Towar macany należy do macanta.

Pochwalę się moją nową znajomością. Rok temu na przystanku autobusowym spotkałem ładną kobietę. Przez przypadek dowiedziałem się, że niedawno skończyła okrągłe sześćdziesiąt lat i przeszła na emeryturę. Z tej okazji zafundowała sobie odmładzającą operację plastyczną. Po zdjęciu wszystkich opatrunków postanowiła sprawdzić efekt swojego przeobrażenia i przy byle okazji wypytywała przypadkowe osoby, ile według nich liczy sobie ona lat. Była wniebowzięta, gdy za każdym razem odejmowano jej dziesięć, dwadzieścia lat. Cieszyła się, gdy w sklepie spożywczym ekspedientka przy kasie określiła jej wiek na trzydzieści kilka lat. Na ulicy przypadkowy młody mężczyzna dawał jej nawet dwadzieścia pięć lat. Rozradowana powiedziała mu, że niedawno rozpoczęła szóstą dekadę. Wykupując leki w aptece przeprosiła panią magister o zbytnią śmiałość i poprosiła ją o szczerą ocenę jej wieku. Nie posiadała się ze szczęścia, gdy pani magister powiedziała – „Czterdzieści, góra czterdzieści dwa lata”. Usatysfakcjonowana orzekła farmaceutce, że miesiąc temu właśnie skończyła sześćdziesiątkę.

Po wyjściu z apteki przez pewien czas przyglądała się jeszcze sobie w szybach sklepowych witryn. W końcu poszła na przystanek komunikacji miejskiej, na którym stałem też ja. Wokół cisza i spokój. Żadnej żywej duszy. Nie musiałem zbyt długo czekać i mnie też zadała pytanie – Przepraszam! Ile według pana liczę sobie lat? Początkowo zatkało mnie, lecz niegrzecznie jest nie odpowiedzieć kobiecie. Skoro tak grzecznie prosi, zebrałem się na śmiałość i powiedziałem – Mam już swoje lata i trochę kiepski wzrok. Po czym dodałem szybko – Ale ręce mam sprawne i dotykiem jestem w stanie nieomylnie określić, ile Pani ma lat. Obruszyła się, lecz jak wcześniej wspomniałem wokół cisza i spokój, autobus nie nadjeżdżał. Tylko przez chwilę walczyła ze swoją ciekawością. W końcu przegrała. Wyraziła zgodę na zaproponowaną przeze mnie metodę oceny jej wieku. Wymacałem nawet jej piersi i pośladki. Na więcej nie pozwoliła. Jakież było jej zdziwienie, gdy po kilkuminutowym badaniu dokładnie oceniłem jej wiek na sześćdziesiąt lat, jeden miesiąc i dwa dni. Zawstydzona spytała tylko – Jakim cudem pan zgadł? Nie trzymałem jej długo w niepewności i przyznałem się – Stałem za Panią w aptece! Z grzeczności nie dodałem, że moja dokładność oceny wieku, wynikła z podanego przez nią przy okienku numeru pesel! Wiadomo – RODO!

Tak rozpoczęła się nasza znajomość. Później jeszcze kilkukrotnie wpadaliśmy na siebie. Zostaliśmy nawet koleżeństwem. Zaprosiłem ją na kawę. To wtedy zaraziła mnie… Ups! Wróć! Złapałem od niej tylko genealogicznego bakcyla. Pokazała mi, jak szukać swoich przodków i jak zrobić swoje drzewo genealogiczne. Nauczyła mnie korzystania z tematycznych, internetowych stron. Na kolejnym naszym spotkaniu zostałem przez nią obdarowany fajką wodną. Zakupiła ją na wycieczce do Indii. Podziękowałem i zaproponowałem jej wspólne wypalenie „fajki pokoju”. Stanowczo odmówiła. Nie to nie! W domu zapaliłem sziszę sam. Po dwóch, trzech dymach zauważyłem na jej szklanym naczyniu niewyraźną plamkę. Potarłem szkło i z dymem fajki wodnej wydostał się z niej jakiś dżin. Początkowo przestraszyłem się i zrobiłem głupią minę do złej gry. Upewniłem się nieśmiało – Spełnisz moje trzy życzenia? Roześmiał się tylko i powiedział – Takie cuda to tylko złota rybka! Ja spełnię tylko jedno twoje życzenie. Pokazałem mu zrobione przez siebie drzewo genealogiczne. Patrz – mówię do niego – Gdzie nie spojrzysz same chłopy. Jak nie komornik to czynszownik. Sami uczciwi i pracowici. Okupnicy, wyrobnicy, parobki, kopacze, połkmiecie, kmiecie… Weź coś z tym zrób! Dodaj trochę szlachetnej krwi i kilku znacznych przodków! W odpowiedzi usłyszałem – Nie ma takiej opcji. Ja mogę robić to co jest realistyczne! Możliwe do wykonania! No dobra! – odpuściłem – To zrób coś dla Polski! Spraw, by pieniądze z SEFE-0 Nawrockiego i Glapińskiego wpłynęły na potrzeby naszej armii. W odpowiedzi usłyszałem – O kur..! Pokaż mi jeszcze raz to drzewo genealogiczne!

Rano obudziłem się i stwierdziłem, że moje drzewo genealogiczne rozrosło się przez jedną noc. Ucieszyłem się, bo moim najstarszym przodkiem był dostojnik rzymski Okowitan żyjący w I wieku przed naszą erą. Zagłębiając się bardziej w swoje korzenie, stopniowo rzedła mi mina.  Choć dalsi zstępni rzymianina płodzili samych szlachetnie urodzonych, ich imiona i przezwiska powodowały u mnie złość. Ot choćby na dworze naszego pierwszego króla podczaszym był Piworzłop. W XVI wieku z mego rodu kasztelanem królewskim był mój praprapradziad Samogończyk. Jego prawnuk Winosław był pułkownikiem królewskim.  Ordynatem na Kresach był Wódogrzmot. Poległ w Barze. Ostatnim z urodzonych był Esperaliusz żyjący w okresie międzywojennym. Mieli także herb i swój okrzyk bojowy – „Jak pijali przodki Jurka? Musztardówką pod ogórka!” a na mazowieckim Urzeczu – „Za co piją Urzyczoki? Za pszenicę i buroki!” Boże! Jakie ja zioło jarałem? Gdybym dorwał tego dżina tobym mu nogi powyrywał. Szkoda, że w snusach Nawrockiego nie ma dżina. Powiedziałby mu, że jego SAFE-0 jest nierealny i niemożliwy do wykonania i niech się lepiej zajmie genealogią. Mam nadzieję, że pierwszego kwietnia wyjdzie i powie – Prima aprilis!

Jerzy Wnukbauma