Na ostatnim zebraniu ŚTG pożyczyłem od Pani Prezes książkę Andrzeja Szalewicza ” Rodopis Szalewiczów.Czy wszyscy pochodzimy od jednego przodka”.
Zawsze chętnie pożyczam i czytam tego rodzaju książki. Czytam je i śledzę,czy losy bohaterów w jakiś sposób nie krzyżują się z moimi korzeniami,bądż miejscem przebywania i zamieszkania moich przodków. Czytam je i przy okazji podglądam jak inni promują swoje korzenie. Sam noszę się z zamiarem opisania swojego rodowodu. Podpatruję,bo przykład chcę wziąć od najlepszych.Książki biograficzne i historyczne są dla mnie jak muzyka puszczana w eter. Siadam w fotelu i dostrajam się do częstotliwości autorów nadających na tej samej fali,a zapis drukarski pochłaniam jak muzyk nuty. Przed otrzymaniem do ręki książki najczęściej pada przypomnienie o jej terminowym zwrocie.Tym razem było inaczej . Zaskoczyło mnie retoryczne pytanie Pani Prezes,które w moich uszach zabrzmiało jak polecenie odrobienia pracy domowej. „Może napiszesz recenzję na jej temat ?”. No masz ! Nigdy tego nie robiłem. Tym bardziej,że wcześniej przekartkowałem książkę,zatrzymałem wzrok na stronie ze stopka wydawniczą. Figurowały na niej nazwiska trzech recenzentów z tytułami naukowymi,jeden z nich napisał słowo wstępne. Nie ! Nie ma mowy. Przeczytam,oddam,nie napiszę.
Po przyjściu do domu nalałem sobie lampkę koniaku i pogrążyłem się w lekturze. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron wywodu pierwszych przodków autora zacząłem niespokojnie spoglądać ile stronnic pozostało do jej zakończenia, a zostało ich bardzo wiele. Kojarzyła mi się bajka I.Krasickiego ” Pieniacze”.
Po dwudziestu dekretach,trzynastu remisach,
Czterdziestu kondemnatach,sześciu kompromisach
Zwyciężył Marek Piotra : a że się zbogacił ,
Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił.
Umarł Piotr,umarł Marek, powróciwszy z grodu:
Ten,co przegrał,z rozpaczy:ten,co wygrał,z głodu.
Tytuł bajki w porównaniu z treścią książki jest niefortunny. Sorry ! Pasuje do bajki,ale nie pasuje do książki. Skojarzyłem tą bajkę bo niemal cały opis pierwszych Szalewiczów stanowią akta rozpraw sądowych. Pierwsze strony książki i chronologicznie pierwsze dokumenty do których dotarł autor to wokanda dawnych litewskich sądów grodzkich. Nie chciałbym być posądzony
o prywatną niechęc do szlachetnie urodzonych. Sam ze strony ojcowskich babek doszukuję się domieszki tej krwi, z tym że różnica przodków jest na korzyść Szalewiczów. Protoplaści autora sądownie dochodzili swoich praw majątkowych czyniąc czasem ” pogróżki i pochwałki na zdrowie i życie ” bliżniego swego. O moich krewkich szlachetkach mówiono ” Jedziesz na Mazury – zacznij pisać testament „.
Ups ! Wpadłem w pułapkę stereotypu ukazywania polskiego szkachcica powielanego przez całe stulecia. Autorzy piszący o polskiej szlachcie nie zawsze byli obiektywni.
Pal licho cudzoziemców : podróżników ,dyplomatów ,kupców, którzy pod wpływem wygarbowania im skóry przez bandy różnej maści rabusiów lub pod wpływem wywróconego na niewygodnej ,wąskiej i błotnistej drodze ich powozu,zabłocenia butów i swych sukien pisali o narodzie barbarzyńskim i o ziemi godnej płazów nie ludzi.
Oni zazwyczj za swoje niepowodzenia obarczali wszystko i wszystkich.
Do opisu krainy białych niedżwiedzi i wyjących głodnych wilków dołączyli we Francji zwolennicy króla Henryka Walezego,który dla zdobycia korony Francuskiej po trzech miesiącach panowania na polskim tronie potajemnie opuścił Polskę i którego polska szlachta za jego daleko idące reformy ukracające ich przywileje tudzież za dewiacje seksualne króla nie dopuściła do jego powrotu na tron Polski. Nie przyniosły chwały przedrozbiorowej Polsce dzieła pisane na zamówienie za pieniądze pochodzące z kiesy Cesarzy Niemiec,Austrii i Carycy Katarzyny. Powielał ten stereotyp Voltaire chcąc przypodobać się Katarzynie II z którą prowadził ożywioną korespondencję.
Zdawał sobie sprawe,że opisując nastroje społeczeństw Zachodniej Europy dawał pozwolenie do rodzących się przyszłych planów rozbiorowych Polski. (otwarcie pisał,że nie widzi miejsca Polski pośród cywilizowanych narodów Europy). Na długo w świadomości wszystkich narodów, w tym także w umysłach Polaków, pozostał obraz szlachty wykreowany przez zbiurokratyzowane urzędy zaborców. Do dzisiaj w świadomości naszych sąsiadów tkwi obraz ” Polskich Panów”- tak pogardliwie komuniści nazywali wszystkich Polaków,którzy nawet nie będąc szlachcicami,czy dziedzicami utrzymyawali się z pracy na roli i których jedynym grzechem było to,że potrafili z tej pracy wiązać koniec z końcem. Na długo przed zagarnięciem naszych wschodnich ziem we wrzesniu 1939 roku, rozniecali antypolskie nastroje nacjonalistyczne wśród Ukraińców,Litwinów,Białorusinów na Kresach, O powojennej komunistycznej edukacji dzieci i młodziezy już nie wspomnę.
Czym różnił się polski szlachcic od zagranicznych wielmożów i jak ta warstwa społeczna była kochana przez własne narody we Francji pokazała Rewolucja Francuska, a w Rosji Rewolucja Pażdziernikowa, dziesiątkując w przypadku tej pierwszej, a całkowicie eliminując w przypadku tej drugiej swoich wysoko urodzonych. Tymczasem w Polsce był tylko jeden lokalny o małym zasięgu terytorialnym przypadek krwawego rozprawienia
się z ” ciemiężycielami i krwiopijcami” – Rzeż Galicyjska, a i ta w głównej mierze była inspirowana przez austraickiego zaborcę,by nie dopuścić do rodzącego się powstania narodowego.
Wracając do lektury książki. W końcu co miał napisać o pierwszych przodkach autor mając tylko i aż tylko akta sądów. Przeczytałem całość. Wraz z ubywaniem szlachetnego płynu w kieliszku przybywało przeczytanych stronic i pozytywnych wniosków. Nie podejmuję się recenzji książki . Jest dobrze napisana i obroni się sama. Najtrafniejsze i najcenniejsze sa krótkie oceny w jednym zdaniu zamykające wszystko,toteż wyżej wspomniani recenzenci książki na jej końcu mogliby napisać : cum laude.
————-
Ja skoro zacząłem bajką,to skończę fragmentem innej bajki tego samego autora ” Słowik i szczygieł ” Pasuje do całości wkładu włożonego w napisaniee „Rodopisu Szalewiczów „. Jego autor mógłby powiedzieC :
Co mi dała natura , wypełniam to wiernie.
Lepiej krótko, a dobrze, niż długo , a miernie.
cum laude (łac) Z pochwałą- dawna formuła umieszczana na dyplomach ukończenia uczelni i przy ocenach prac dyplomowych i tp.Dziś nie używana.
————-
Autor: jaduzy
