Z okazji Świąt Wielkanocnych wszystkim naszym członkom i sympatykom życzymy wszystkiego najlepszego.
Zarząd STG
Z okazji Świąt Wielkanocnych wszystkim naszym członkom i sympatykom życzymy wszystkiego najlepszego.
Zarząd STG
Zapraszam na kolejne nasze spotkanie dnia 3 kwietnia 2023 r.o godz.17.00 do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4
Temat: Z pamiętników Nowakowskich o Czaplewskich,Grzybowskich,Łebkowskich,Tatarach i ……
Spotkanie poprowadzi Kornelia Major i Jan Nowakowski.
Na samym początku XXI wieku TVP2 emitowało w swoim programie teleturniej pt „Śpiewające fortepiany”. Było miło i wesoło. Dzisiaj TVP przerzuca się na powtórki, ale nie jest mi wcale do śmiechu. Ale o tym trochę później.
Na jednym z zebrań Świętogenu pochwaliłem się faktem zostania ojcem. Gratulacjom nie było końca. O tym, że ponownie zostałem szczęśliwym rodzicem dowiedziałem się z krótkiej, telefonicznej rozmowy na wstępie której pełen bólu głos kobiecy oznajmił mi; „Tatusiu. Mieliśmy wypadek”. Nie zastanawiając się szybko rzuciłem w słuchawkę – „Poczekaj córuniu. Gdzie jesteś? Zadzwonię na policję z drugiego telefonu”. Niestety. Kontakt się szybko urwał i po chwili usłyszałem sygnał zakończonej rozmowy. Szkoda, bo tym samym nie zdobyłem danych osobowych „mojej nowo poznanej córki” (lub synowej). Było to w mojej długiej poszukiwawczej karierze, kolejne genealogiczne fiasko. Kilka dni później nadarzyła mi się sprzyjająca okoliczność powetowania sobie genealogicznego niepowodzenia i tym samym powiększenia mojego drzewka o nowego członka rodu. Otóż na moją internetową pocztę dostałem wiadomość, że w USA zmarł mój daleki krewny. Pozostawił po sobie pokaźny majątek, którego po części jestem spadkobiercą. Depozytariusz testamentu prosił mnie w e-majlu o podanie nazwy banku i nr mojego konta na które przelane zostaną należne mi pieniądze ze spadku. Tym razem postanowiłem nie być taki wyrywny. Przemyślałem sprawę i przygotowałem krótką odpowiedź podając w niej nazwę banku i nr konta. Ponieważ w tym roku przegapiłem przekazanie 1,5% na cele charytatywne, bez zastanowienia wpisałem więc nr konta Ojca Dyrektora. A niech tam, niech Ojczulek ma chociaż na paliwo do Maybacha od bezdomnego. Poprosiłem też nadawcę o podanie mi pełnych danych osobowych zmarłej bliskiej mi osoby. Po chwili zastanowienia skasowałem wszystko. Dotarło do mnie, co by było gdyby nie daj Bóg, trafił swój na swego? Gdyby zagraniczny, „amerykancki” nadawca okazał się zwykłym oszustem? No! Moralnie byłbym czysty. Działałem przecież jak Ojciec Dyrektor – w dobrej wierze. Ale w końcu zrobiłem delete. Mnie przecież to nie uchodzi!
Te dwie powyższe „genealogiczne” metody wyłudzania pieniędzy, oraz starsze, wypróbowane metody; na wnuczka, na policjanta na księdza – w języku małolatów to nic innego jak upolowanie przez łosia jakiegoś jelenia. Łosie to zazwyczaj dobrze zorganizowani, zabawiający się cudzym nieszczęściem gówniarze. Mógłbym to jeszcze zrozumieć i potraktować jako coś w rodzaju odstrzału selekcyjnego, zabiegu kosmetycznego, nauczki na przyszłość. Dobrze jednak mówić, bo nauczka zazwyczaj jest dotkliwa i nie pozwala zapewnić oszukanemu jeleniowi dalszej przyszłości.
Ostatnio, wraz ze zbliżającą się kampanią wyborczą do sejmu, nasiliły się bardziej wyrafinowane metody niż wyżej wymienione. Niektóre z nich też genealogiczne. A jakże. Polegają one na wyszukiwaniu swoim przeciwnikom politycznym trupów w szafie. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego – każda kampania niesie za sobą szukanie haków i wytykanie błędów swoim konkurentom. Ale z roku na rok przekraczana jest granica zwykłej przyzwoitości. Poza tym do pracy zaprzęgany jest aparat państwowy. Według adwokata pewnej posłanki są to urzędnicy; policji, prokuratury, sądów, ministerstw, mediów państwowych. Ludzie opłacani z naszych podatków. Ktoś z tej zadowolonej z siebie braci przekazując dziennikarzynie radia doprowadził do śmierci syna posłanki. Czy na tym koniec?
Wczoraj widząc w telewizji posłów trzymających przed sobą duże, kolorowe wydruki zdjęć Jana Pawła II, przypomniał mi się nadawany przez TVP2 teleturniej „Śpiewające fortepiany”. Stare dobre czasy. Jedną z rund tego teleturnieju były rebusy. Konkurencja polegająca na tym, żeby do co najmniej dwóch z czterech pokazanych rysunków luźno dopasować i zaśpiewać trzy piosenki. Moje jedno jedyne luźne skojarzenie na rzędy obrazków to – CHCE MI SIĘ WYĆ! Stający w obronie Papieża Polaka politycy, chcą być świętsi od samego papieża. Czekam na ich następny krok, gdy staną murem za pierwszym na Świecie Papieżem wybranym przez samego Jezusa Chrystusa tj. Św. Piotrem. W życiu którego były okresy, potknięć i małej wiary. Między innymi to on nie wykonał prośby Jezusa o czuwanie na Górze Oliwnej i wraz z innymi zasnął kamiennym snem. Nim zapiał kur trzykrotnie wyparł się Jezusa. Miał żonę i zapewne z nią dzieci. Ale czy to grzech? Zapewne Św. Piotr miał więcej błędów na swoim sumieniu. O palcu niewiernego Tomasza i zdradzieckim pocałunku Judasza nie wspomnę. To było tylko ciumkanie? Te wszystkie grzechy które tutaj wymieniłem, zapisane są w Nowym Testamencie i okazjonalnie czytane we wszystkich kościołach na Mszach Świętych. Zakażcie jeszcze głoszenia Słowa Bożego. Wstyd. Zamęczam prośbami Pana Boga o zmianę. Tym razem naprawdę dobrą zmianę dla wszystkich ludzi. Gdzie wszyscy bez wyjątku będą mogli obejrzeć i wysłuchać TVP oraz wspólnie zaśpiewać jak w „Rundzie Maliny” we wspomnianych Grających fortepianach. „Ale to już było i nie wróci więcej”.
Jerzy Wnukbauma
Dnia 6 marca 2023 r.o godz.17.00 zapraszam na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Św.Leonarda 4
Temat „Łatwiej stworzyć książkę niż zjeść kromkę chleba”
Spotkanie poprowadzi: autor i wydawca wielu książek Władysław Kostkowski
Zapraszam dnia 6 lutego 2023 o godz.17.00 na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul .Św. Leonarda 4.
Temat : Jak rodzinni genealodzy utrwalają pamięć o ciekawych osobach w rodzinie. cz. II
Spotkanie poprowadzi: Kornelia Major
Zapraszam na nasze spotkanie dnia 9 stycznia 2023 r. o godz 17.00 do Muzeum Historii Kielc ul. Św. Leonarda 4.
Temat: Jak zachować pamięć o ciekawych osobach w rodzinie.
Spotkanie poprowadzi : Kornelia Major
Na świecie istnieje wiele kulinarnych tradycji. Bogatych lub biednych w zależności od regionu oraz bogactw jego darów natury. Na starym kontynencie jednym z najstarszych europejskich zwyczajów przy stole, był zwyczaj w starożytnym Rzymie rozpoczynania obiadu lub uczty, od lekkich przekąsek wśród których na pierwszym miejscu były jajka. Na właściwą, obfitszą część obiadu składały się dania mięsne i rybne z dodatkiem warzyw. Na koniec uczty podawano deser składający się z owoców. Zazwyczaj były to jabłka i gruszki pochodzące z miejscowych, przydomowych sadów. Powyższe przykłady są potwierdzone w zachowanych starych opisach literackich. Scenki przy stole były także uwieczniane na malowidłach ściennych i mozaikach, które przetrwały do naszych czasów. Z tego okresu pochodzi też stare łacińskie powiedzenie – Ab ovo usque ad mala (od jajka do jabłka). We wschodniej stronie Europy tradycje takie wykształciły się znacznie później. W Polsce tradycje kuchennych rewolucji według posła i wiceministra w jednej osobie zaczęły się od nauczenia Francuzów jedzenia nożem i widelcem. To spostrzeżenie prawdopodobnie wiceminister oparł na dokładnych badaniach genealogicznych, które doprowadziły go do końcowego wniosku, że nasi przodkowie na wiejskich gościńcach „częstowali” podróżnych widelcem i nożem w skali makro tj. widłami i kosą. Mimo jego dobrych chęci i tak pozostało jeszcze wiele do zrobienia. Ryba po grecku nie jest potrawą grecką, ruskie pierogi nie są ruskie, paprykarz szczeciński nie jest szczeciński. Skończmy jednak na tym to gesslerowskie wybrzydzanie.
Ab ovo usque ad mala. To stare łacińskie powiedzenie w dosłownym tłumaczeniu brzmi – od jajka do jabłka. W literaturze oraz w potocznej mowie ta łacińska sentencja nabiera nieco innego znaczenia a mianowicie jest określeniem wykonywania czynności – Od początku do końca. Sentencję tą wykorzystałem kilka lat temu nadając taki tytuł mojemu trzyzwrotkowemu wierszowi będącemu satyrą zakończoną genealogicznym akcentem. Wiersz wysłałem kiedyś na konkurs „literacki” i na tym stanęło. O sentencji i o wierszu przypomniałem sobie niedawno przy okazji dnia zadawania zagadek. Poniżej wyjaśniam o co chodzi.
Żona wysłała mnie do sklepu po jajka. Gdy wróciłem do domu, w progu powitała mnie żona z wnuczką. Żona oznajmił, że podczas mojej nieobecności listonosz przyniósł moją emeryturę i w całości schowała ją do szuflady. Uwagę moją jednak przykuwała wnuczka. Jadła jabłko i nie odstępowała mnie na krok. Przymilała się i w końcu wyjąkała; – „Dziadek. Daj pieniążka”. Zaproponowałem jej zabawę polegającą na zadawaniu zagadek, a mianowicie. Gdy ja zadam jej zagadkę i ona zgadnie, dam jej dychę. Gdy ona zada mi łamigłówkę i ja nie zgadnę, dam jej banknot o największym nominale jaki znajduje się w szufladzie. Niech pozna gest dziadka. Gdy ona nie będzie znała odpowiedzi na moje pytanie, stan swojej skarbonki uszczupli tylko o złotówkę. Wylosowaliśmy kolejność zadawania pytań i wypadło na mnie. Zadałem jej prostą zagadkę – „Co to znaczy – Od jajka do jabłka? „ . Poddała się po około pięciu minutach. Wręczyła mi monetę i stałem się bogatszy o złotówkę. Przyszła kolej na pytanie wnuczki. Na jednym oddechu spytała –„Dziadek. Co to jest? Wchodzi na górę na jednej nodze, a schodzi na trzech?” Przyznam się, że nie wiedziałem. Podejrzewałem, że wnuczka musiała pomylić, lub źle zapamiętać zagadkę ze wspólnie oglądanej bajki. Ale w tej bajce pytanie brzmiało Co to jest? Najpierw chodzi na czterech, później na dwóch, a jeszcze później na trzech. Tu odpowiedź jest prosta – Człowiek, bo ludzie swoją życiową przygodę zaczynają od bałykowania, później twardo stąpają po ziemi na dwóch nogach, by na starość sięgnąć po laskę. Pytanie wnuczki brzmiało jednak inaczej. Na tak sformułowaną łamigłówkę nie znałem odpowiedzi. Poddałem się po kwadransie. Otworzyłem szufladę i dałem jej obiecany największy nominał. Pięćset złotych. Pech chciał, że ZUS w tym miesiącu wypłacał tzw. trzynastki. Słowo się rzekło i trzeba go dotrzymywać. Wnuczka w locie złapała nowiuteńki banknot i szybko schowała go w dłoniach. Mnie jednak nurtowała nierozwiązana zagadka. Ponieważ kolej na zadawanie pytań była teraz moja spytałem – „To co to według ciebie jest to co wchodzi na górę na jednej nodze, a schodzi na trzech?” Reakcja wnuczki była niezastąpiona. Bez słów wyciągnęła ze swojej skarbonki złotówkę i z miną niewiniątka kolejny raz zapłaciła mi za swoją niewiedzę. 500 do 2. To znacznie lepiej jak sukces Szydło 27:1. Mniej wstydu.
Jerzy Wnukbauma
Od jajka do jabłka.
Miałem skończone caaałe pięć lat,
kiedy ruszyłem z domu w świat,
na Nowy Folwark nad gliniankę
zabrałem ze sobą koleżankę.
Na bujnej łące w rozlewie rzek
w wodzie zielenił się żabi skrzek.
Wsadziłem kija do tego skrzeku.
Hania mnie łapie – Co ty cłowieku?
To są jajecka zab i kijanki!
Dostało mi się wtedy od Hanki.
Byłem zdumiony i wściekły ze złości
na skromny zasób mych wiadomości.
Po kilku latach żądny wiedzy
słyszałem jak mówią moi koledzy,
że ojciec matkę w nocy gniecie
i stąd są dzieci na tym świecie.
Czy to prawda? spytałem Hani.
Hania wierzyła w podrzut bociani
i osiągnęła tym taki skutek,
że matkę spytałem – Czy jestem podrzutek?
Matka mówiła – Widzisz dziecko,
najpierw było mamusi jajeczko…
Dalej głos matki kluczył i zwodził,
że nie wiedziałem o co w tym chodzi.
W latach młodzieńczych, nie będąc dzieckiem,
dobrze wiedziałem co z tym jajeczkiem,
lecz nadal myślałem że jedynakiem
jestem bo ojciec je wyjadł ze smakiem.
Czas nieubłaganie szybko leci.
Ożeniłem się z Hanką, mamy czworo dzieci.
Dzisiaj, gdy widzę panny z mym wnukiem
widzę, że byłem strasznym nieukiem.
Mam dziś sentyment do starych latek
i zbieram „jajeczka” mych antenatek.
Za znalezioną każdą z osób
wypijam czarkę calvadosu.
Jerzy Wnukbauma