I żyli długo i szczęśliwie.

Było około 23 w nocy. Czas jest pojęciem względnym. Dla mnie był to dopiero początek nocy, dla nocnego marka,  środek niekończącego się dnia. Wracałem do domu po drugiej zmianie autobusem komunikacji miejskiej. O tej porze dnia w autobusach nie ma tłoku. Tak było i wczoraj. Jechało ze mną zaledwie kilka osób; za mną obejmująca się parka siedząca z tyłu, nieco bliżej starsza kobieta i zapłakana młoda, około osiemnastoletnia dziewczyna, oraz jeszcze dwie, trzy osoby siedzące przede mną. Gdyby nie pochlipywanie dziewczyny atmosfera byłaby senna. Cichy płacz młodej kobiety, rodził w mojej głowie pytania; dlaczego płacze? O przyczynę bałem się zapytać. Nie chciałem być postrzeganym jak stary, obleśny lowelas szukający okazji na noc. W domu czekała na mnie żona. Wierna, czterdziestokilkuletnia towarzyszka mojego życia.

 

Rano przeglądając dla własnych potrzeb parafię Raszyn, natrafiłem na mogłoby się wydawać zwykły akt zaślubionych. Akt nr 1 z 1812 roku. Pozornie wszystko było w nim na swoim miejscu i nie odbiegało od utartego szablonu. Data i miejsce. Dalej też nienaganny porządek w papierach. Przed proboszczem stawili się młodzi i ich świadkowie. Ze strony prawnej też wszystko było dograne; rodzice młodych dali swe pozwolenie na ślub, w kancelarii przed księdzem złożone zostały wszystkie wymagane dokumenty tj. akty znania, akty uszanowania. W kolejne trzy niedziele odbyły się zapowiedzi. Tamowanie małżeństwa nie zaszło. Na pytanie o chęć pobrania się ze sobą, młodzi każde z osobna odpowiedziało sakramentalne – Tak! Bo taka była ich wola. Po czym pod aktem podpisują się świadkowie ślubu. Wydawało by się, że to już koniec. Można iść weselić się. Dla celebranta schody zaczęły się po ceremonii. Jak sam proboszcz to określił, był to wypadek.

 

Czym różniła się Panna Młoda uciekająca spod ołtarza, od jej rówieśnicy jadącej wczoraj ze mną autobusem?  Mądrością. Sam fakt, że w 1812 roku umiała czytać i pisać dobrze o niej świadczy. Przyczyna zerwania jest i pozostanie tajemnicą. Odwagą? Była odważna, lub wyrachowana. Brzydka chyba nie była, bo wkrótce znalazła innego. Kolejny w tej księdze akt nr 2 z 1812 roku dotyczył tej samej kobiety i jednego z jej świadków.  Pochlipująca w autobusie dziewczyna, jej rówieśnica, też była ładna i też okazała się waleczną młodą kobietą. Przekonał się o tym cały autobus po tym jak siedzącą obok starsza kobieta, zlitowała się nad bidulką i spytała o przyczynę jej płaczu. W odpowiedzi usłyszała, że jej chłopak, kolejny raz przyszedł na spotkanie pijany. Kobieta mogąca być jej babcią pocieszyła ją;

– To dobrze. Sama widzisz jak cię traktuje. Lepiej teraz niż…

Dalszego ciągu pocieszajacych słów nie było.  Nie wiem czy dziewczyna umiała czytać i pisać. Kląć jak szewc z całą pewnością umiała. Przekonali się o tym wszyscy, gdy naubliżała bogu ducha winnej  kobiecie.

Jerzy Wnukbauma

alt

alt

Autor: Jerzy Użyczak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *