Genealogia

W dniu 23.09.2008 r. o godz.21,10 Polskie Radio Kielce wyemitowało reportaż
o genealogii.
Na temat poszukiwań w Archiwum Państwowym w Kielcach mówiła
Kierownik Pracowni Naukowej mgr Iwona Pogorzelska.

Prezes Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen” w Kielcach
Kornelia Major opowiedziała o poszukiwaniach genealogicznych Rodu Pytlewskich.

Reportaż zrealizowała redaktor P.R.Kielce -Dorota Juchnowska.

Autor: Kornelia Major

Spotkanie z dnia: 11 Września 2008

Pierwsze spotkanie po wakacjach.Wędrowaliśmy po różnych zakątkach kraju,a Andrzej Sasal i Ania Nowak – Sasal po słonecznej Italii. Jak zwykle Andrzej zaprezentował przepiękne zdjęcia z tej wędrówki.Gdy już wyczerpaliśmy temat naszych wędrówek zajęliśmy się sprawami bieżącymi stowarzyszenia.Jako pierwszy punkt: indeksacja. Katedra jest już indeksowana,ale teraz do indeksacji włączył się również Andrzej Kurtek więc będzie to przebiegać znacznie szybciej.

Czytaj dalej →

a=x+y+z

Zbliża się okrągła rocznica odkąd wraz z bratem zaczęliśmy przygodę genealogiczną.
Swoje początki datuję od zalogowania się rok temu na Genpolu,oraz parę dni póżniej zapisania się w szeregi STG”Świętogen”.Na dobrą sprawę hodowanie drzewka zacząłem grubo wczesniej przed STG i Genpolem.
Raczkowanie rozpoczynałem będąc jeszcze dzieckiem,choć wtedy z tego nie zdawałem sobie sprawy.Pasję zaszczepili mi rodzice i babcie poprzez ; wakacyjne wypady w rodzinne strony,familijne spotkania,snucie rodzinnych sag,oglądanie starych rodzinnych fotografii,wpajanie zasad i kultywowanie tradycji.Było łatwo. Nie było telewizji.Ale pora na geburstag,toast i chwilę zadumy.Czas zdmuchnąć świeczkę i podsumować rok.Rok w którym przez cały
okres towarzyszył mi refren tekstu G.Tomczyka-…Ja to mam szczęście,że w tym momęncie,żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą.Ja to mam szczęście !

A mam szczęście.Rok temu swoje pierwsze drzewko dostałem w prezencie na tacy.Mam niezwykły fart,że na samym genealogicznym starcie trafił mi się fuks i odnalazłem go w internecie. W ten sposób gratis mam cały wywód przodków po kądzieli począwszy od mojego pradziadka az do 6x pradziadka Johanna Nicolausa Bauma ur.w 1689 roku w Nadrenii. Nomen omen baum po niemiecku znaczy drzewo. Zastanawialem się jakie drzewo powinno symbolizować familię o tym nazwisku.Według mitologii germańskiej,a więc i moich prapradziadków,świętym drzewem był jesion Iggdrasil,którego pień opierał się na trzech korzeniach. W tym dopatrywałem się synboliki- trzy korzenie to tak jak trzy krainy gdzie tkwią korzenie po moich przodkach-Nadrenia,Galicja,Polska. Pogańscy germanie-Sasi czcili dąb Irmisul. Słowianie także czcili dęby. Pod nimi odprawiali swe obrzędy.Łączył on niebo z ziemią.Tu też doszukiwalem się symboliki-połączenie dwóch narodów i kultur,oraz pomost łączący nas żyjących z naszymi przodkami. Kiepski ze mnie hodowca,botanik jeszcze gorszy a i genealog straszny amator. Troszczyłem się tylko o jedną rozrośniętą gałązkę.
Inne,kosztem najokazalszej były podcinane i wegetowały czekając na dostęp światła i swoje pięć minut. Zamiast Iggdrasila.Irmusila czy naszego rodzimego Bartka udało mi się wyhodować bonsai ukształtowane przez wiatr.w stylu fukinagashi. Nie mam nic do bonsai.Chińszczyzna doprowadzona do perfekcji przez Japończyków i przez nich rozpropagowana na cały świat.Stare ,czasem wiekowe drzewka,wymagające wprawnej ręki. Przekazywane wybrańcom
z pokolenia na pokolenie .Jednak w naszej kulturze celowe skarłowacenie to osobliwość. Aż dziw,że w proteście nie przykuł się do któregoś drzewka jakiś ekolog. Moje ma jednak jedną zaletę. To ja posadziłem je w swym domu,pielęgnuję i chronię. Ono choć nie daje cienia odpłaca mi się dając relaks i ukojenie. Ponadto jakże jest piękne w swej karłowatości i brzydocie. Podobno z mlekiem matki po Baumach wyssałem dar do pisania i opowiadania bajek. Aż się boję,że ten najsławniejszy od „Czarnoksiężnika z krainy Oz” też ma swoją gałązkę na moim bonsai.

Mam szczęście.Towarzyszy mi ono w dzisiejszych poszukiwaniach korzeni po mieczu. Na genealogicznym forum natrafiłem na apel o pomoc w indeksacji akt ze starej parafii mojego ojca,kościoła Św.Stanisława B.M. na Woli. Zareagowałem spontanicznie i nie ukrywam byłem bliski łez szczęścia gdy w nagrodę otrzymałem kilka gałązek do mojego bonsai. Fotuna nie opuszcza mnie od początku i jeszcze rozpieszcza. Nazwiska rodów,które poprzez śluby pradziadków i prababek dołączaja do moich gałązek- co nie jest bez znaczenia-są rzadko spotykane. Na polskiej mapie rozmieszczenia nazwisk mieszcza się w pięćsetce osób,a część nie przekracza nawet setki. Większość nazwisk figuruje we wszystkich herbarzach szlachty mazowieckiej,biednej,zagonowej ,ale za to dumnych szaraczków herbowych: Krośnieccy,Długokęccy,Przeżdzieccy,Poryccy….. Zawsze to łatwiej szukać i mniejsze prawdopodobieństwo pomyłek.

Mam szczęście. Dzięki genealogicznej pasji poznaję nowych,ciekawych ludzi.Jeden z nich odnalazł mnie dzięki mojemu popisowi zamieszczonemu na genpolowskim forum. Pisałem wtedy przed Dniem Wszystkich Świętych,że mam szczęście i mieli je moi bliscy.Najbliżsi,bo chociaż doświadczeni przez los,to uchodzili z życiem z zawieruch wojennych,
a ja,bo wiem że zawsze ktoś zaświeci znicze i pomodli się na rodzinnych grobach rozsianych po kraju. Nawet w miejscach masowych straceń i zbiorowych mogił w Warszawie i Katyniu zapłoną znicze i ktoś się tego dnia modli. Dzięki przychylności losu poza dwoma wyjątkami znam przyczyny śmierci i miejsca pochówku wszystkich bliskich. Te nieznana sa ofiarami II wojny.Pierwsza-wpadki łączniczki AK i rozstrzelania jej przez Niemców w 1943 roku,druga-rzeżi Woli na początku Powstania Warszawskiego. Mam szczęście i za sprawą nowo poznanego pasjonata genealogii pierwsza tajemnica jest wyjaśniona. Od niego dowiedziałem się o miejscu zastrzelenia przez Niemców- ciotki mojej matki- Teresy Burdzińskiej. Jak tu sie nie chwalić
swymi korzeniam. Mam szczęście ? Mam!

Czy przez ten rok były wpadki? Raczej nie. Zauważyłem jednak u siebie małe zboczenie zawodowe-doszukiwanie się szlachetnie urodzonych,oraz koneksji rodzinnych z lużmi znanymi z kolorowych czasopism,małego ekranu tylko z racji noszenia tego samego nazwiska co moi
odnalezieni krewni. Tak jest w przypadku Kałużyńskich i Jabłczyńskich….
Za te zboczenia jak do tej pory nie spotkała mnie kara,drwina ludzi,i ironia losu za amatorszczyznę. Chyba ,że….Rodziny się nie wybiera. Nie udało mi sie wyhodować nieskazitelnie szlachetnego drzewka. W soki pielęgnowanego drzewka wkradł się błąd genetyczny i jedna z gałązek wyrosła dziko.
W okresie międzywojennym w Warszawie i na Mazowszu działał jeden z „moich” dzikich odrostów. Nie rozpracowywalem jeszcze tej gałęzi i tu muszę się pokajać i przyznać do dyletanctwa-niestety nie pamiętam jego imienia i nie znam stopnia pokrewieństwa. Był naśladowcą literackiego wzoru gogolowskiego „Rewizora”,oraz „Kapitana z Koepenick” opisanego przez Carla Zuckermayera i pierwowzoru naszego rodzimego niebieskiego ptaszka Czesław Śliwy- filmowego „Konsula” zagranego przez Piotra Fronczewskiego. Mojego komisarza Długokęckiego nazywano „Mazowieckim Rewizorem „. Po kradzieży legitymacji i munduru swojego teścia policjanta (komisarza Plicha) ruszył w Polskę i przez pewien czas w pojedynkę bezkarnie szantażował i okradal konto teścia kogo i co tylko sie dało. Działał podobnie jak wymienienieni
powyżej .Wpadł tez podobnie jak oni. Nie znał policyjnych procedur i jak szewc Wilhelm Voigt w końcu trafił na służbistę. Odsiedział swoje. Był bohaterem artykułu w Gazecie Wyborczej z 2006 roku. Nie wiadomo płakać,czy cieszyć się z takiego antenata. Wiedząc,że jedna gałązka bonsai jest nadłamana,dosadnie odbieram słowa Horodniczego-„Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejcie ! -Chichot z siebie może zamienić się w salwy śmiechu innych ludzi.Ja to mam szczęście.

Nie zgadzam się z Albertem Einsteinem i jego matematycznym wzorem na szczęscie- jeśli a oznacza szczęście, to a=x+y+z,gdzie x-praca,y-rozrywki,z- umiejętnośc trzymania języka za zębami. Nie wiem co wielki uczony miał na mysli odnośnie ostatniego składnika wzoru. Milczenie?. Jeśli tak umrę nieszczęśliwy.Jeśli dopuszcza chwalenie sie swymi korzeniami to daje mi carte blanche i umrę w czepku urodzony ! Na dobrą sprawę,wolę jego przepis na szczęście od podawanej przez Gustave Flauberta ;-„Aby osiągnąc szczęście,trzeba spełnić trzy warunki : być imbecylem,być egoistą i cieszyć się dobrym zdrowiem”. Pora wznieść toast – BANZAI !

BANZAI ! Japoński okrzyk. Dosłownie :dziesięc tysięcy lat (dla cesarza).Swoją drogą ci Japończycy przeginają raz w jedną,a raz w drugą stronę.Nie muszę dodawać,że ja życzę tyle lat cesarzowej Genealogii.

Autor: jaduzy

Who is who?

Na nasza-klasa.pl jest wiele klas-stron poświęconym klanom.Chociaż w znakomitej większośći swoje zdjęcia dane zamieszczają na nich członkowie rodzin,to jednak są przypadki gdy logują się osoby przygodne.Wykluczam złą wolę i wpisywanie się by zaistnieć.
Najczęściej wpisują się osoby nazywające się tak samo,lub po prostu nie wiedzące,że to nie ich rodzina.Nie wiedzą bo skąd mają to wiedzieć bez całego korowodu od którego zaczyna się nasza pasja tj.od wypytania najbliższej rodziny.Nie każdy zaraża się genealogiczną pasją.Nie wszyscy muszą mieć zapał.Istnieją inne hobby.Ale….od założycieli i administratorów owych stronek oczekiwałbym zapanowania nad chaosem.Wchodząc na rodzinne stronki,zastanawiam się kto jest kim.Rodzina?-nie rodzina? Znam tylko znikomy procent towarzystwa i czuję się jak przysłowiowy….Tu pohamuję swe uwagi by nie być wulgarnym.Problem jednak nie przestaje istnieć.Ciągle stoję pod ścianą,a muzykę z tego wesela nadal słyszę w uszach.

W trudnych przypadkach,w sytuacjach bez wyjścia moja babcia Baumowa mówiła-„Zwróć się do nieba!”-mając na myśli jego mieszkańców.Posłuchałem babci,wzniosłem głowę do nieba i w jednej chwili uświadomiłem sobie,że w kosmosie istnieje niezliczona ilośc galaktyk,gwiazd,planet i ktoś zadał sobie trud; uporządkował je,nazwał i określił położenie względem siebie i nas.Za sprawą babci i wszystkich świętych zaczął mi się rysować pomysł jak to zrobić.Otóż! Nie wnikając w szczegóły mój pradziadek Johan Henrich Baum po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku pozostał w niej był więc protoplastą Polskiej Rodziny Baumów zostanie więc.Był jedynakiem a ściślej mówiąc jedynym synem,tu także sprawa jest prosta.W moim kalendarzu Jerzygregoriańskim od niego Jana Henryka czas będzie się liczył wg.naszej ery a wszyscy przed nim będą klasyfikowani p.n.e. Rozumując dalej nasz miał 8 dzieci. Numerując dzieci pod względem kolejności przychodzenia na świat,mój dziadek Władysław jako drugie dziecko Jana i Marianny będzie miał . Dalej analogicznie.Moja matka Janina była drugim dzieckiem.Też .Ja jestem drugim dzieckiem zasługuję na nr 2.W ten sposób jestem nr 1.2.2.-2 mój starszy brat nr 1.2.2.-1 Kreska (myślnik) postawiony za moją matką świadczy o zmianie
panieńskiego nazwiska i odchodzeniu w linię boczną. Nie ma siły by numery się powtarzały,chyba tylko w przypadku bliżniąt,a w tym przypadku można posłużyć się literą.Dla przykładu: kuzyn z Białegostoku byłby zaindeksowany jako nr 1.5.42,a kuzyn w USA jako 1.1.-3.
Wysyłając zaproszenia do zabawy dla wszystkich zalogowanych krewniaków mogli by sami według tego klucza przypisać sobie odpowiedni numerek.W ten sposób ujawnili by się dla członków całej rodziny znającej swych przodków, dla
pozostałych zestaw cyfr byłby czarną magią. Mogło by to także przyczynić się do zaszczepienia wśród członków klanu poszukiwanej pasji genealogicznej.
Na mojej stronie nasza- klasa podałem przepis na obiad a la Jurek.Jest prosty.
Myślę,że sposób a la Jurek na ustalenie kto jest kim w klanie też nie jest skomplikowany.Ja sam jestem niezłym bałaganiarzem,ale tak się składa,że lubię mieć porządek.Dlatego ożeniłem się z zoodiakalną Panną i dzięki temu w naszym- domu.pl wszystko pozostaje na swoim miejscu.

Autor: jaduzy

Być albo nie być ?

Należeć do braci genealogów- czy nie ? Być członkiem ich społeczności czy wolnym strzelcem ? Tylko Szekspir mógłby zajrzeć głęboko w psychikę ludzką i ustami Hamleta pięknie przedstawić czasami nękające nas wątpliwości.
Ja tak nie potrafię.Dla mnie sprawa jest prosta.Dla mnie to tak jak zapytać starego kawalera dlaczego się nie ożenił,czy nieuka dlaczego nie chciał się uczyć. Taki jest wybór myślącego.wolnego homo sapiens i koniec.Dopiero póżniej okazuje się czy wybór był trafny.Jeśli chodzi o przynależność do lokalnego towarzystwa genealogicznego sprawa jest podobna.Zapisałem się do Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego ” Świętogen” z kilku powodów:
– Po pierwsze-chociaż korzeniami jestem z innych regionów kraju to
Świętokrzyskie jest miejscem,gdzie krzyżowaly się losy moich przodków
Jestem związany z tym regionem kraju.ponieważ urodziłem się tu,oraz
szanuję wybór mojego ojca rodowitego Warszawiaka,ktory nie wahał się
tu zamieszkać i związać z Kielcami na resztę życia.

– Po drugie-sam nie byłbym w stanie uporać się z trudami początkującego
archeologa dusz.Do niedawna znałem tylko początek i koniec mojego
rodowodu.Dwie krótkie gałązki.Pierwsza „rajska” od Adama i Ewy
zaowocowała ziemskimi płodami-Kainem,Ablem i Semem,a druga gałązka
” ziemska” Stanisława i Janiny wydała rajskie owoce; Sławomira i Jerzego.
Pomiędzy tymi dwiema gałązkami jest ogromna pustka przez którą widać
gołe niebo.Zapisałem się by uleczyć drzewko z racji wyglądu
przypominające raczej procę lub w geście Viktorii wyciągnięte do góry
dwa palce.Właśnie podobieństwo do tego gestu daje dużą nadzieję na to,
że na tle błękitu nieba ujrzę załą rzeszę zamieszkujących go moich
przodków.-„Abraham miał syna Izaaka,a Izaak miał syna Jakuba,a Jakub
miał synów Judę….” i tak stopniowo łun łunego.łun łunego,aż do moich
pradziadów.Chociaż złośliwi zapewne powiedzą,że ta gałąż jest
zarezerwowana dla rodu królewskiego Izraela,a ja geny odziedziczyłem
znacznie wcześniej w Starym Testamencie po Chamie.

– Po trzecie- nie wierzę znachorom! Nie stać mnie też na prywatne
leczenie, a diagnoza stawiana przez miejscowych „dendrologów” ze
„Świętogenu” pokrywa się z moimi oczekiwaniami. I co też nie jest bez
znaczenia-recepty są tu darmowe.

Jeżeli nie boisz się, że Twoimi przodkami mogą być;
– Czarownice zlatujące na sabat na Łysą Górę
– Ofiary gwałtów i rozbojów zbuja Madeja
– Górnicy z epoki kamienia łupanego wydobywający krzemień pasiasty
w sztolniach Krzemionek Opatowskich
– Górnicy z epoki brązu wydobywający rudy miedzi w okolicy Miedzianki
i Miedzianej Góry
– Starozytni hutnicy wytapiający w dymarkach żelazo gąbczaste,które
mogło posłużyć do wyrobu narzędzi Męki Pańskiej
– Wielcy Polacy związani z tym regionem jak chociażby T.Kościuszko,
J.Piłsudzki,St.Staszic,Ks.Ściegienny,W.Głowacki,J.Kochanowski.
H.Sienkiewicz,St.Żeromski.I.Dygasiński…
– Żołnierze 4 Pułku Piechoty Legionów /stacjonujących w Kielcach/w 1939
bronili Westerplatte.Jednym z dowódców był płk.Berling.
– Partyzanci spod różnych znaków w tym; pierwsi partyzanci II wojny
światowej majora Dobrzańskiego „Hubala”,AK-J.Piwnika”Ponurego”

NIE CZEKAJ SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI I ZAPISZ SIĘ DO NASZEGO TG.
„ŚWIĘTOGEN „- TO DOBRY WYBÓR>

Autor: jaduzy