Za sprawą prezydenta USA dowiedziałem się, że dzisiejszej nocy nastąpi koniec naszej cywilizacji. Z wielką obawą kładłem się spać. Co będzie jutro rano? Czy obudzę się w innym świecie? W świecie, którego nie znam. W świecie nieznanym, bez cywilizacji i bez Boga. Tak! Bez Boga Ojca i Jego Syna, bo zaczęło też iskrzyć na linii Watykan – Biały Dom. Strach się bać. Czyżby powtórka z rozrywki? W historii tego świata był już jeden szalony władca, który mianował swego konia senatorem, spalił Rzym i prześladował chrześcijan. Czyżby powrót do przeszłości?
Przed snem spytałem, co o tym wszystkim myśli sztuczna inteligencja. Wpisałem; tramp+papież+zdjęcie. W odpowiedzi przeczytałem, że do Chicago poleciał papież, na lotnisku wsiadł do taksówki. Ponieważ zna Chicago jak własną kieszeń, poprosił taksówkarza o poprowadzenie samochodu. Zamienili się miejscami. Po krótkiej jeździe zatrzymał ich chicagowski policjant. Poprosił o prawo jazdy. Gdy spojrzał na nazwisko i zdjęcie kierowcy powiedział – Proszę czekać! Odszedł na bok i zadzwonił do swego szefa mówiąc – Mamy problem! Zatrzymałem kogoś ważnego! W odpowiedzi usłyszał – Kogo? Gubernatora? Nie! Jeszcze ważniejszego! – Co Trampa? Nie! Jeszcze ważniejszego! Sam papież robi u niego za kierowcę! Rozbawiony położyłem się spać. Może jutro nie będzie tak groźnie?
Wstając rano, z ciekawością wyjrzałem przez okno. Świat jest taki jaki był. Za oknem zamiast kresu cywilizacji, zwykła szara codzienność. Włączyłem radio. Może media coś na ten temat powiedzą? Z głośnika miły, ciepły, kobiecy głos namawiał mnie na życie w stylu slow. Nie miałem pojęcia co to za styl życia i z czym go się je. Z nieodpartej chęci poznania zapytałem sztuczną inteligencję? Dowiedziałem się, że… Tu zacytuję.
{„Slow life – jest to filozofia życia stawiająca na jakość, spokój, harmonię, rezygnująca z nieustannego pośpiechu na rzecz świadomego doświadczenia chwili. To nie „ślimacze tempo”, lecz życie w zgodzie z własnymi potrzebami, redukcja stresu, pielęgnowanie relacji i uważność na „tu i teraz”}.
Tyle z redagowanej przez AI treści. Choć jest tego znacznie więcej, pominę dalszy ciąg tekstu opracowanego przez internetowe algorytmy. Zajmę się inną stroną takiego życia. Słuchając radiowej pogadanki o „nowym” stylu życia, po każdym następnym zdaniu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to już było. Utwierdzałem się w przekonaniu, że to jest kolejna no-wo-mo-da. Po zakończeniu audycji natrętnie na usta cisnęły mi się słowa Andrzeja Sikorowskiego – Ale to już było! I ma wrócić więcej? Tak. Życie, do którego namawiają mnie zwolennicy tego stylu przeżywali moi przodkowie. Czy byli zadowoleni? Czy też uważali, że pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł? W końcu – czy wiedzieli, że są pionierami takiej metody życia?
W tym krótkim artykule nie poświęcę swojego cennego czasu na opisywanie sielskiego życia moich przodków po mieczu. Sądzę, że podobnie jak ja, dbali o to by im, oraz ich dzieciom żyło się lepiej, godnie i spokojnie. Stąd ich przemieszczanie się z Urzecza do Raszyna, a później do Warszawy. Dzisiaj nowobogaccy lansują odwrotną metodę życia. Przesiedlają się na wieś. Najczęściej blisko wielkich miast, by w dziesięć, dwadzieścia minut jazdy swoim samochodem, podrzucić dzieci do szkoły i zdążyć do pracy. Oddychając całą piersią wiejskim powietrzem psioczą, że coś im śmierdzi, że krowy ryczą, psy szczekają, a kury srają. Typowe roboty wiejskie są dla nich nie do wytrzymania z powodu hałasujących maszyn rolniczych. Za to raz na kilka lat mogą odpłacić się sąsiedzkiej społeczności wiejskiej, wywieszając plakaty wyborcze ich przeciwników politycznych.
Zajmując się genealogią nie mogę żyć stylem slow. Zwolnienie tempa nie wchodzi w grę. Zgodnie z zaleceniem księdza Jana Twardowskiego spieszę się. Spieszę się, bo ludzie wokół mnie szybko odchodzą. Ze starszego pokolenia nie mam już nikogo, od kogo mógłbym dowiedzieć się jak i w jakim tempie żyli moi przodkowie. Na dodatek niektóre internetowe strony, z których czerpałem o nich wiedzę, bezpowrotnie znikają. I jak tu stawiać nacisk na „żyj tu i teraz”. Poza tym – Nie potrzeba mnie namawiać do zmiany trybu życia. Swój tryb życia zmieniam od dzieciństwa. Będąc dzieckiem nie mogłem doczekać się, kiedy będę dorosły. Będąc uczniem z utęsknieniem czekałem na koniec szkolnej męki. W pracy marzyłem o emeryturze. Teraz o to bym miał mnóstwo wolnego czasu, dbają inni. Ot choćby tym, że wyznaczają mi wizyty; do lekarzy, do sanatorium, na zabiegi i rehabilitację na odległe nieraz dwu, trzyletnie terminy. Dbają przy tym o to, bym żył „spokojnie”, „harmonijnie”, „bezstresowo”. Czekając na swoje świadczenia z NFZ, zauważam, że ja i mój świat sam się zmienił. Dawniej, gdy na ulicy widziałem przechadzającą się samotną kobietę, swoją ciekawość zaspakajałem pytaniem – Spacerujesz czy pracujesz? Dzisiaj nawet biegnącą w moim kierunku kobietę nie zaczepiam. Wiem, że ćwiczy jogging, albo spięło ją, lub chce jej się sikać i biegnie do ubikacji.
Jerzy Wnukbauma
