Po kolejnym dniu Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym zebrało mi się na wspominki.
Przypomniałem sobie jeden z moich zamieszczonych przed laty artykułów. Pisałem go też po Świecie Zmarłych. Pisałem w nim o pękniętym pomniku mojego dziadka, o brzozie której tam nie było… i artykułem tym rozpętałem piekło. Mam nadzieję, że dzisiaj tak nie będzie. Przecież ludzie są coraz mądrzejsi. Ja też stałem się bardzie światlejszy.
Za każdym razem, gdy wracam do starych dobrych czasów, przypominam sobie swoje genealogiczne początki. Zero wiedzy, zero perspektyw na owocne poszukiwania i co za tym idzie – nikłe szanse na rozbudowanie swojego wywodu przodków. Pozostawało mi tylko wielkie parcie na znalezienie swoich korzeni. Cieszyłem się jak dziecko, gdy z trudem udało mi się znaleźć swojego przodka. A szukanie ich wtedy nie było łatwe. Po nielicznych i z perspektywy lat, chybionych, niespełniających moje oczekiwania próbach, coś w końcu drgnęło. Zaczęła się era internetu.
Po włączeniu komputera, na tematycznych stronach mogłem dowiedzieć się co nieco o zawiłościach genealogii. Wtedy dla raczkującego poszukiwacza swych korzeni była to rzecz bezcenna. Powstawały liczne towarzystwa genealogiczne. Fora na których można było śmiało o wszystko pytać i podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Owszem, miało to swoje minusy, bo niekiedy po wejściu na forum można było odbić się od ściany. Wiem coś o tym. Kilka razy miałem wątpliwą przyjemność starcia się z kimś, kto próbował udowodnić mi swoją mądrość i wyższość. W takich sytuacjach pozostawało rozżalenie i złość, że dałem się wciągnąć z kimś w głupią „dyskusję”. Na szczęście takie spięcia nie zdarzały się często. W końcu wycofałem się z uczestnictwa na forum. Do dzisiaj nie odwiedzam go. Temat zamknąłem rymowanymi strofami noszącymi tytuł „Czasami”.
Czasami ktoś, na obcym forum,
Nieważne trzeba czy nie trzeba
Bliźniego swego razi jak piorun
A jakby mógł to by przyjebał.
Opluć na forum bliźniego da się
Kąsać i kłóć jak ostrą lancą.
Faceta zrugać – Ty złamasie,
Kobietę wyzwać – Ty głupią franco.
Pomimo zdobyczy internetu, na wiedzę o swoich korzeniach przyszło mi czekać jeszcze kilka lat. Do momentu, gdy pojawiła się garstka mądrych ludzi, pasjonatów genealogii. Ludzi, którzy wiedzieli co w trawie piszczy i jak się do tego zabrać, by efekty ich mozolnej pracy ujrzały światło dzienne oraz służyły bez wyjątku wszystkim. Zaczynali skromnie. Bez fajerwerków. Prowadzili rozmowy z dyrekcją archiwów państwowych i kościelnych. Fotografowali i skanowali archiwalne akta. Zachęcali do ich indeksowania. Udostępniali indeksy w sieci i przyczyniali się do powstania licznych wyszukiwarek w których bez problemu można było znaleźć swoich bliskich. Z czasem zadbali o lepsze systemy oprogramowania i udostępniania informacji. W tworzonych przez nich wyszukiwarkach pojawiły się też odnośniki do zeskanowanych aktów. Za jednym kliknięciem ukazuje się skan poszukiwanego aktu lub odnośnik do niego. Robili to i nadal robią niezauważalnie i bezinteresownie. Dziś zastanawiam się czy w swoje drzewo genealogiczne nie pakuję za dużo bocznych gałęzi. Osób z ósmym, dziewiątym, dwunastym lub większym stopniem pokrewieństwa. Korzystam z dogodności internetu nie zastanawiając się nad tym, że przecież kiedyś grupka mądrych ludzi pracowała nad tym bym siedział w domowym zaciszu i korzystał z ich zasobów.
Pisząc te słowa i kątem oka obserwując dzisiejszą sytuację pod Trybunałem Konstytucyjnym zacząłem zastanawiać się, czy sami sędziowie nie mogli tego załatwić w sposób zadawalający wszystkie strony? Bez pośpiechu, pokojowo i po cichu. Bez najmniejszego rozgłosu. Tak jak robiła to garstka mądrych, kompetentnych genealogów. Ludzi, którzy mieli w głowie tylko jeden cel – By genealogia rosła w siłę i nam szukało się przodków dostatniej.
Czy można i jak można wyjść z kryzysu w TK? Będzie trudno. Ludzie, którzy zebrali się pod TK zachowują się jak ślepcy. Przepraszam osoby niewidome, ociemniałe i niedowidzące za niefortunne porównanie. Dla mnie osoby niewidzące są zdecydowanie mądrzejsze od całej rzeszy zebranej przed TK fanatyków. By przetrwać i radzić sobie w życiu, używają wszystkich swoich zmysłów i rozumu. Analizują wszystkie dochodzące do nich sygnały. Ich mózgi myślą. Zebrani przed Trybunałem nie bronią Konstytucji. Większość z nich nie zna nawet jej treści. Bronią polityków mających z sądami tyle wspólnego, że są potencjalnymi nominatami do odsiadywania wyroków. Jak można było jednego dnia mówić Korwin-Mikiemu i Mencenowi, że niepotrzebni są im źli sędziowie a na drugi dzień bronić sędziów dublerów wybranych na swe stanowiska wadliwie z naruszeniem konstytucji? Jak można było mówić Dudzie, że stoi na straży Konstytucji a samemu nie przestrzegać jej zasad i pod osłoną nocy zaprzysięgać kontrowersyjnych polityków na sędziów TK? Jak można było Kaczyńskiemu mówić o sędziach, że składali ślubowanie wobec sejmowych kolumn podczas gdy głoszący te słowa sam łamał zasady polskiego parlamentaryzmu zamykając się z PiSiorami w sejmowej Sali Kolumnowej? Jak można wierzyć premierowi z przypiętą broszką, że przestrzegała zasad prawa, gdy sama łamała go nie zamieszcza wyroków TK w Monitorze Polskim? Jest tego dużo! Wszyscy oni niewarci są mojego cennego czasu. Skończę wierszem napisanym dwadzieścia lat temu i moim zdaniem wciąż aktualnym.
Głupotę mogę jeszcze zrozumieć!
Można oszczędzać komórki bure,
Nie znać niczego i nic nie umieć
Za forsę kupić maturę.
Agresję mogę strawić jeszcze.
Można żyć w buńczucznym stanie.
Gorzej, gdy mężowie i wieszcze
Za pewnik mają takie trwanie.
Jedno co boli mnie i przeraża –
To agresywna głupota!
Takie wrażenie na mnie stwarza,
Że światem rządzi hołota.
Tytuł tego artykułu dotyczy wyłącznie agresywnej głupoty towarzyszącej w naszym życiu politycznym.
Jerzy Wnukbauma.
