Chyba kupię sobie pieska.

Od mego konika dostaję bzika? Spokojnie! Niegroźny, niewymagający leczenia i niezaraźliwy. Jednak zapobiegawczo robię sobie przerwy od genealogii i coraz częściej zastanawiam się czy mógłbym pozostawić raz na zawsze za sobą wszystko to, co dotąd zrobiłem? Żyć pełnią szczęścia – tu i teraz? Wykrzyczeć za Adamem Asnykiem „Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe”. Pewnie mógłbym, lecz wychodzi mi to jak zwykle. Ale Bóg mi świadkiem, że próbuję.

Jak skutecznie rzucić genealogię i pozostawić w spokoju swych przodków? W takich przypadkach najlepsze są stare, dobre metody, czyli – leczenie klina klinem. W przypadku genealogii tym klinem jest zapomnienie o wstępnych i zajęcie się wyłącznie swoimi zstępnymi. W moim przypadku wystarczy zająć się wyłącznie swoimi: dziećmi, wnukami i prawnukiem. Czy mi wychodzi? Okazuje się, że nie. To zamiana siekierki na kijek. Moi milusińscy nie przyczyniają się do zmiany mojego przyzwyczajenia. Wystarczy z ich strony jakieś słowo, gest bądź zachowanie a zastanawiam się do kogo to się wrodziło? Doszukuję się wtedy czyichś złych genów. Mógłbym co prawda całą winę zwalić na żonę i na jej rodzinną linię i poprzestać na tym. Lecz nie. Muszę drążyć, a babranie się w genach to przecież powrót do genealogii.

Zajmując się swoimi wnukami nachodzą mnie też czasem czarne myśli. Przypomina mi się wtedy piosenka ze spektaklu Klimakterium2 śpiewana przez Elżbietę Jodłowską – Co zrobią z nami nasze dzieci?  Nachodzą mnie wtedy liczne refleksje, które zmuszają mnie do zatrzymania się i zadumy. Zadaję sobie wtedy pytania o naszą (moją i mojej żony) przyszłość. Co zrobią z nami nasze dzieci?

Co zrobią z nami nasze dzieci?
Kiedy już wszystko im oddamy?
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Które przecież tak kochamy!
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Wciąż to pytanie mnie nurtuje,
Jaką szykują nam zapłatę,
Gdy głowa nasza już strajkuje,
Kiedy staniemy się ciężarem
Kiedy nam skończą się pieniądze
Co z nami zrobią nasze dzieci
Te które wciąż są naszym słońcem!
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Dużo pracują, wciąż są biedni.
Co zrobią z nami nasze dzieci?
Gdy już będziemy niepotrzebni!

To powtarzające się w tekście piosenki Elżbiety Jodłowskiej pytanie, znowu nie pozwala mi na całkowite porzucenie genealogii. Ta dręcząca niepewność jest znowu pretekstem do podróży w przeszłość i sprawdzenia, co robili ze swoimi rodzicami nasi dziadkowie i pradziadkowie? A więc znowu zabawa w historię swoich przodków.

Sięgając pamięcią wstecz, moimi dwoma babkami (zgodnie ze starym powiedzeniem – „Jak masz córkę to możesz liczyć na opiekę na starość”) opiekowały się ich córki – moja matka swoją matką oraz ciotka swoją rodzicielką. Zgodnie z tym powiedzeniem, swoimi rodzicami opiekowała się też moja żona. Z aktów zgonów moich czterech warszawskich prababek, też wynika prawidłowość tego powiedzenia. Wnoszę to na podstawie adresów zamieszkania prababek w chwili ich śmierci. Pokrywały się one z adresami zamieszkania ich córek, a moich babek. Znacznie gorzej trafiła moja w prostej linii 3xprababka. Z jej aktu zgonu wynika, że pomimo posiadania licznego potomstwa (w tym czterech córek), na starość przyszło jej utrzymywać się z żebractwa. W jej przypadku wystąpiły u mnie kolejne, dodatkowe pytania – Czy był to świadomy wybór praprababki czy być może była nieznośną, zgryźliwą staruszką i dlatego skończyła pod kościołem?

Jak sami widzicie, muszę zmienić swoją metodę odwyku od genealogii i zająć się czymś innym. Na przykład zwierzętami. Tak zwierzątkami, bo one są dzisiaj w wielkiej potrzebie. Dowodem niech będą liczne sprawy o ich złym traktowaniu, głodzeniu, porzucaniu w lesie. Przysłowiowej oliwy do ognia dolała zawetowana przez prezydenta ustawa łańcuchowa. O zwierzątkach mówiła też posłanka Kurowska na sejmowej komisji środowiska – „Puszcza Białowieska jest w stu procentach zdewastowana. Uciekają z niej nawet żubry. Uciekają, bo jak mają żyć w takich warunkach, gdy potykają się o powalone drzewa”. Później, już poza kamerami, w sejmowych kuluarach posłowie PiS dzielili się swoimi szerszymi refleksjami. Można się było od nich dowiedzieć, że za sprawą rządów Tuska z kraju uciekają też inne zwierzęta. Ot choćby całe gromady ślimaków wynoszą się z Polski by nie płacić tu podatków od nieruchomości. Nie stać ich (ślimaków) na taki wydatek, bo każde z nich ma swój domek. Stary ślimak ma swój domek, jego żona ma swój domek, dzieci mają swoje domki. Ale to są mięczaki i nie ma się co dziwić. Lecz dlaczego ta zwierzęca emigracja udzieliła się też naszym polskim zającom? Otóż jak mówią posłowie PiS – zając ma futro, jego żona w futrze, ich dzieci w futrach. Zwiewają by nie płacić podatków od luksusu. Ta nerwówka udzieliła się też naszym polskim ptakom. Najczęściej mówi się o naszych bocianach. One też zwiewają z kraju przed drakońskim prawem podatkowym. Bo sami rozumiecie – stary bociek co roku spędza zimę w ciepłych krajach. Jego żona co roku całą zimę przebywa w ciepłych krajach. Ich dzieci co roku emigrują do Afryki. Suma summarum – nie stać ich na płacenie podatków. Na naszych ptakach skończyły się naukowe wywody posłów opozycji. Nie wiem, czy nieświadomie, czy celowo nie dopowiedzieli dalszego ciągu ich naukowego wywodu. Natura nie lubi próżni dlatego chodzą słuchy, że w miejsca uciekinierów PiS ma ściągać z Afryki całe stada pawianów. Tajemnicą poliszynela jest to, że chcą korzystać z doświadczeń Piotra W i Edgara K. Te człekokształtne ssaki mają być sprowadzane do Polski, bo nasz klimat się ociepla. Po drugie – wszystkie pawiany mają gołe dupy i nic im tu ze strony Tuska nie grozi. W razie czego odwrócą się i pokażą koalicji 13 grudnia, gdzie ich mają. Ja postanowiłem kupić sobie pieska. Z dwojga złego wolę utrzymywać i płacić podatek za kundelka, niż łożyć na skundlonych polityków. Na ich biura, rzeczników, doradców, podróże…et cetera.

Jerzy Wnukbauma