Pod koniec października świat obiegła wiadomość, o wystawieniu na jednej z największych internetowej licytacji, na eBay-u, pamiątek z Auschwitz. Znalazło się na niej około 30 sztuk przedmiotów związanych z tym obozem. Od szczoteczek do zębów, do czapki i obozowego pasiaka. O sprawie poinformowała brytyjska prasa. EBay przeprosił za incydent i przyznał, że przedmioty te nigdy nie powinny być wystawione na sprzedaż. Zapowiedział też, że podobna sytuacja nigdy się nie powtórzy i wyraził gotowość przekazania znacznej kwoty na cele charytatywne. Tak zareagował największy internetowy portal aukcyjny. Opinia publiczna odebrała to podobnie. Internauci szybko ustalili do kogo kiedyś należały przedmioty wystawione na aukcję. Co do osób zamieszczających pamiątki na sprzedaż, prasa milczy.
Z przeczytanej informacji wynika, że wystawione na aukcję przedmioty należały do osób „zmarłych” (zabitych) w obozie, bądź do osób które przeżyły hitlerowski obóz, lecz z racji wieku zeszły już z tego świata. Jak widać nikt z byłych więźniów nie dorabiał do renty. Przedmioty z nimi związane wystawili na sprzedaż ich „spadkobiercy”. Zadziałały odwieczne prawa rynku. Jest popyt- jest i podaż. Na pewno jest to niemoralne, ale życie pokazuje, że osoby nieskazitelnie czyste, w życiu kierują się podwójną moralnością lub wręcz nieprzyzwoitością. Zastanawiałem się czy ja byłbym do tego zdolny. Czy mógłbym kupczyć pamiątkami po moich bliskich. Będąc dzieckiem, z całą pewnością nie. Rzeczy moich bliskich miały swoje miejsce i choć były w zasięgu ręki, były dla mnie nietykalne. Były tabu. Nie traktowałem ich jednak z takim jak dziś sentymentem. Będąc młodzieńcem – z całą pewnością tak. W tym okresie pozbywałem się niepotrzebnych rupieci. Pod pozorem porządków, zwłaszcza przedświątecznych, robiłem wielkie przewietrzanie szuflad, szaf i schowków. Niechciane rzeczy, także te stanowiące pamiątki, lądowały w śmietniku i rozprawiły się z nimi szczęki śmieciarek MPO. Gdyby wtedy istniał Ebay? Pewnie część z nich zmieniłaby właściciela.
W przypadku kilku moich najbliższych kuzynów i krewnych, Niemcy na trwale wpisali się w ich życiorysy. Jak część pokolenia II Wojny Światowej, zaliczyli aresztowania i smak obozowego chleba w KL Auschwitz, Ravensbruck, Dachau, Gross-Rozen. Najwięcej obozowych pamiątek zgromadził wujek mojej matki. Jej ojciec chrzestny. Pamiętam będąc dzieckiem, że w jego szafie wisiał obozowy pasiak. Wyciągał go na uroczyste (wtedy uroczyste) okazje – pierwszomajowe pochody czy okolicznościowe akademie. Co stało się z obozowym uniformem? Nie mam pojęcia. Reszta pamiątek po nim znajduje się w Muzeum Narodowym w Kielcach. Została po śmierci wujka nieodpłatnie przekazana Muzeum. Na temat mojej dalekiej krewnej aresztowanej za tajne nauczanie w Białej Mazowieckiej oraz jej pobycie w KL Auschwitz, mam skąpe informacje. Nie posiadam po niej pamiątek. Obozowe pamiątki po mojej ojczystej babce zajmowały niewiele miejsca w szufladzie jej szafki. Wyjmowała je bardzo rzadko, bo nie było się czym chwalić. Kilka zdjęć stosów ludzkich trupów, oraz trzy grupowe zdjęcia na których była moja babka. Oczywiście w obozowym pasiaku. Wszystkie zdjęcia, po wyzwoleniu obozu robili Amerykanie. Wszystkie po jej śmierci wymiotła nowa miotła. Zostały bezpowrotnie utracone. W komputerze pozostał mi jedynie skan jednego ze zdjęć.
Nigdy nie pytałem babci gdzie jest jej obozowy pasiak. Do końca swojego życia nie lubiła mówić o sobie w kontekście II Wojny Światowej- Września 39 roku, okupacji, Powstania Warszawskiego i pobytu w obozach Ravensbruck i w Dachau. Czy dziedzicząc po niej obozowe pamiątki wystawiłbym je na aukcję. Dzisiaj za cholerę nie! Natomiast pewien jestem, że byłbym zdolny je kupić. Pod warunkiem, że byłbym niezbicie przekonany, że kiedyś były własnością mojej babki. Wchodząc w posiadanie takiej pamiątki wystrzegałbym się jak ognia zmiany w sztafecie pokoleń. Nowej miotły. Obawiam się, że na to nie mam jednak najmniejszego wpływu.
Jerzy Wnukbauma.
Autor: Jerzy Użyczak
