Dnia 11.03.2009r. na zaproszenie dr Andrzeja Kuśnierczyka udałam się na XX spotkanie Towarzystwa Genealogicznego Ziemi Częstochowskiej. Towarzystwo mieści się w pięknym Pałacu Ślubów w Częstochowie. Czytaj dalej
Caeca invidia est !
W starożytnym Rzymie potrafiono docenić i honorować ludzi sukcesu. Na chwałę zwycięzców budowano łuk triumfalny. Trwały lub tymczasowy w zależności od zasług lub stanu miejskiego skarbca. Niektóre z nich przetrwały próbę czasu i stoją do dzisiejszego dnia. Przejazd pod łukiem trimfalnym autora lub ojców zwycięstwa było punktem kulminacyjnym pochodu triumfalnego. Bohaterowie mieli swoje pięc minut a gawiedż igrzyska.. Mało kto jednak wie , że z triumfatorem jechał niewolnik , kty miał jedno zadanie. Szeptem przypominał bożyszczu tłumu – „Hominem te esse memento !” Taka była jego podła rola narzucona przez organizatorów.
Nie znałem swoich dziadków- facetów. Zmarli zanim się urodziłem. Ojciec ojca zmarł na początku wojny w 1940 roku. Zamienił małe, warszawskie mieszkanko nz Czystem na kwaterę na Bródnie. Ojciec matki zmarł w 1945 roku tuż przed wyzwoleniem kraju. Większośc rodzin wychodziło z wojennej zawieruchy poturbowanych i zubożonych o kogoś bliskiego. Bywało,że po wojnie ktoś zostawał samotny jak palec. Ja urodziłem się po okupacji i żyłem beztroskim życiem. Mialem oboje rodziców , ciotki i obie babcie. Dziadków niestety nie i zazdrościłem swoim rówieśnikom staruszków. Oni mogli siadać swojemu dziadkowi na kolana i wsłuchiwać się w bajki oraz niekończące się opowieści. Ja tego nie mogłem mieć. Zazdrościłem kolegom , siadałem babciom na kolana i wysłuchiwałem od swoich babć – ” Jesteś w czepku urodzony. Masz kochająca rodzinę… ” Tu padało parę ciepłych słów o mych najbliższych. Dołączala do nich matka i chór ciotek…
Z racji ,że ojciec był pracownikiem umysłowym urodziłem się w rodzinie inteligenckiej lecz będąc dzieckiem nigdy nie czułem się synem inteligenta . Ojciec był mistrzem , pracował w dużym zakładzie przemysłowym, mieszkaliśmy w bloku częściowo zakładowym i wychowywałem się pośród społeczności mieszanej- robotniczo inteligenckiej. Przed wojną moi dziadkowie utrzymywali swoje rodziny z pracy swych rąk. Jeden dziadek był mechanikiem tartacznym. Zjeżdził połowę Polski. Prowadził wędrowne życie jak Rom. Nie mam zielonego pojęcia gdzie przcował drugi dziadek. W przedwojennej Warszawie było wiele dużych,średnich i małych zakładów i warsztatów. Wiem tylko tyle , że poznał babcię w miejscu pracy. Przez jakiś czas pracowali razem. Ojciec z dumą wspominał, że przed wojną babcia z dziadkiem brali udział w obchodach Święta Pracy. Będąc dzieckiem zazdrościłem kolegom licznej familii oraz orginalnych zawodów ich rodzica takich jak tokarz,milicjant. Zazdrościłem im, siadałem babciom na kolana i wysłuchiwałem od swoich babć- ” Jesteś w czepku urodzony . Ucz się ! Będziesz kimś …” Tu padało parę perspektywicznych określeń jak daleko mogę zajść w życiu. Dołączała do nich matka i chór ciotek…
Od urodzenia mieszkałem w bloku. Wybudowanym w latach pięćdziesiątych XX wieku i jakby specjalnie oddanym w prezencie na moje przyjście na świat. Zwykły miejski blok. Trzy klatki, trzy kondygnacje,sporo lokatorów i masa rozwrzeszczanej dzieciarni. Żadnych atrakcji. Jakże zazdrościłem swoim kolegom,którzy mieszkali i wychowywali się w domach jednorodzinnych. Metraż ich mieszkań wydawał mi się wtedy przeogromny,wysokość sprawiała na mnie jako dziecku oszołamiające wrażenie. W niektórych pokojach były dobudowane dla dzieci antresole. Wydawało się żę ich domy mają duszę , a niedostępne i rzadko uczęszczane strychy i piwnice kryją swoje skarby i tajemnice. Nawet pomieszczenia miały nietuzinkowe nazwy ; hol , toaleta , garderoba , alkowa , stołowy ,jadalnia , gabinet… Zazdrościłem siadałem babciom na kolana i wysłuchiwałem od moich babć- ” Jestes w czepku urodzony. Masz własny kąt…” Tu zazwyczaj padało parę słów o naszum pięknym,słonecznym mieszkaniu. Dołączała do nich matka i chór ciotek…
Musiało upłynąc wiele wody w Wiśle bym pojął ,że to nie zazdrość jest ślepa lecz ja miałem klapki na oczach. Kobiety mojego życia świadomie doprowadziły do przejrzenia na nie. To im nalezy się pomnik. Powoli kamień po kamieniu stawiam łuk triumfalny i staram się by nie był obiektem tymczasowym. Pisze dzieje swojego rodu a kobiety opisuję złotymi zgłoskami. Ad honores ! To one w czasie gdy my faceci potrząsaliśmy szabelkami oddawały na potrzeby co rusz wybuchających powstań narodowych swoje najcenniejsze skarby;- ojców,mężów i synów a klejnoty rodowe zamieniały na czarną biżuterię. W latach PRL-u zajmując miejsce na końcu długiej sklepowej kolejki uśiadamiały nam facetom gdzie się zaczyna dyktatura proletariatu a dochodząc do pustych półek gdzie kończy się przewodnia rola partii. W stanie wojennym po ciężkiej pracy zarobkowej i odstaniu w kolejkach , zmęczone robiły pranie byśmy mogli do czystych koszul i wyprasowanych garniturów przypiąć oporniki…
Zbliża się Międzynarodowy Dzień Kobiet. Święto dzisiaj nieco zdewaluowane . Nie będę się rozpisywał o roli kobiet w ówczesnym świecie i społeczeństwie. Wszyscy wiedzą jaka ona jest,lecz każdy na swój sposób inaczej ją postrzega. Same kobiety nie maja też w tej materii wspólnego zdania. Życzę wszystkim niewiastom moc zdrowia , wielu powodów do radośći , słonecznych dni pełnych miłośći a koleżankom chorym na genealogię doszukania się wstępnych z czasów cesarstwa rzymskiego i dymarek a jeśli chodzi o skojarzenie drzewa i zstępnych – lasu siurków i tyleż samo żeńskich potomkiń; wnuczek,prawnuczek,…prapraprawnuczek.
Caeca invidia est ! – zawiść (zazdrość ) jest ślepa
Hominem te esse memento ! – pamiętaj jesteś tylko człowiekiem
Ad honores ! – dla uczczenia , dla zaszczytu
Autor: jaduzy
Zapis dawnych zapowiedzi……
Akt nr 18.
„Wieś Brody Roku Tysiąc Osiemset Siedmnastego Dnia dwudziestego Szóstego Pażdziernika w Niedzielę. My Pleban Parafij Jankowickiej sprawujący Obowiązki Urzędnika Stanu Cywilnego Gminy Jankowickiej w Powiecie i Obwodzie Radomskim Wojewodztwie Sandomierskim Udawszy się przed Drzwi Główne w Mieście Domu Gminnego o Godzinie Dwunastej w południe Donieśliśmy i Ogłosiliśmy po raz drugi iż zaszło przyrzeczenie Małżeństwa między Markiem K…liczącym lat osiemdziesiąt
wdowcem,Proszonym Chlebie się Utrzymującym,a mieszkanie swoje u Krewnych w Brodzie mającym z Jednej Strony,a Panną Józefą B….mającą lat dwadzieścia pięć we wsi Gutowie wyrobkiem się żywiącą i mieszkającą córką Franciszka B… we wsi Zdzarze do Gminy Błotnicy należący,wyrobkiem się bawiącego i mieszkającego wdowca z drugiej strony.Która to zapowiedż po przeczytaniu Oney głośno i wyrażnie przybitą została,Na Drzwiach Domu Gminnego Czego skutek spisaliśmy.
Ksiąz Stanisław Sadkowski Pleban Jankowicki,Urzędnik Stanu Cywilnego.”
Zachowałam orginalną pisownię.Nazwiska celowo wykropkowałam.
Dodane przez: Kornelia Major
Profesja….
Ciekawą profesję znalazłam w akcie nr 61 z Radomia…
” Dzialo sie to dnia 28 lutego 1847 roku o godzinie pierwszej popołudniu Wskutek Reskryptu Sądu Policji Wydziału Radomskiego z dnia 06 paziernika umer 9809 roku bieżącego w Radomiu wyszłego przez Wójta Gminy Mrowina stosownie do polecenia wyżej rzeczonego Sądu Cywilnego zakomunikowanego którym zawiadamia iż Jacenty G….. z Profesji Złodziej,lat 46 mający w Więzieniu Radomskim dnia 25 pażdziernika roku bieżącego przecię życie zakończył zostawiwszy po sobie owdowiałą zonę Brygidę z W…….
Czego Akt zejścia sporządziwszy podpisaliśmy.
Wawrzyniec Saydakowski Urzędnik Stanu Cywilnego ”
Nazwiska celowo wykropkowałam, ale zachowałam orginalną pisownię aktu.
No to była wtedy profesja złodziej wśród profesji,krawiec,szewc,tkacz i td?
Ciekawe.
Kobieta przechodnia…
Przeglądając akta metrykalne parafii Wieluń natrafiłam na akt nr36….
„Działo się to w mieście Wieluniu 1838 r. dnia 5/17 marca o godzinie dziesiatej przed południem stawili się Ignacy Wróblewski lat 60 i Szymon Gładysz lat 60, obaj rolnicy zamieszkali w Dąbrowie i oświadczyli,że dnia 28 lutego roku bieżącego o godzinie niewiadomej umarła kobieta przechodnia na drodze ku Dąbrowie niewiadomego nazwiska i imienia licząca lat około 50,gdzieby się urodziła lub miała stałe zamieszkanie swiadkom niewiadomo.
Po przekonaniu się naocznie o zejściu wyrażonej kobiety Akt ten stawiającym przeczytany i przez nich niepodpisany ponieważ pisać nie umieją.”
podpisał Ks. Szymon Dulniak?
Tak to kobieta ,która gdzieś sie urodziła miała imię,nazwisko,może i rodzinę która ją szukała stała się tylko … zmarłą kobietą przechodnią .
Dodane przez: Kornelia Major
NASI SYMPATYCY z AUSTRALII
Wiadomości , które do nas docierają z Australii są tragiczne.Niepokoiliśmy się o Urszulę i Jurka Kokosińskich,bo przez kilka dni nie było od nich żadnej wiadomości. Zaniepokojonych informuję,że nasi przyjaciele mieszkają w Zachodniej Australii. Tam są bezpieczni.Dzisiaj przyszła od nich wiadomość zacytuję tylko kilka zdań z ich relacji :” Do dziś jest 181 ofiar śmiertelnych i lista ciągle rośnie.Spaliło się ponad 1000 domów i około 5000 ludzi zostało bez dachu nad głową.Dziś w dalszym ciągu pali się w 23 miejscach. Niestety pożary są tutaj chlebem powszednim i wszyscy uznają je za część naturalnego łańcucha w przyrodzie. Tutejsze rośliny są do tego przystosowane i np.szyszki niektórych drzew pękają tylko w wysokich temperaturach uwalniając nasiona. Wiele rodzimych orchidei kwitnie jedynie po pożarach.
Ostatnie anomalie pogodowe,bardzo wysokie temperatury,niezwykle silne i zmienne wiatry spowodowały niesamowite natężenie pożarów. Niestety w wielu przypadkach również i głupota ludzka,gdyż wiele pożarów to sprawa podpalaczy „.
Urszula i Jurek przysłali nam zdjęcia rodzinki koali i mniejsze od kangurów z tej samej rodziny kangurowatych- walabie. Mogli podejść do nich bardzo blisko,bo jak pisze Urszula -matka pozwoliła im na podejście tak blisko,że zrobili zdjęcia takie unikalne.
Zdjęcia dołączyłam do galerii ze spotkania z dnia 08.01.2009r. / narazie tam będą dostępne,a potem w wydzielonej galerii /.
Autor: Kornelia Major
Spotkanie z dnia: 05 Lutego 2009
Drugie w tym roku spotkanie rozpoczęliśmy jak zwykle o godz. 17.00. Nie wszyscy mogli przybyć,gdyż już i do nas dotarła wstrętna choroba – grypa.
Na to spotkanie bracia Jerzy i Sławek Użyczakowie przygotowali ciekawy wykład o dziejach swojej rodziny. Pokazali nam stare dokumenty i część jednej z gałęzi w wersji opisowej. Zainteresowali nas również książką Seweryna Małkiewicza p.t „Młynarz”,w której również są zapisane dzieje ich rodziny.
5 lutego 2009
Drugie w tym roku spotkanie rozpoczęliśmy jak zwykle o godz. 17.00. Nie wszyscy mogli przybyć,gdyż już i do nas dotarła wstrętna choroba – grypa. Czytaj dalej
