Embarras de choix.

Na pierwszym tegorocznym spotkaniu Towarzystwa dostaliśmy z bratem bojowe zadanie-„przygotowanie ciekawego tematu”. Po wyjściu z siedziby ŚTG całą powrotną drogę do domu robiliśmy burzę mózgów.Zastanawialiśmy się co zrobić by nie dać ciała i dobrze wykorzystać swoje przysłowiowe pięc minut.
Co wybrać spośród wielu tematów związanych bezpośrednio lub pośrednio z genealogią ? Wybór nie jest łatwy.Brat początkowo optował za recenzją małonakładowego niszowego wydania autobiografii S. Małkiewicza „Młynarz”,w ktorej to książce jest wzmianka o jego żonie,synach i jego teściach,a także zamieszczone są ich zdjęcia. Ja z kolei skłaniałem się do zainteresowania koleżanek i kolegów swoistymi zabytkami Miłkowa,małej miejscowości nieopodal Karpacza z zachowanymi fragmentami starej,murowanej średniowiecznej szubienicy. W pobliżu niej archeolodzy odnależli groby ze szczątkami ludzkimi,ze śladami świadczącymi o powieszeniu,ćwiartowaniu lub łamaniu kołem.Znalezisko to oraz wmurowane w ścianę kościoła katolickiego krzyże pokutne świadczą,że był to duży ośrodek katowsko-sądowniczy.
Zastanawiające ! Centrum ówczesnych Niemiec,mała miejscowość-wioska,a jakie duże skupisko pospolitych przestępstw. Dzisiaj niektórzy potomkowie tych samych Niemców mówia o nas-Polak to złodziej i świnia. W centrum wsi znajduje się stary mocno zniszczony kościół ewangielicki z przyległym cmentarzem dawnych mieszkańców, a raczej pozostałościami po nim pracowicie niszczonym przez Polaków po 1945 roku. W Miłkowie mieszka mój szwagier. Nie będę więc upierał się przy swoim zdaniu i dla świętego spokoju wybierzmy coś wspólnego,neutralnego:szczegół z życia któregoś z naszych przodków,anegdotę,zdarzenie,pamiątkę….Rozstaliśmy się bez podjęcia wiążącej decyzji.

Korzenie nasze nie są związane z regionem świętokrzyskim. Wszystkie dokumenty związane z naszymi przodkami możemy znależć w jednym miejscu- miejscowym USC. Doświadczony genealog szybko się zorientuje w sytuacji. Dwa,trzy pokolenia.Jeden wiek. Mniej niż 100 lat. Zero chodzenia i penetrowania ksiąg. Żaden problem przy tym koszty znikome. Wystarczy poprosić o wyciąg z akt lub jego kserokopię. Chociaż oboje jesteśmy mocno związani z Kielcami i regionem,ziemia świętokrzyska jest słabo skolonizowana i powierzchownie ukorzeniona przez naszych przodków. Odpada raczej temat związany z regionem.Zostawmy to autochtonom. Z drugiej strony korci nas by przygotować coś o piłsudczykach i ich szlaku bojowym na tym terenie ? Temat modny, na czasie i poltycznie poprawny. Mamy w naszej rodzinie piłsudczyka,uczestnika walk o wyzwolenie Polski i wojny bolszewickiej. Pozostało
nam po nim trochę pamiątek z tamtego okresu. Reszta w postaci odznaczeń,medali,dyplomów,legitymacji i zdjęć została przekazana do Muzeum Świętokrzyskiego w Kielcach i została wpisana do Księgi Wpływów Muzealiów na co mamy stosowny dokument podpisany przez ówczesnego Dyrektora Muzeum mgr Alojzego Obornego.

Po mieczu korzenie nasze sa związane z Warszawą,a za sprawą wybranek naszych pradziadów,także z północnymi krańcami Mazowsza. W szkole podstawowej bodajże w VI klasie w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na lekcji historii nauczycielka wiedząc,że mój ojciec jest Warszawiakiem poprosiła bym podzielił się wspomnieniami ojca o tym wydarzeniu. Wybacz ojcze ! Byłem nie przygotowany,wstałem bąkałem coś nieskładnie. Powiedziała oschle -„Siadaj .Dzisiaj jestem przygotowany. Pragnąłbym oddać cześć zamordowanym naszym krewnym i przygotować referat o „Rzeżi Woli „bo o ile o Powstaniu Warszawskim coraz częściej się mówi,a jego uczestnikom oddaje się zasłużony hołd,to z róznych przyczyn przemilczało się ogromne ofiary ludności cywilnej wymordowanej przez Niemców w pierwszych dniach sierpnia 1944 roku na Woli. Tylko jednego dnia wymordowano więcej cywilnej ludności Woli niż przez jeden rok na Majdanku,a masowo i systematycznie mordowano mieszkańców Warszawy przez
kilka sierpniowych dni. Na skalę „przemysłową” przestano eksterminacji w połowie sierpnia. Faktu tego nie dyktowały sprawy humanitarne,
epidemiologiczne czy tez strach i nawrócenie się oprawców,a raczej bojażń o rosnącą determinację walczących powstańców. Ustny rozkaz Hitlera z 01.08.1944 roku wydany Himlerowi ” Warszawa musi być zburzona. Każdego mieszkańca nalezy zabić,nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma byc stworzony zastraszający przykład dla całej Europy” obowiązywał do 17 stycznia 1945 roku do chwili
„Wyzwolenia Warszawy ” i nigdy nie był odwołany. Wyzwolenie Warszawy celowo wziąłem w cudzysłów,gdyż wyzwoliciele wkroczyli do opuszczonych zgliszcz. Warszawskich Robinsonów było w niej niewielu.kilku bądż kilkunastu . Dla nich zdobywcy zrobili zwycięską defiladę? O zbrodni ludobójstwa na Majdanku cały świat dowiedział się tydzień przed wybuchem Powstania Warszawskiego,o hekatombie mieszkańców Woli i Ochoty komuniści nie mówili przez lata nic. Musieliby ujawnić to o czym chcieli zapomnieć. Poprzestawali tylko, li tylko na skromnych,cenzurowanych obchodach rocznic wybuchu powstania,za każdym razem wtrącając trzy grosze o jego bezcelowości. Dixi et salvavi amnimam meam.

Po kądzieli rodowód nasz ma początek w Galicji na obecnych południowo- wschodnich obszarach Polski. Zastanawialiśmy się czy nie połączyć
tego faktu z kalendarium. Wyszedłby z tego całkiem niezły temat. Mianowicie w lutym przypada rocznica innej rzeżi – Rabacji Galicyjskiej. Według rodzinnych,jak do tej pory ustnych nie popartych aktami przekazów,podczas Rabacji nasz matczyny pradziad Jan schował się do pieca chlebowego przed przwszukującymi dwór rozszalałymi oprawcami. Póżniej w przebraniu chłopskim
salwował się udaną ucieczką . Zmienił nazwisko (prawdopodobnie ze Skowroński) na Skowron. Tym samym nie ułatwił nam dalszych poszukiwań naszych galicyjskich korzeni. Brniemy i gubimy sie w licznych domysłach. O rodzącym się narodowo-wyzwoleńczym Powstaniu Krakowskim i o zainspirowanym przez Austriaków bratobójczym kontr-powstaniu chłopskim istnieje dość pokażna literatura. Nie ma sensu przedrukowywać jej,przynosić i streszczać na zebraniu. Sam zryw chłopski nie przynosi chwały narodowi. Było minęło. Zastanawiamy sie jednak jak potrafią splatać się losy potomków kata
i potomków ich ofiar. Czytając literaturę opisująca Rzeż Galicyjską pośród chłopskich nazwisk dokonujących napadów,grabieży i mordów znajdujemy nazwiska podobnie brzmiące do nazwisk spokrewnionych z nami przez naszą prababkę Mariannę.Marianna wyszła za mąż za syna niemieckiego osadnika-naszego pradziadka i była teściową naszej matecznej babki Heleny z domu Skowron ( wnuczki Jana Skowrońskiego). Powiązania niemieckich liniii obocznych naszego pradziada z tłumieniem Powstania Warszawskiego nie doszukujemy się,aczkolwiek nie jest to wykluczone. O tym co mnie cieszy, a co smuci dałem wyraz w strofach w poprzednim felietonie ” Poławiacze pereł” zamieszczonym poniżej i nie chce powtarzać. Finita !

Nie wiemy co przygotujemy na lutowe spotkanie. Jeszcze się ahamy co wybrac. Jest tego trochę a skoro jest nas dwóch w ostatniej chwili możemy ciągnąc zapałki lub zagrać w marynarza. Na wyciągnięcie asa z reawa zostało mało czasu-zresztą nie potrafimy oszukiwać. Po cichu liczymy,że na lutowe spotkanie przyjdziemy tylko we dwóch,a starym rzymskim zwyczaiem tres facinut collegium.

embarras de choix – kłopot z powodu zbyt wielu mozliwości wyboru
Dixi et salvavi amnimam meam-< łac> powiedziałem i uspokoiłem swoje sumienie.
tres facinut Collegium – < łac> troje tworzy kolegium

Autor: bracia Sławomir i Jerzy

II MIEJSCE W OGÓLNOPOLSKIM KONKURSIE NDAP

Ogłoszono wyniki konkursu dla dziennikarzy na najlepsze publikacje prasowe ,
audycje radiowe i programy telewizyjne prezentujące problematykę
dotycząca archiwów państwowych podległych Naczelnemu Dyrektorowi Archiwów Państwowych .
Laureatami zostali :

I miejsce-Anna Kolmer i Małgorzata Jurgiel z Polskiego Radia Szczecin za cykl pod
wspólnymym tytułem „Archiwum Trzech Państw”

II miejsce- DOROTA JUCHNOWSKA z POLSKIEGO RADIA KIELCE, za audycję p.t
———————————————————————————————
„Poszukiwania”
———————-

III miejsce- Jolanta Rudnik z Polskiego Radia Koszalin za audycję p.t. „Podróż w
przeszłość”

Gratulujemy Pani Dorocie Juchnowskiej !
—————————————————
Bardzo się cieszymy,że genealogia jest w ten sposób przekazywana słuchaczom.W tej audycji wystąpiły członkinie ŚTG ‚Swiętogen”
Iwona Pogorzelska i Kornelia Major.

Autor: Kornelia Major

Cum laude !

Na ostatnim zebraniu ŚTG pożyczyłem od Pani Prezes książkę Andrzeja Szalewicza ” Rodopis Szalewiczów.Czy wszyscy pochodzimy od jednego przodka”.
Zawsze chętnie pożyczam i czytam tego rodzaju książki. Czytam je i śledzę,czy losy bohaterów w jakiś sposób nie krzyżują się z moimi korzeniami,bądż miejscem przebywania i zamieszkania moich przodków. Czytam je i przy okazji podglądam jak inni promują swoje korzenie. Sam noszę się z zamiarem opisania swojego rodowodu. Podpatruję,bo przykład chcę wziąć od najlepszych.Książki biograficzne i historyczne są dla mnie jak muzyka puszczana w eter. Siadam w fotelu i dostrajam się do częstotliwości autorów nadających na tej samej fali,a zapis drukarski pochłaniam jak muzyk nuty. Przed otrzymaniem do ręki książki najczęściej pada przypomnienie o jej terminowym zwrocie.Tym razem było inaczej . Zaskoczyło mnie retoryczne pytanie Pani Prezes,które w moich uszach zabrzmiało jak polecenie odrobienia pracy domowej. „Może napiszesz recenzję na jej temat ?”. No masz ! Nigdy tego nie robiłem. Tym bardziej,że wcześniej przekartkowałem książkę,zatrzymałem wzrok na stronie ze stopka wydawniczą. Figurowały na niej nazwiska trzech recenzentów z tytułami naukowymi,jeden z nich napisał słowo wstępne. Nie ! Nie ma mowy. Przeczytam,oddam,nie napiszę.

Po przyjściu do domu nalałem sobie lampkę koniaku i pogrążyłem się w lekturze. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron wywodu pierwszych przodków autora zacząłem niespokojnie spoglądać ile stronnic pozostało do jej zakończenia, a zostało ich bardzo wiele. Kojarzyła mi się bajka I.Krasickiego ” Pieniacze”.

Po dwudziestu dekretach,trzynastu remisach,
Czterdziestu kondemnatach,sześciu kompromisach
Zwyciężył Marek Piotra : a że się zbogacił ,
Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił.
Umarł Piotr,umarł Marek, powróciwszy z grodu:
Ten,co przegrał,z rozpaczy:ten,co wygrał,z głodu.

Tytuł bajki w porównaniu z treścią książki jest niefortunny. Sorry ! Pasuje do bajki,ale nie pasuje do książki. Skojarzyłem tą bajkę bo niemal cały opis pierwszych Szalewiczów stanowią akta rozpraw sądowych. Pierwsze strony książki i chronologicznie pierwsze dokumenty do których dotarł autor to wokanda dawnych litewskich sądów grodzkich. Nie chciałbym być posądzony
o prywatną niechęc do szlachetnie urodzonych. Sam ze strony ojcowskich babek doszukuję się domieszki tej krwi, z tym że różnica przodków jest na korzyść Szalewiczów. Protoplaści autora sądownie dochodzili swoich praw majątkowych czyniąc czasem ” pogróżki i pochwałki na zdrowie i życie ” bliżniego swego. O moich krewkich szlachetkach mówiono ” Jedziesz na Mazury – zacznij pisać testament „.

Ups ! Wpadłem w pułapkę stereotypu ukazywania polskiego szkachcica powielanego przez całe stulecia. Autorzy piszący o polskiej szlachcie nie zawsze byli obiektywni.
Pal licho cudzoziemców : podróżników ,dyplomatów ,kupców, którzy pod wpływem wygarbowania im skóry przez bandy różnej maści rabusiów lub pod wpływem wywróconego na niewygodnej ,wąskiej i błotnistej drodze ich powozu,zabłocenia butów i swych sukien pisali o narodzie barbarzyńskim i o ziemi godnej płazów nie ludzi.
Oni zazwyczj za swoje niepowodzenia obarczali wszystko i wszystkich.
Do opisu krainy białych niedżwiedzi i wyjących głodnych wilków dołączyli we Francji zwolennicy króla Henryka Walezego,który dla zdobycia korony Francuskiej po trzech miesiącach panowania na polskim tronie potajemnie opuścił Polskę i którego polska szlachta za jego daleko idące reformy ukracające ich przywileje tudzież za dewiacje seksualne króla nie dopuściła do jego powrotu na tron Polski. Nie przyniosły chwały przedrozbiorowej Polsce dzieła pisane na zamówienie za pieniądze pochodzące z kiesy Cesarzy Niemiec,Austrii i Carycy Katarzyny. Powielał ten stereotyp Voltaire chcąc przypodobać się Katarzynie II z którą prowadził ożywioną korespondencję.
Zdawał sobie sprawe,że opisując nastroje społeczeństw Zachodniej Europy dawał pozwolenie do rodzących się przyszłych planów rozbiorowych Polski. (otwarcie pisał,że nie widzi miejsca Polski pośród cywilizowanych narodów Europy). Na długo w świadomości wszystkich narodów, w tym także w umysłach Polaków, pozostał obraz szlachty wykreowany przez zbiurokratyzowane urzędy zaborców. Do dzisiaj w świadomości naszych sąsiadów tkwi obraz ” Polskich Panów”- tak pogardliwie komuniści nazywali wszystkich Polaków,którzy nawet nie będąc szlachcicami,czy dziedzicami utrzymyawali się z pracy na roli i których jedynym grzechem było to,że potrafili z tej pracy wiązać koniec z końcem. Na długo przed zagarnięciem naszych wschodnich ziem we wrzesniu 1939 roku, rozniecali antypolskie nastroje nacjonalistyczne wśród Ukraińców,Litwinów,Białorusinów na Kresach, O powojennej komunistycznej edukacji dzieci i młodziezy już nie wspomnę.
Czym różnił się polski szlachcic od zagranicznych wielmożów i jak ta warstwa społeczna była kochana przez własne narody we Francji pokazała Rewolucja Francuska, a w Rosji Rewolucja Pażdziernikowa, dziesiątkując w przypadku tej pierwszej, a całkowicie eliminując w przypadku tej drugiej swoich wysoko urodzonych. Tymczasem w Polsce był tylko jeden lokalny o małym zasięgu terytorialnym przypadek krwawego rozprawienia
się z ” ciemiężycielami i krwiopijcami” – Rzeż Galicyjska, a i ta w głównej mierze była inspirowana przez austraickiego zaborcę,by nie dopuścić do rodzącego się powstania narodowego.
Wracając do lektury książki. W końcu co miał napisać o pierwszych przodkach autor mając tylko i aż tylko akta sądów. Przeczytałem całość. Wraz z ubywaniem szlachetnego płynu w kieliszku przybywało przeczytanych stronic i pozytywnych wniosków. Nie podejmuję się recenzji książki . Jest dobrze napisana i obroni się sama. Najtrafniejsze i najcenniejsze sa krótkie oceny w jednym zdaniu zamykające wszystko,toteż wyżej wspomniani recenzenci książki na jej końcu mogliby napisać : cum laude.
————-
Ja skoro zacząłem bajką,to skończę fragmentem innej bajki tego samego autora ” Słowik i szczygieł ” Pasuje do całości wkładu włożonego w napisaniee „Rodopisu Szalewiczów „. Jego autor mógłby powiedzieC :

Co mi dała natura , wypełniam to wiernie.
Lepiej krótko, a dobrze, niż długo , a miernie.

cum laude (łac) Z pochwałą- dawna formuła umieszczana na dyplomach ukończenia uczelni i przy ocenach prac dyplomowych i tp.Dziś nie używana.
————-

Autor: jaduzy

Spotkanie z dnia: 13 Listopada 2008

II czwartek miesiąca- tym razem to 13 listopada. Pechowa-czy nie pechowa trzynastka- zobaczymy.

Najpierw omówiliśmy bieżące sprawy organizacyjne.Następnym tematem jak zwykle była indeksacja
.Oprócz Katedry którą indeksuje Kornelia – Jurek U. indeksuje małżeństwa Sędziszowa / ze zdjęc nadesłanych przez Kasię Stolz./
Jesteśmy zasypywani mailami z porośbą o poszukiwania wielu metrykalii. Niestety musimy odmawiać,gdyż nie prowadzimy zarobkowo kwerend. Możemy tylko niektórym pomóc w trudnych poszukiwaniach.

Czytaj dalej →

Młody Kolego Genealogu !

Pisząc do Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego” Świętogen”
i zasypując nas licznymi pytaniami dotyczącymi Twoich przodków,trafiłeś pod właściwy adres…..

Tak mógłby wyglądać początek odpowiedzi na e-mail młodzieńca,
nadesłany na adres Prezesa ŚTG”Świętogen”w Kielcach. Jego treśc była omawiana na ostatnim comiesięcznym spotkaniu ŚTG celem wyłonienia osoby z naszego kręgu będącej jak najbliżej tematu , oraz zajmującej sie parafiami interesującymi nadawcę. Nie zdradzę tajemnicy korespondencji. W statucie większości towarzystw w tym i naszego kola jest propagowanie i krzewienie wiedzy genealogicznej,oraz promowanie regionu.
W zakresie propagowania i krzewienia mieści się także pomoc wszystkim,którzy zwracaja się do nas z apelem o radę. Piszcie,pytajcie,dzielcie się z nami swoimi spostrzeżeniami. Pewne jak w banku macie,że korespondencja zostanie przeczytana i w regulaminowym czasie dostaniecie na nią odpowiedż.

Młody Kolego Genealogu!….To dopiero początek listu,ale co dalej ?
Nie zazdroszczę Pani Prezes. Ja jestem w komfortowej sytuacji,nie muszę odpisywać na korespondencję. Uczę się jeszcze. Czasami jak nowicjusz na swych błędach. Nie mam gotowej recepty na genealogię i obym nie musiał na starość uczyć cudzych dzieci. Przyznam,że boję sie tego jak ognia.
Obawiam się, że moje rady odniosą odwrotny skutek i zamiast dawać przykład zniechęcą do uprawiania genealogii. Poza wykutymi instrukcjami z vademecum”Co każdy zaczynający przygodę genealogiczną wiedziec powinien”-niewiele mam do powiedzenia. Wydaje mnie się że w tym zakresie wszystko lub prawie wszystko jest powiedziane i napisane przez osoby kompetentne. Nowicjuszom polecam lekturę i odsyłam do ABC dla początkujących oraz do licznych podręczników. Co do technicznej strony zagadnień też nie mam gotowych recept. Na co dzień w pracy obowiązują mnie praktyki 5S -selekcja
systematyka,sprzątanie,schludność i samodyscyplina. Z marnym skutkiem walczę o to by żona nie wymagała ode mnie tych zasad w domu. Czy 5S zdadzą egzamin w genealogii ? Segregując zapiski i sprzątając po sobie biurko lub komputerowe notatki można w sposób nieodwracalny pozbyć się rzeczy niezbędnych w przyszłości. Systematyka i schludność też zdadzą się psu na budę. W końcu abnegacja to tez sposób na życie. Nic się nie stanie gdy do archiwum pójdę i przesiedzę w dżinsach i koszuli flanelowej. Systematyka ? Porzucamy poszukiwania by po czasie powrócić do nich ze zdwojoną siłą. Samodyscyplina też nie ma zastosowania w genealogii. Nie ma się co jeszcze bardziej nakręcać. Zawodowca dycyplinuje zysk,a amatora w karby bierze pasja. Starzy i zaawansowani wyjadacze mogą sobie pozwolić na
5BB- szukaj,buduj,burz,zmieniać programy,dodawać nowe gałązki,stawiać wszystko na głowie. Jedno co mogę radzić nowicjuszom to z uporem dziecka zadawanie jak najwięcej pytań. Na początek sobie samemu. Dopiero gdy na któreś z pytań nie jesteście w stanie znależć odpowiedzi w dostępnych,
licznych poradnikach śmiało pytajcie starszych. Wybór osoby którą
poprosicie o pomoc też nie pozostawiajcie przypadkowi. W internetowym gąszczu zwiększycie prawdopodobieństwo otrzymania odpowiedzi gdy adresata wskażecie palcem. Tylko na Boga nie wskazujcie na mnie. Ja znam tylko początek i postscriptum listu. Aby nie było to post factum i dictum acerbum,od niego w zasadzie należało by wszystko zacząć. Jeszcze przed przeczytaniem vademecum.

PS.
Młody Pasjonacie !
Zanim rozpoczniesz przygodę genealogiczną proponuję Ci test. Na chwilę zamknij oczy i postaraj wyobrazić sobie swoje drzewko. Jeżeli przymkniesz powieki i na tle błękitu nieba oczami wyobrażni zobaczysz zamiast postaci przodków drzewo obsypane pięknym kwiatem – daj sobie spokój, w przeciwnym razie czeka cię ciężka praca pszczoły zapylającej ten kwiat. Od chwili postanowienia uporządkowania swych korzeni jesteś stracony dla kolegów. Od tej pory coraz mniej czasu będziesz poświęcał im i codziennym zajęciom. Odwrotnie proporcjonalnie czas Twój będzie wypełniała pasja. Pozostaje cierpliwość,wyrzeczenia i tropienie. Zadawaj jak najwięcej pytań. Także i sobie.Pamiętaj jednak o jednym. By mieć pewność, że dostaniesz satysfakcjonującą Cię odpowiedż na zadane pytania nie wystarczy wskazać kompetentnego adresata, wcześniej nalezy przemyślec i sformułować pytania.
Wtedy przekonasz się,że z pasjonatem można rozmawiac godzinami bez końca.Jeżeli po zamknięciu oczu zobaczysz konkretne osoby i zarys swego drzewka to znak, że niebo Ci sprzyja,a Twoi przodkowie nie przewracają się w grobach. Nieważne jakiego programu komputerowego użyjesz do jego rysowania.Wszystko masz w głowie. Witaj wśród nas.

Autor: jaduzy