Dnia 13.01.2014 r. o godz.17.00 zapraszam na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4.
Temat : Duchy w kwerendach i inne inszości.
Wykładowca : Janusz Wilczewski
Autor: Kornelia Major
Dnia 13.01.2014 r. o godz.17.00 zapraszam na kolejne nasze spotkanie do Muzeum Historii Kielc ul.Św. Leonarda 4.
Temat : Duchy w kwerendach i inne inszości.
Wykładowca : Janusz Wilczewski
Autor: Kornelia Major
Tradycją nazwać niczego nie możesz i nie możesz uchwałą specjalną zarządzić, ani jej ustanowić. Kto inaczej sądzi świeci jak zgasła świeczka na słonecznym dworze. Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza. To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której nikt nie zmieni a to co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność w której my żyjemy. (słowa z końcowej sceny filmu „Miś” ST. Barei)
Rodzinna tradycja. Osiemnastka.
Zadaniem każdego rodzica,
gdy syn obrośnie mu w pióra
jest uświadomić dziedzica
by wiedział po co ma siura.
Przykładem jest moja rodzina.
Odwiecznym u nas zwyczajem,
jest troska ojca o syna.
Dojrzeje – rady mu daje .
Tradycję zaczął prapradziadek,
ucząc mojego pradziadka,
jak ma unikać syn wpadek,
kradnąc kobiecie kwiatka.
Z kolei mój pradziadek,
miał półgodziny frajdy,
w fotoplastykonie z dziadkiem
oglądał sprośne slajdy.
Mojego ojca tatusiek,
mówiąc synowi o ptaszku,
do czego posłuży mu siusiek,
pokazał na porno obrazku.
Gdy byłem zdolnym do nauki,
młodzieńcem jednym z wielu,
ojcowskiej kochania sztuki
uczyłem się w „Burdelu”.
Tych co mnie o to winią
przepraszam za dualizm,
nigdy nie byłem świnią,
tak nazywano socjalizm.
Synowi dałem papierosa,
siedliśmy na wersalce,
włączyłem płytę, pornosa,
z niej poznał prawdę o szparce.
A gdy dorosną syna chłopacy,
chłopak się nie namęczy,
dziewczyny mają wszystko na tacy
a resztę internet wyręczy.
Jerzy Wnukbauma
Autor: Jerzy Użyczak
Jacek Grzybała I Pielgrzymka polska do Betlejem Czytaj dalej
PAMIĄTKI PO PREZYDENCIE STEFANIE ARTWIŃSKIM.
W dniu 29 listopada 2013 r. na uroczystej sesji Rady Miasta Kielc która odbyła się w Muzeum Historii Kielc przekazano dokumenty, zdjęcia i wiele innych pamiątek po prezydencie Kielc Stefanie Artwińskim bestialsko zamordowanym przez Niemców w 1939 r. Czytaj dalej
Dnia 02 grudnia 2013 r. o godz.17.00 zapraszam do Muzeum Historii Kielc ul.Sw. Leonarda 4 – na kolejne spotkanie.
Temat : I PIELGRZYMKA POLSKA DO BETLEJEM
Spotkanie poprowadzi Pan Jacek Grzybała.
( do wglądu listy uczestników )
UWAGA : ZDJĘCIA Z UROCZYSTEJ SESJI RADY MIASTA KIELC z dnia
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
29.11.2013 r. W KRONICE SPOTKAŃ
++++++++++++++++++++++++++++
Autor: Kornelia Major
Zapraszam na kolejne spotkanie dnia 02.12.2013 r. o godz. 17.00 do Muzeum Historii Kielce
ul. Św. Leonarda 4
Temat spotkania : I PIELGRZYMKA POLSKA DO BETLEJEM
Spotkanie poprowadzi : Jacek Grzybała
(do wglądu listy uczestników )
Autor: Kornelia Major
Pod koniec października świat obiegła wiadomość, o wystawieniu na jednej z największych internetowej licytacji, na eBay-u, pamiątek z Auschwitz. Znalazło się na niej około 30 sztuk przedmiotów związanych z tym obozem. Od szczoteczek do zębów, do czapki i obozowego pasiaka. O sprawie poinformowała brytyjska prasa. EBay przeprosił za incydent i przyznał, że przedmioty te nigdy nie powinny być wystawione na sprzedaż. Zapowiedział też, że podobna sytuacja nigdy się nie powtórzy i wyraził gotowość przekazania znacznej kwoty na cele charytatywne. Tak zareagował największy internetowy portal aukcyjny. Opinia publiczna odebrała to podobnie. Internauci szybko ustalili do kogo kiedyś należały przedmioty wystawione na aukcję. Co do osób zamieszczających pamiątki na sprzedaż, prasa milczy.
Z przeczytanej informacji wynika, że wystawione na aukcję przedmioty należały do osób „zmarłych” (zabitych) w obozie, bądź do osób które przeżyły hitlerowski obóz, lecz z racji wieku zeszły już z tego świata. Jak widać nikt z byłych więźniów nie dorabiał do renty. Przedmioty z nimi związane wystawili na sprzedaż ich „spadkobiercy”. Zadziałały odwieczne prawa rynku. Jest popyt- jest i podaż. Na pewno jest to niemoralne, ale życie pokazuje, że osoby nieskazitelnie czyste, w życiu kierują się podwójną moralnością lub wręcz nieprzyzwoitością. Zastanawiałem się czy ja byłbym do tego zdolny. Czy mógłbym kupczyć pamiątkami po moich bliskich. Będąc dzieckiem, z całą pewnością nie. Rzeczy moich bliskich miały swoje miejsce i choć były w zasięgu ręki, były dla mnie nietykalne. Były tabu. Nie traktowałem ich jednak z takim jak dziś sentymentem. Będąc młodzieńcem – z całą pewnością tak. W tym okresie pozbywałem się niepotrzebnych rupieci. Pod pozorem porządków, zwłaszcza przedświątecznych, robiłem wielkie przewietrzanie szuflad, szaf i schowków. Niechciane rzeczy, także te stanowiące pamiątki, lądowały w śmietniku i rozprawiły się z nimi szczęki śmieciarek MPO. Gdyby wtedy istniał Ebay? Pewnie część z nich zmieniłaby właściciela.
W przypadku kilku moich najbliższych kuzynów i krewnych, Niemcy na trwale wpisali się w ich życiorysy. Jak część pokolenia II Wojny Światowej, zaliczyli aresztowania i smak obozowego chleba w KL Auschwitz, Ravensbruck, Dachau, Gross-Rozen. Najwięcej obozowych pamiątek zgromadził wujek mojej matki. Jej ojciec chrzestny. Pamiętam będąc dzieckiem, że w jego szafie wisiał obozowy pasiak. Wyciągał go na uroczyste (wtedy uroczyste) okazje – pierwszomajowe pochody czy okolicznościowe akademie. Co stało się z obozowym uniformem? Nie mam pojęcia. Reszta pamiątek po nim znajduje się w Muzeum Narodowym w Kielcach. Została po śmierci wujka nieodpłatnie przekazana Muzeum. Na temat mojej dalekiej krewnej aresztowanej za tajne nauczanie w Białej Mazowieckiej oraz jej pobycie w KL Auschwitz, mam skąpe informacje. Nie posiadam po niej pamiątek. Obozowe pamiątki po mojej ojczystej babce zajmowały niewiele miejsca w szufladzie jej szafki. Wyjmowała je bardzo rzadko, bo nie było się czym chwalić. Kilka zdjęć stosów ludzkich trupów, oraz trzy grupowe zdjęcia na których była moja babka. Oczywiście w obozowym pasiaku. Wszystkie zdjęcia, po wyzwoleniu obozu robili Amerykanie. Wszystkie po jej śmierci wymiotła nowa miotła. Zostały bezpowrotnie utracone. W komputerze pozostał mi jedynie skan jednego ze zdjęć.
Nigdy nie pytałem babci gdzie jest jej obozowy pasiak. Do końca swojego życia nie lubiła mówić o sobie w kontekście II Wojny Światowej- Września 39 roku, okupacji, Powstania Warszawskiego i pobytu w obozach Ravensbruck i w Dachau. Czy dziedzicząc po niej obozowe pamiątki wystawiłbym je na aukcję. Dzisiaj za cholerę nie! Natomiast pewien jestem, że byłbym zdolny je kupić. Pod warunkiem, że byłbym niezbicie przekonany, że kiedyś były własnością mojej babki. Wchodząc w posiadanie takiej pamiątki wystrzegałbym się jak ognia zmiany w sztafecie pokoleń. Nowej miotły. Obawiam się, że na to nie mam jednak najmniejszego wpływu.
Jerzy Wnukbauma.
Autor: Jerzy Użyczak
Jak co dzień rano otworzyłem komputer. Po wejściu na moje ulubione strony i przeczytaniu wszystkiego, co było możliwe do przeczytania, z nudów kliknąłem na horoskop. Jak zwykle przeczytałem go bez przekonania. Nigdy nie biorę horoskopów czy przepowiedni na serio. Tak było i tym razem. Ten też czytałem bez emocji – ble, ble, ble. Nie doczytując do kropki, zapominałem o jego bez znaczenia treści. Jednak tym razem, zatrzymałem się nad ostatnim zdaniem. Brzmiało ono tak; – „Twoi przodkowie chcą ci coś przekazać”. Tu się zaczęło moje główkowanie. Na miłość Boską! Co chcą mi przekazać i którzy moi przodkowie?
Z rodzinnych opowieści, zapamiętałem kilka niewytłumaczalnych zdarzeń towarzyszących zejściom moich krewnych i kuzynów. Nigdy nie brałem ich serio. Traktowałem je jak opowieści science-fiction. Np. przekręcony zegar i zerwana w nim sprężyna, to nic innego jak nadmiar siły włożonej przy nakręcaniu starego zegara. To, że tej samej nocy umiera osoba nakręcająca ów zegar, to nic innego jak zbieg okoliczności. Pęknięte bez ingerencji człowieka lustro, czy wybita w drzwiach szyba, bez najmniejszego śladu przeciągu, też mogłem sobie wytłumaczyć i nie kojarzyłem tego ze sferą metafizyczną. Latające fajerki w kuchni mojej ciotki, traktowałem z przymrużeniem oka, jako nakłanianie wujka do znalezienia nowej, lepszej kwatery. Wyprowadzili się. Fajerki nie latały. Ciotka była cała i wujek syty. Podobnie odbierałem opowieści mego szwagra o pożegnaniu się w śnie z jego zmarłym teściem. Zapisywałem je w kartach baśni. Tak. Jestem niepoprawnym niedowiarkiem.
Będąc na cmentarzu, zawsze rozmawiam ze zmarłym. Oczywiście nie ze wszystkimi. Gwarzę tylko z moimi najbliższymi – ojcem, matką i dziadkami. Innym nieboszczykom nie zakłócam ich wiecznego spokoju. Niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen. Rozmowę z moimi zmarłymi nie nazywałbym też dyskusją, lub dialogiem. Jest to raczej monolog moich myśli. Nie otwierając ust, mówię co mi leży na sercu, co zdarzyło się w mym domu i w mojej rodzinie. Chwalę się i żalę. Ojcu opowiadam o kolejnych znalezionych przodkach po mieczu. To wszystko. Staram się nad ich mogiłą nie użalać nad sobą. Czy to pomaga. Nie wiem. Wierzę, że tak. Zawsze opuszczam nekropolę z naładowanymi akumulatorami.
Na tablicy nagrobka moich rodziców umieszczone są dwa porcelanowe zdjęcia nagrobkowe. Jedno – ojca, drugie – mojej matki. To drugie, z rodzinnego albumu, wybrałem sam. Z kilkunastu ułożonych na stole zdjęć matki, wybrałem to jedno jedyne. Dlaczego? Po latach nie przypominam sobie powodu takiego a nie innego wyboru. Nie wiem, czym się wtedy kierowałem? Matka przeżyła ojca o kilkanaście lat. Być może wtedy jej podobiznę dopasowywałem pod kątem dobrania do zdjęcia ojca. Fakt jest faktem. Dzisiaj, gdy chwalę się przyjściem na świat kolejnego wnuka, matka uśmiecha się do mnie. Cieszy się też moimi skromnymi osiągnięciami. Jest zasmucona gdy opowiadam rodzicom o chorobie, zmartwieniach, o troskach. Jej obraz zastyga w zadumie gdy oczekuję porady na dręczące mnie pytania. Podobno obraz Mony Lizy stwarza podobne złudzenie. W zależności od kąta patrzenia na obraz, obserwator dostrzega za każdym razem inny wyraz jej twarzy. Czyżby dopadł mnie syndrom Mony Lizy? Może autosugestia? Nie wierzę, by moi przodkowie chcieli mi coś przekazać? Nie dowiem się tego z seansu u wróżki czy z horoskopu. Mam nadzieję, że nie czeka mnie inny seans – na kozetce u psychoanalityka.
Jerzy Wnukbauma
Autor: Jerzy Użyczak