Raz w roku zabieram się do roboty;
nie tej co wyciska ze mnie poty,
nie tej od której nie czuję krzyża
a majster od leni mi ubliża.
Nie tej do której codziennie rano
idę i robię w kółko to samo;
– operatywki, narady, mityngi…
Ni chwili spokoju, jak pershingi.
Nie tej gdy leżę wieczorem w łóżku,
twarzą w twarz, brzuch przy brzuszku
a po wysiłku legnę pokotem,
zasypiam słodko chwilę potem.
Ja się zabieram do galopu,
kiedy przychodzi czas urlopu.
Nerwowo, krótko prześpię się w nocy,
rano wypadam z domu jak z procy.
Wsiadam w poczciwą starą „Syrenkę”,
drodze zanucę jakąś piosenkę,
bo w głębi duszy, raduje się dusza
gdy chłonny wiedzy do archiwum ruszam.
Gdy już osiągnę cel swej podróży,
człek się od razu w księgach zanurzy
i w wszechobecnej archiwum ciszy
tylko rytm serca i myśli swe słyszy.
Kiedy coś znajdę, krew szybciej płynie
jak sportowcowi po adrenalinie.
Zawsze chcę krzyczeć w takich przypadkach;
O kurde! Luuudzie! Znalazłem pradziadka!
Jerzy Wnukbauma
Autor: Jerzy Użyczak
