dostałem w prezencie na tacy.Mam niezwykły fart,że na samym genealogicznym starcie trafił mi się fuks i odnalazłem go w internecie. W ten sposób gratis mam cały wywód przodków po kądzieli począwszy od mojego pradziadka az do 6x pradziadka Johanna Nicolausa Bauma ur.w 1689 roku w Nadrenii. Nomen omen baum po niemiecku znaczy drzewo. Zastanawialem się jakie drzewo powinno symbolizować familię o tym nazwisku.Według mitologii germańskiej,a więc i moich prapradziadków,świętym drzewem był jesion Iggdrasil,którego pień opierał się na trzech korzeniach. W tym dopatrywałem się synboliki- trzy korzenie to tak jak trzy krainy gdzie tkwią korzenie po moich przodkach-Nadrenia,Galicja,Polska. Pogańscy germanie-Sasi czcili dąb Irmisul. Słowianie także czcili dęby. Pod nimi odprawiali swe obrzędy.Łączył on niebo z ziemią.Tu też doszukiwalem się symboliki-połączenie dwóch narodów i kultur,oraz pomost łączący nas żyjących z naszymi przodkami. Kiepski ze mnie hodowca,botanik jeszcze gorszy a i genealog straszny amator. Troszczyłem się tylko o jedną rozrośniętą gałązkę.
Inne,kosztem najokazalszej były podcinane i wegetowały czekając na dostęp światła i swoje pięć minut. Zamiast Iggdrasila.Irmusila czy naszego rodzimego Bartka udało mi się wyhodować bonsai ukształtowane przez wiatr.w stylu fukinagashi. Nie mam nic do bonsai.Chińszczyzna doprowadzona do perfekcji przez Japończyków i przez nich rozpropagowana na cały świat.Stare ,czasem wiekowe drzewka,wymagające wprawnej ręki. Przekazywane wybrańcom
z pokolenia na pokolenie .Jednak w naszej kulturze celowe skarłowacenie to osobliwość. Aż dziw,że w proteście nie przykuł się do któregoś drzewka jakiś ekolog. Moje ma jednak jedną zaletę. To ja posadziłem je w swym domu,pielęgnuję i chronię. Ono choć nie daje cienia odpłaca mi się dając relaks i ukojenie. Ponadto jakże jest piękne w swej karłowatości i brzydocie. Podobno z mlekiem matki po Baumach wyssałem dar do pisania i opowiadania bajek. Aż się boję,że ten najsławniejszy od „Czarnoksiężnika z krainy Oz” też ma swoją gałązkę na moim bonsai.

Mam szczęście.Towarzyszy mi ono w dzisiejszych poszukiwaniach korzeni po mieczu. Na genealogicznym forum natrafiłem na apel o pomoc w indeksacji akt ze starej parafii mojego ojca,kościoła Św.Stanisława B.M. na Woli. Zareagowałem spontanicznie i nie ukrywam byłem bliski łez szczęścia gdy w nagrodę otrzymałem kilka gałązek do mojego bonsai. Fotuna nie opuszcza mnie od początku i jeszcze rozpieszcza. Nazwiska rodów,które poprzez śluby pradziadków i prababek dołączaja do moich gałązek- co nie jest bez znaczenia-są rzadko spotykane. Na polskiej mapie rozmieszczenia nazwisk mieszcza się w pięćsetce osób,a część nie przekracza nawet setki. Większość nazwisk figuruje we wszystkich herbarzach szlachty mazowieckiej,biednej,zagonowej ,ale za to dumnych szaraczków herbowych: Krośnieccy,Długokęccy,Przeżdzieccy,Poryccy….. Zawsze to łatwiej szukać i mniejsze prawdopodobieństwo pomyłek.

Mam szczęście. Dzięki genealogicznej pasji poznaję nowych,ciekawych ludzi.Jeden z nich odnalazł mnie dzięki mojemu popisowi zamieszczonemu na genpolowskim forum. Pisałem wtedy przed Dniem Wszystkich Świętych,że mam szczęście i mieli je moi bliscy.Najbliżsi,bo chociaż doświadczeni przez los,to uchodzili z życiem z zawieruch wojennych,
a ja,bo wiem że zawsze ktoś zaświeci znicze i pomodli się na rodzinnych grobach rozsianych po kraju. Nawet w miejscach masowych straceń i zbiorowych mogił w Warszawie i Katyniu zapłoną znicze i ktoś się tego dnia modli. Dzięki przychylności losu poza dwoma wyjątkami znam przyczyny śmierci i miejsca pochówku wszystkich bliskich. Te nieznana sa ofiarami II wojny.Pierwsza-wpadki łączniczki AK i rozstrzelania jej przez Niemców w 1943 roku,druga-rzeżi Woli na początku Powstania Warszawskiego. Mam szczęście i za sprawą nowo poznanego pasjonata genealogii pierwsza tajemnica jest wyjaśniona. Od niego dowiedziałem się o miejscu zastrzelenia przez Niemców- ciotki mojej matki- Teresy Burdzińskiej. Jak tu sie nie chwalić
swymi korzeniam. Mam szczęście ? Mam!

Czy przez ten rok były wpadki? Raczej nie. Zauważyłem jednak u siebie małe zboczenie zawodowe-doszukiwanie się szlachetnie urodzonych,oraz koneksji rodzinnych z lużmi znanymi z kolorowych czasopism,małego ekranu tylko z racji noszenia tego samego nazwiska co moi
odnalezieni krewni. Tak jest w przypadku Kałużyńskich i Jabłczyńskich….
Za te zboczenia jak do tej pory nie spotkała mnie kara,drwina ludzi,i ironia losu za amatorszczyznę. Chyba ,że….Rodziny się nie wybiera. Nie udało mi sie wyhodować nieskazitelnie szlachetnego drzewka. W soki pielęgnowanego drzewka wkradł się błąd genetyczny i jedna z gałązek wyrosła dziko.
W okresie międzywojennym w Warszawie i na Mazowszu działał jeden z „moich” dzikich odrostów. Nie rozpracowywalem jeszcze tej gałęzi i tu muszę się pokajać i przyznać do dyletanctwa-niestety nie pamiętam jego imienia i nie znam stopnia pokrewieństwa. Był naśladowcą literackiego wzoru gogolowskiego „Rewizora”,oraz „Kapitana z Koepenick” opisanego przez Carla Zuckermayera i pierwowzoru naszego rodzimego niebieskiego ptaszka Czesław Śliwy- filmowego „Konsula” zagranego przez Piotra Fronczewskiego. Mojego komisarza Długokęckiego nazywano „Mazowieckim Rewizorem „. Po kradzieży legitymacji i munduru swojego teścia policjanta (komisarza Plicha) ruszył w Polskę i przez pewien czas w pojedynkę bezkarnie szantażował i okradal konto teścia kogo i co tylko sie dało. Działał podobnie jak wymienienieni
powyżej .Wpadł tez podobnie jak oni. Nie znał policyjnych procedur i jak szewc Wilhelm Voigt w końcu trafił na służbistę. Odsiedział swoje. Był bohaterem artykułu w Gazecie Wyborczej z 2006 roku. Nie wiadomo płakać,czy cieszyć się z takiego antenata. Wiedząc,że jedna gałązka bonsai jest nadłamana,dosadnie odbieram słowa Horodniczego-„Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejcie ! -Chichot z siebie może zamienić się w salwy śmiechu innych ludzi.Ja to mam szczęście.

Nie zgadzam się z Albertem Einsteinem i jego matematycznym wzorem na szczęscie- jeśli a oznacza szczęście, to a=x+y+z,gdzie x-praca,y-rozrywki,z- umiejętnośc trzymania języka za zębami. Nie wiem co wielki uczony miał na mysli odnośnie ostatniego składnika wzoru. Milczenie?. Jeśli tak umrę nieszczęśliwy.Jeśli dopuszcza chwalenie sie swymi korzeniami to daje mi carte blanche i umrę w czepku urodzony ! Na dobrą sprawę,wolę jego przepis na szczęście od podawanej przez Gustave Flauberta ;-„Aby osiągnąc szczęście,trzeba spełnić trzy warunki : być imbecylem,być egoistą i cieszyć się dobrym zdrowiem”. Pora wznieść toast – BANZAI !

BANZAI ! Japoński okrzyk. Dosłownie :dziesięc tysięcy lat (dla cesarza).Swoją drogą ci Japończycy przeginają raz w jedną,a raz w drugą stronę.Nie muszę dodawać,że ja życzę tyle lat cesarzowej Genealogii.

Autor: jaduzy

Who is who?

Na nasza-klasa.pl jest wiele klas-stron poświęconym klanom.Chociaż w znakomitej większośći swoje zdjęcia dane zamieszczają na nich członkowie rodzin,to jednak są przypadki gdy logują się osoby przygodne.Wykluczam złą wolę i wpisywanie się by zaistnieć.
Najczęściej wpisują się osoby nazywające się tak samo,lub po prostu nie wiedzące,że to nie ich rodzina.Nie wiedzą bo skąd mają to wiedzieć bez całego korowodu od którego zaczyna się nasza pasja tj.od wypytania najbliższej rodziny.Nie każdy zaraża się genealogiczną pasją.Nie wszyscy muszą mieć zapał.Istnieją inne hobby.Ale….od założycieli i administratorów owych stronek oczekiwałbym zapanowania nad chaosem.Wchodząc na rodzinne stronki,zastanawiam się kto jest kim.Rodzina?-nie rodzina? Znam tylko znikomy procent towarzystwa i czuję się jak przysłowiowy….Tu pohamuję swe uwagi by nie być wulgarnym.Problem jednak nie przestaje istnieć.Ciągle stoję pod ścianą,a muzykę z tego wesela nadal słyszę w uszach.

W trudnych przypadkach,w sytuacjach bez wyjścia moja babcia Baumowa mówiła-„Zwróć się do nieba!”-mając na myśli jego mieszkańców.Posłuchałem babci,wzniosłem głowę do nieba i w jednej chwili uświadomiłem sobie,że w kosmosie istnieje niezliczona ilośc galaktyk,gwiazd,planet i ktoś zadał sobie trud; uporządkował je,nazwał i określił położenie względem siebie i nas.Za sprawą babci i wszystkich świętych zaczął mi się rysować pomysł jak to zrobić.Otóż! Nie wnikając w szczegóły mój pradziadek Johan Henrich Baum po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku pozostał w niej był więc protoplastą Polskiej Rodziny Baumów zostanie więc.Był jedynakiem a ściślej mówiąc jedynym synem,tu także sprawa jest prosta.W moim kalendarzu Jerzygregoriańskim od niego Jana Henryka czas będzie się liczył wg.naszej ery a wszyscy przed nim będą klasyfikowani p.n.e. Rozumując dalej nasz miał 8 dzieci. Numerując dzieci pod względem kolejności przychodzenia na świat,mój dziadek Władysław jako drugie dziecko Jana i Marianny będzie miał . Dalej analogicznie.Moja matka Janina była drugim dzieckiem.Też .Ja jestem drugim dzieckiem zasługuję na nr 2.W ten sposób jestem nr 1.2.2.-2 mój starszy brat nr 1.2.2.-1 Kreska (myślnik) postawiony za moją matką świadczy o zmianie
panieńskiego nazwiska i odchodzeniu w linię boczną. Nie ma siły by numery się powtarzały,chyba tylko w przypadku bliżniąt,a w tym przypadku można posłużyć się literą.Dla przykładu: kuzyn z Białegostoku byłby zaindeksowany jako nr 1.5.42,a kuzyn w USA jako 1.1.-3.
Wysyłając zaproszenia do zabawy dla wszystkich zalogowanych krewniaków mogli by sami według tego klucza przypisać sobie odpowiedni numerek.W ten sposób ujawnili by się dla członków całej rodziny znającej swych przodków, dla
pozostałych zestaw cyfr byłby czarną magią. Mogło by to także przyczynić się do zaszczepienia wśród członków klanu poszukiwanej pasji genealogicznej.
Na mojej stronie nasza- klasa podałem przepis na obiad a la Jurek.Jest prosty.
Myślę,że sposób a la Jurek na ustalenie kto jest kim w klanie też nie jest skomplikowany.Ja sam jestem niezłym bałaganiarzem,ale tak się składa,że lubię mieć porządek.Dlatego ożeniłem się z zoodiakalną Panną i dzięki temu w naszym- domu.pl wszystko pozostaje na swoim miejscu.

Autor: jaduzy

Być albo nie być ?

Należeć do braci genealogów- czy nie ? Być członkiem ich społeczności czy wolnym strzelcem ? Tylko Szekspir mógłby zajrzeć głęboko w psychikę ludzką i ustami Hamleta pięknie przedstawić czasami nękające nas wątpliwości.
Ja tak nie potrafię.Dla mnie sprawa jest prosta.Dla mnie to tak jak zapytać starego kawalera dlaczego się nie ożenił,czy nieuka dlaczego nie chciał się uczyć. Taki jest wybór myślącego.wolnego homo sapiens i koniec.Dopiero póżniej okazuje się czy wybór był trafny.Jeśli chodzi o przynależność do lokalnego towarzystwa genealogicznego sprawa jest podobna.Zapisałem się do Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego ” Świętogen” z kilku powodów:
– Po pierwsze-chociaż korzeniami jestem z innych regionów kraju to
Świętokrzyskie jest miejscem,gdzie krzyżowaly się losy moich przodków
Jestem związany z tym regionem kraju.ponieważ urodziłem się tu,oraz
szanuję wybór mojego ojca rodowitego Warszawiaka,ktory nie wahał się
tu zamieszkać i związać z Kielcami na resztę życia.

– Po drugie-sam nie byłbym w stanie uporać się z trudami początkującego
archeologa dusz.Do niedawna znałem tylko początek i koniec mojego
rodowodu.Dwie krótkie gałązki.Pierwsza „rajska” od Adama i Ewy
zaowocowała ziemskimi płodami-Kainem,Ablem i Semem,a druga gałązka
” ziemska” Stanisława i Janiny wydała rajskie owoce; Sławomira i Jerzego.
Pomiędzy tymi dwiema gałązkami jest ogromna pustka przez którą widać
gołe niebo.Zapisałem się by uleczyć drzewko z racji wyglądu
przypominające raczej procę lub w geście Viktorii wyciągnięte do góry
dwa palce.Właśnie podobieństwo do tego gestu daje dużą nadzieję na to,
że na tle błękitu nieba ujrzę załą rzeszę zamieszkujących go moich
przodków.-„Abraham miał syna Izaaka,a Izaak miał syna Jakuba,a Jakub
miał synów Judę….” i tak stopniowo łun łunego.łun łunego,aż do moich
pradziadów.Chociaż złośliwi zapewne powiedzą,że ta gałąż jest
zarezerwowana dla rodu królewskiego Izraela,a ja geny odziedziczyłem
znacznie wcześniej w Starym Testamencie po Chamie.

– Po trzecie- nie wierzę znachorom! Nie stać mnie też na prywatne
leczenie, a diagnoza stawiana przez miejscowych „dendrologów” ze
„Świętogenu” pokrywa się z moimi oczekiwaniami. I co też nie jest bez
znaczenia-recepty są tu darmowe.

Jeżeli nie boisz się, że Twoimi przodkami mogą być;
– Czarownice zlatujące na sabat na Łysą Górę
– Ofiary gwałtów i rozbojów zbuja Madeja
– Górnicy z epoki kamienia łupanego wydobywający krzemień pasiasty
w sztolniach Krzemionek Opatowskich
– Górnicy z epoki brązu wydobywający rudy miedzi w okolicy Miedzianki
i Miedzianej Góry
– Starozytni hutnicy wytapiający w dymarkach żelazo gąbczaste,które
mogło posłużyć do wyrobu narzędzi Męki Pańskiej
– Wielcy Polacy związani z tym regionem jak chociażby T.Kościuszko,
J.Piłsudzki,St.Staszic,Ks.Ściegienny,W.Głowacki,J.Kochanowski.
H.Sienkiewicz,St.Żeromski.I.Dygasiński…
– Żołnierze 4 Pułku Piechoty Legionów /stacjonujących w Kielcach/w 1939
bronili Westerplatte.Jednym z dowódców był płk.Berling.
– Partyzanci spod różnych znaków w tym; pierwsi partyzanci II wojny
światowej majora Dobrzańskiego „Hubala”,AK-J.Piwnika”Ponurego”

NIE CZEKAJ SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI I ZAPISZ SIĘ DO NASZEGO TG.
„ŚWIĘTOGEN „- TO DOBRY WYBÓR>

Autor: jaduzy