Przebudziłem się w nocy cały zlany potem,
z rękami drżącymi i z serca łomotem.
Miałem piękny sen, (w kolorze sny miewam)
– Odnalazłem wszystkich do mojego drzewa!
Lecz gdy sen się spełni zapanuje nuda.
Nie! To niemożliwe. Nigdy się nie uda.
Opanować nerwy w końcu dałem radę,
wziąłem w płuca oddech i znowu się kładę.
Chyba po godzinie spokojnego snu,
serce znowu wali, brakuje mi tchu
bo sennych przywidzeń miałem dalszy ciąg –
W archiwach nie było metrykalnych ksiąg!
na dodatek genealogom zamknęły podwoje
a ja sam jak kołek przed drzwiami ich stoję.
Zerkam na zegarek i do snu się zmuszam,
w końcu się oddałem w ręce Morfeusza.
Circa po godzinie błogiego wytchnienia
znowu się zaczęły senne urojenia –
Tym razem wywodu stumetrowy zwój
złodziej wykradł z domu i jak podły zbój
poprzywłaszczał krewnych jak grabieżcze łupy.
Został czysty papier. Ot i noc do dupy.
Liczę wciąż barany których nie ma końca
a tu kupa czasu jest do wschodu słońca.
Powstrzymałem baranów senną galopadę.
Sen mara – Bóg wiara! I znowu się kładę.
Nad ranem – budzę się cały zlany potem
z rękami drżącymi i z serca łomotem,
z bokiem obolałym , że ani tchu złapać
Od kuksańców żony – „Przestań wreszcie chrapać!”
Rano do archiwum poszedłem z sennikiem
Na małżeńską alkowę mam ekskomunikę.
Jerzy Wnukbauma
Autor: Jerzy Użyczak
