Mój pradziad spod Ludyni,
gdy rzucał z nałogiem,
mało nie uczynił
poletka odłogiem.
Na powyższy powód
dokumentów brak,
lecz klechda na dowód,
że mogło być tak;
Trza jechać na pole,
zaorać, zawłóczyć
pustki już w stodole
krowy bedo mruczyć.
Papierosy mom,
zapołki som,
cygarnicka jest,
i jest wszystko fest.
Na nic to siedzenie!
Wciągnął pradziad galotki,
obmacał kieszenie,
opuścił opłotki.
Papierosy mom,
zapołki som,
cygarnicka jest,
i jestem the best.
Przy przydrożnej figurce,
stanął na rozstaju,
obmacał kieszenie w burce
jak to miał w zwyczaju;
Papierosy mom,
zapołki som,
cygarnicka jest.
Powtórzył ten gest.
Nagle oprzytomniał.
Na nic podróż długa,
bo sobie przypomniał,
że zapomniał pługa.
Papierosy mom,
zapołki som,
jest w kieszeni lufka
lecz gdzie była główka.
Tak skrótowo brzmiał
ustny babki przekaz,
jak pradziad na schwał,
spod Ludyni dekarz
kiedyś swe poletko
– babki ojcowiznę-
chciał zamienić lekko
w piaszczystą haliznę.
Jerzy Wnukbauma.
Autor: Jerzy Użyczak
